2/24/2011

Prezes na salonie

Bloger blogera blogiem po sieci teraz goni. Wszystko to spóźnione o kilka lat ale w Polsce trzeba wspierać leczenie z internetowych ułomności, bo nie wszyscy do sieci dorośli. Pytanie tylko czy każdego? Po co znowu ubierać Jarosława Kaczyńskiego w różowy garnitur i lakierki z białymi sznurówkami? Ostatni raz był tak niewiarygodny w kampanii prezydenckiej kiedy grał pokój. Oscara nie było, więc po co   ryzykować teraz z rolą internauty?

W obronie stryja staje inna nowa blogerka Marta Kaczyńska. Nie rozumie, że nie wszyscy dają się nabrać na „internetowe nawrócenie” prezesa jej partii. Pyta dlaczego jego intencje „mają być nieszczere”. Właśnie dlatego, szanowna Pani Marto, że stryj zbyt wiele strojów przywdziewał i straciliśmy orientację kim jest. Kochał Leppera z Giertychem, a później ich przepędzał, nienawidził komunistów ale robił misia z Gierkiem, kpił z pijanych spaczonych seksem internautów a teraz mówi, że Internet „buduje wspólnoty”. Jest więc za a nawet przeciw? I to jeszcze na stronie salon24, zgrupowania, które za cel stawia sobie niszczenie salonu. Niekonsekwencja to druga natura prezesa.

Falami wokół szefa PiS pojawiają się doradcy, którzy podszeptują mu zmiany. Stroju, tonu, hobby. Dzisiaj rządzi Adam Hofman. Jest znany w sieci z kulinarnego bloga, gdzie podaje przepis na polityczną pizzę („najważniejsze jest ciasto: pół łyżki soli, pół łyki cukru, siedem gram drożdży piwnych, szklanka ciepłej wody”). Skoro namówił prezesa na pisanie, życzę, żeby udało im się wspólne kręcenie... ciasta. Nie wyjdę z Internetu do ostatniego kęsa!

Walcząca o dobre imię stryja Marta Kaczyńska pyta jeszcze „dlaczego Kaczyński w Internecie przeszkadza? Może kreowany przez media wizerunek byłego premiera nie pasuje do jego nowej formy aktywności”? Pani Marto, Stryja nie trzeba kreować, Stryja wystarczy cytować.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

2/03/2011

Strzykacze jadem

Byłem gejem, pieskiem Tuska; nie umyłem rąk od krwi ze Smoleńska. Byłem dupkiem, rzecznikiem rządu PO, cholernym zaprzańcem. Byłem gnojem z kaprawymi oczami, który Jarosławowi Kaczyńskiemu nawet do kostek nie podskoczy. Byłem mistrzem miłości analnej. Współczesnym Urbanem. Autorem programu wstajesz i rzygasz. Szmaciarzem, ostatnią mendą, tubą rządowych bękartów. Gnidą, która doprowadziła do morderstwa w Łodzi. Dzisiaj przeczytałem, że urodziłem się chujem i skowronkiem nie umrę.

Kończę tę wyliczankę z żalem. Bo nauczyłem się tym bawić. Internetu się nie zatrzyma. Pomysł PiSu, żeby posłowie ścigali internetowych strzykaczy jadem jest niepotrzebny. Każdy, kto poczuje się sponiewierany, zaszczuty, zniszczony może iść do sądu. Zespół d/s Promocji Wolności Przekazu i Poszanowania Zasad Dialogu Społecznego w Komunikacji jest tak samo potrzebny jak skomplikowanie jego nazwy. Chyba, że posłom PiSu znudził się Smoleńsk i szukają natchnienia.

PiS mówi, że szary Polak nie ma narzędzia, żeby się bronić przed splugawieniem swojego imienia w sieci. To nieprawda. Wolę mieć mniej możliwości obrony niż dawać więcej kagańców urzędnikom. Jestem za wolnością w wirtualnym świecie ale nie popieram obsmarowywania drzwi przeciwników gównem. Liczę, że kiedyś dojrzejemy także do Internetu.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

1/12/2011

Wzgórze prawdy

Raport jawny. Wszyscy są teraz ekspertami od katastrof lotniczych. Znać się na wszystkim, to nie znać się na niczym. Według Beaty Gosiewskiej za raport MAK odpowiada polski rząd. Posłanka Kidawa-Błońska czuje się przez Rosjan przekonana. Według Jarosława Kaczyńskiego ten dokument to kpina z Polski. Dla mecenasa/polityka Dubienieckiego to stek bzdur. Zdrowy rozsądek jak zawsze martwy.

Opanowanie urzędników MAK było godne pozazdroszczenia. Oto wydarzył się lot, który nie powinien mieć miejsca; generał/szef lotników pijany, piloci w stresie, wszyscy spóźnieni, mgła, ogólny bałagan. Tak mówią Rosjanie. Brzmią wiarygodnie ale niepełnie. Ktoś przecież dzwonił do Moskwy, czekał na decyzję wyższą, ktoś mógł powiedzieć pilotom - panowie to ostatnie miejsce na ziemi do lądowania, znikajcie!

Abstrahując od wszystkiego. Nie trzeba MAK, nie trzeba komisji Millera, żeby zobaczyć, że winna była polska bylejakość. Gdybyśmy byli krajem ogarniętym, schludnym, poukładanym nie byłoby tej tragedii. Samolot byłby nowy, pasażerowie na miejscach, telefony wyłączone, nikt nie chciałby być bardziej sobą niż powinien być. Normalność to jest coś, co powinniśmy sprowadzać tonami. I usypać z niej wzgórze prawdy, którego wiecznie szuka prezes Kaczyński.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24

12/22/2010

Pochwała rozsądku

Ignorować można tylko nieistotnych ludzi. A on ma w zwyczaju przyciągać uwagę. Jarosław Kaczyński właśnie zatoczył koło na bieżni zwanej cynizm i pogarda dla zdrowego rozsądku. Ale będzie mu wybaczone u tych, którym problem brat czy nie brat jest w trumnie też nie daje spać. To margines ale na tyle ważny, że każde do niego umizgi prezesa stawiają na baczność rozsądną większość.

Pytam ostatnio swoich gości czy cieszy ich, że parszywy dla kraju 2010 rok za chwilę zginie. A skąd pan wie, że następny będzie lepszy -  sprowadziła mnie na ziemię Krystyna Janda. Nie wiem, zakładam, że gorzej być nie może. Ten rok udowodnił, że wydarzyć może się wszystko, że ludzie mogą sobie zafundować każdy ból, że świętości zostały tylko w grotach Watykanu.

W sumie dobrze, myślę po zastanowieniu. Im mniej nas zaskoczy - tym zdrowiej. Szczególnie ze strony Kaczyńskich. Renata Kim ("Wprost") opowiadała w radiu o nieudanej próbie zrobienia wywiadu z córką prezydenta Kaczyńskiego. Zadzwoniła do Marcina Dubienieckiego mecenasa/męża/pełnomocnika/polityka? Odpowiedź: będziemy udzielać tylko ostrych, politycznych wywiadów - opisuje tę rozmowę Kim. Dubieniecki ma swoje pięć minut więc korzysta. Stryj jego żony jest w tym mistrzem, więc się nie hamuje. Rodzinne.

W te święta i cały rok po nich życzę Szanownym Czytelnikom, żeby byli bliżej zdrowego rozsądku. Nie od razu ale zawsze on wygrywa z szaleństwem.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24

12/10/2010

Absmak

Hasło „wyjazdy kształcą” musiało powstać wraz z narodzinami Radia Maryja. Właśnie jestem w podróży i uczę się słuchać. Niby pierwotna sprawa ale bywa, że przychodzi z trudem. Nikt rozsądny nie wpuszcza tej żółci do swojego domu ale zabrudzone auto mniej boli. Dlatego na dziurawej jak cholera krajowej jedenastce Poznań-Piła, zasypywany przez śnieg z pól, zaprosiłem do samochodu prezesa Kaczyńskiego.

Dlaczego? Jak każdy człowiek o skłonnościach masochistycznych lubię go słuchać. Ćwiczę wtedy dzielenie - na cztery - każdego zdania szefa. Bo ma rację mówiąc, że rola pełnomocnik rządu do walki z korupcją Julii Pitery jest „bardzo specyficzna, ocierająca się o śmieszność”. Kaczyński nie kłamie wypominając premierowi Tuskowi, że zmienił zdanie w sprawie prezydenta Sopotu. Tylko skoro prezes nie zwariował (wiem, że różnie mówią), dlaczego większość go lekceważy?

Tyle jest spraw, za które temu rządowi należy się publiczna chłosta - senatorski skandal w Wałbrzychu, majstrowanie przy OFE albo podnoszenie podatków - ale PiS nie chce na tym skorzystać. Mógłby spoważnieć punktując kłamstwa PO ale woli stać nad grobami smoleńskimi. Ta żenująca podróż Fotygi i Macierewicza po USA, to ciułanie przez nich rzekomo ważnych rozmówców, to publiczne wysłuchanie w Parlamencie Europejskim gdzie zaproszono tylko samych swoich, wreszcie Marta Kaczyńska porównująca wypadek lotniczy do „drugiego Katynia”. Przestajemy współczuć, a zaczynamy czuć absmak, że zacytuję mojego pasażera.

Czytam, że w piątek - osiem miesięcy po katastrofie smoleńskiej - prezes zaprasza na konferencję poświęconą dorobkowi Lecha Kaczyńskiego. Planują następujące wystąpienia: "Refleksje o pracy prezydenta Lecha Kaczyńskiego"; "Lech Kaczyński i polskie państwo"; "Wolność Rzeczypospolitej i Solidarność Polaków w myśli Lecha Kaczyńskiego". Myślę sobie, po co zapraszać Krasnodębskiego, Radziejowską, Łopińskiego, Gilowską. Oni wiedzą, że śp. prezydent był wielki. Jeden mega Chrystus w Polsce wystarczy.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24

12/02/2010

Lekcja kurwowania

Wolę siarczysty język od siarczystego mrozu ale są granice. Dziennikarze tvn24.pl (podziwiam skrupulatność) obliczyli, że w korupcyjnej rozmowie senatora Platformy Obywatelskiej Romana Ludwiczuka padło 141 słów na "k", 14 słów na "ch" oraz 18 słów z cząstką "jeb". Brawa - zdetronizować Sobiesiaka - bezcenne. Senatorski dialekt zna każdy, nie jesteśmy purystami w koszulkach z pralni Chajzera, ale nie każdy korumpuje w tak lumpiarski sposób.

Na internetowej stronie senatora są przeurocze wpisy ku czci pana Romana. Najpierw on sam o sobie.

Urodziłem się w 1957 roku w Wałbrzychu, tutaj mieszkam i pracuję, choć brzmi to banalnie to kocham nasz region i wciąż nie brak mi chęci i zapału by dla tego miasta pracować”.

Później, nie wstając z kolan, notują prawdziwi kronikarze, wychowankowie pekińskiej szkoły bicia czołem o ziemię.

1. Senator Ludwiczuk wziął udział w uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod budowę Centrum Turystyczno-Sportowego. „To dla mnie dzień szczególny, ponieważ realizuje się moje marzenie”.
2. Odbyło się długo oczekiwane podsumowanie Wałbrzyskiego Konkursu Pisania Listów. Konkurs współorganizowany przez senatora Ludwiczuka cieszy się wielkim zainteresowaniem wśród dzieci i młodzieży wałbrzyskich szkół. "Mój najpiękniejszy dzień w życiu" - tak brzmiał temat tegorocznej edycji konkursu. Organizatorzy byli pod wielkim wrażeniem estetyki i pomysłowości nadesłanych prac.
3. Senator Ludwiczuk wraz z Sekretarzem Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, Marszałkiem Województwa Dolnośląskiego oraz Wojewodą Dolnośląskim wizytowali inwestycje drogowe na terenie miasta i powiatu wałbrzyskiego. Goście byli pod wrażeniem podejmowanych działań mających na celu poprawę stanu nawierzchni.
4. Senator Ludwiczuk spotkał się z Piotrem Mazurkiem. Celem rozmowy był omówienie udziału Mazurka w tegorocznych Igrzyskach Jeździeckich w Lexington, USA.
5. Senator Ludwiczuk objął patronat honorowy nad projektem "Pierwsze Kroki w Usługach Gastronomiczno-Hotelarskich", realizowanym przez Fundację "Zielone Wzgórze".
6. Senator RP Roman Ludwiczuk objął patronat nad Festiwalem Sera w gminie Walim.


Piękną ma robotę senator kiedy zjeżdża do domu. Że też znalazł czas żeby człowiekowi ze sztabu konkurenta w samorządowym głosowaniu szepnąć do dyktafonu: się ugadujemy k... na 100 procent. Byłbyś wicestarostą, k... Takich Ludwiczaków jest w całym kraju więcej, część pewnie nigdy nie wpadnie. Dla pechowców przestroga - nawet kurwować można z klasą ale sama nie przychodzi.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24

11/18/2010

RJN

Bo prawo było zbyt sprawiedliwe - to hasło Henryka Sawki umieszczone obok poobijanych twarzy Kluzik-Rostkowskiej i Jakubiak. Pokazał te sińce rano w tvn24. Udowodnił, że żart w narodzie nie ginie! Tuż przed nim - w jednej chwili - zaspani widzowie też pokazali, że dystans nie jest im obcy. SPJN to był ukłon w stronę odszczepieńców z PiS. Stowarzyszenie Poranek Jest Najważniejszy było spontaniczną obywatelską odpowiedzią na polityczne stwierdzenie, że nie ma rzeczy ważniejszej niż Polska.

Byli oczywiście i tacy, którzy pisali, że nazwa organizacji odrzuconych z PiS brzmi jak słynne „Deutschland uber alles” ale ci nie przekroczyli marginesu. Szczęśliwie - tak czuję - zanika mocno wzbierająca po Smoleńsku i Łodzi fala żółci, którą wylewali w sieci zwolennicy jedynego słusznego prezesa. Bawiąc się nazwą i celem organizacji w jednej chwili mieliśmy wśród członków księdza, lekarza, prawnika, księgową i psycholożkę. Licząc wszystkich starczyłoby nas na poważny klub sejmowy, który przykryłby czterolistną koniczynę peeselu listkiem marihuany. To była forma pozytywnego odlotu. Potwierdzenie, że kiedy ludziom zaproponować rozsądek - biorą go w ciemno.

Tymczasem szef PiS chcąc podtrzymać silną w jego partii tradycję epistolograficzną sprzedaje w sieci swój nowy pomysł - „List do Polaków”, wersja audio-wideo. Schludny pokój, wazon biało-czerwonych kwiatów i smutny głos Jarosława Kaczyńskiego, który zamiast mówić o samorządzie rozmawia z bratem. - Kochany Leszku, będziemy realizować twój testament. Będziemy budowali silne polskie państwo. Silną Polskę szczęśliwych obywateli. Na zdrowy rozsądek kiedy się chce budować trzeba patrzeć przed siebie (ewentualnie pod) ale nie cofać się. Choćby z uwagi na przepisy BHP. Pamięć o Lechu Kaczyńskim nie przyspieszy wylewania asfaltu na drogach albo stawiania nowych przedszkoli.

Prezes Kaczyński zatraca się w starciu z demonami przeszłości zamiast nakłuwać rząd za leserstwo. Stowarzyszenie, które rozkręcają byli/obecni* ludzie prezesa ma premię za świeżość ale nic poza tym. Państwo są na razie nieśmiali, tacy co to chcą ale się boją. Proponują spokój, rozmowę, poważne tematy a nie pranie po pysku. Fajnie ale w nowej koalicji PO-PJN za dużo byłoby idealizmu a za mało roboty. Upieram się, że to Robota Jest Najważniejsza!

* nieaktualne skreślić

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24

11/03/2010

Margines

Nie lata zbyt wysoko, a kiedy już musi chowa się po rowach. Skryty, milczący, samotnik. Ożywia się tylko w okresie godowym. Wtedy można usłyszeć głośne kwilenie jastrzębia. Ziobro?

Polityka to nie jest zabawa dla dżentelmenów. Dla dam tym bardziej. Ale przecież i jedni i drugie się w polityce zdarzają. Nie podoba mi się sposób w jaki koledzy Ziobro i Błaszczak traktują koleżankę Kluzik-Rostkowską. Sugerowanie, że jest z pisowskiego marginesu to jak chwytanie się brzytwy. Takie chłopięce przepychanie się w pierwszym szeregu, żeby zwrócić na siebie uwagę. Czym, panowie?

Europejski Ziobro mówi, że „Joasia” ma pozycję medialną ale nie ma głosu w partii. Dziwne rozgraniczenie. To można pogodzić jeśli się ma coś do powiedzenia, kiedy się słucha, kiedy się poskramia nieporywający słowotok. Kiedy zdrowy rozsądek jest ważniejszy od dobrego samopoczucia prezesa. W PiS widać, że miło już było. Że wielbiciele posła Ziobry nadają ton rozstawiając ciemny partyjny lud, który go nie kupuje, po kątach. Wyrzucają niepokornych na margines. To jest droga donikąd - ani do władzy, ani do koalicji, ani do odzyskania szacunku.

Marek Migalski pisze z przekąsem o charyzmatycznym Błaszczaku. Że nawet grzywki bez zgody szefa poprawić nie umie. Ale ma lepsze wyczucie rytmu. Pozbawiony autorytetu przewodniczący klubu PiS u boku prezesa trzyma się zasad - im mniej ciebie, tym lepiej. Migalski, Kluzik, Poncyliusz mogą o tym tylko pomarzyć. Nie wiem co gorsze.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24

10/29/2010

Odnowa. Od nowa.

Mam alergię na słowo „pojednanie”. Ono pobrzmiewa w politycznych uszach od pół roku ale dawno nikt go tak nie wykoślawił. Już „zero” lub „nic” są bardziej wypełnione treścią. Są rzeczy, o których powinno się mówić jak najmniej, bo prawdziwego sensu nabierają w ciszy.

Po zabójstwie w Łodzi (nie mylić z „mordem łódzkim”, bo to nie druga „zbrodnia katyńska”) trwa licytacja na głębszą, szczerszą, prawdziwszą skruchę. Wychłostani politycy PiS odsłaniają plecy i udowadniają, że ich rany są głębsze, że jest wiele skutków ubocznych. Spoliczkowani politycy PO skarżą się, że zbankrutowali w gabinetach plastycznych, że ich usta są nie do odtworzenia. Chórem, jedni i drudzy, zanoszą błaganie - od miłości konkurenta wybaw nas, Panie. Teatr jak teatr. Od amatorów-aktorów nie wymaga się wiele, szczególnie kiedy nie widać tam jednego reżysera. Nie można wyciągać ręki do przeprosin z „ale” na ustach. Miłość odrzuca warunki wstępne - choćby się je wypowiadało w kościele.

Uciekając ostatnio od relacji z ogólnowiejskich zawodów w pluciu na odległość skupiłem się na pierwszym tomie „Dziennika” Sławomira Mrożka. Autor cofa nas do roku 1962 ale akurat sposobów na dogadanie się ząb czasu nie nadgryza. „Noc w nocnym lokalu, czyli czyściec. Oczyszczenie. Od nowa. Odnowa. (...) Powrót do normy. Zażegnanie niebezpieczeństwa zadufania się w sobie. (...) Jakże liryczny jest człowiek po wódce”.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24

10/20/2010

Mieć swój rozum

Dwa miliardy ludzi klika. Czyli całe Chiny i Unia Europejska wzięte do kupy stanowią klientelę Internetu, największego szamba świata. Gdzie nie ma reguł, a jedyną barierą jest ludzka wyobraźnia. Miejsca, którego nie można pominąć, gdzie anonimowość robi króla z każdego.

Czytam o sobie od rana, że jestem zabójcą. Że mam krew na rękach, bo krytykując Jarosława Kaczyńskiego posłałem leciwego szaleńca do biura PiS w Łodzi, żeby wymordował tam wszystkich. Czytam, że dziennikarze, którzy ośmielają się podnosić pióro i język na szefa PiS są zagrożeniem dla demokracji. Pomyje łatwo spłukać i choć smród pozostaje, nie marudzę, bo mam zawód podwyższonego ryzyka. Ale skoro dziennikarz ma odpowiadać za swoje słowa w każdej sekundzie publicznego występu, nie możemy nie wymagać tego od drugiej strony. Albo wszyscy grają fair, albo nikt.

Nie zgadzam się kiedy Jarosław Kaczyński zapowiada, że każde słowo krytyki wobec PiS ze strony polityka czy dziennikarza będzie wezwaniem do mordu. To kagańcowanie dyskusji, ograniczanie wolności słowa. Mam swój rozum i tego samego wymagam od innych. Zewsząd słychać teraz głosy - przeprośmy się, ograniczmy agresję, zmieńmy język, podajmy sobie ręce. Mamy taki „mały Smoleńsk”, jak to dziś nazwał jeden z politologów. Pół roku temu pojednanie trwało sekundę. Na logikę - mniejsza tragedia nie może wyzwolić większej miłości.

Receptę wypisała dzisiaj profesor Staniszkis, jedna z niewielu osób, której prezes Kaczyński słucha: histeria jest zła!

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24

10/12/2010

Krzyż prezesa

Mieć swój świat to cenne i groźne zarazem. Malarze, pisarze, muzycy - nawet dopaleni - mogą odlecieć w nieznane rejony i nikt nie ucierpi. Najwyżej gust. Politycy, którym wydaje się, że ich wizja jest najichsza zaczynają być groźni. Nie odpowiadam za empetrójkę prezesa Kaczyńskiego ale wolę żeby mylił U2 z JU TU niż intonował „Boże, coś Polskę” w centrum Warszawy.

To nie jest zła pieśń, ma niezły tekst i melodię. Szczególnie refren, który Polacy zwykle wyją niż śpiewają: „Przed Twe ołtarze zanosim błaganie: Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie!”. To dziś nic nie znaczy ale ostro brzmi - w końcu powstańcy ze stycznia 1863 roku wiedzieli co nucą. Problem w tym, że nikt prezesowi nie zmienił kalendarza. Maszerując ramię w ramię z Macierewiczem, który w kałuży wody widzi plamę ropy, dowartościowując się ludźmi z krzyżami i pochodniami Jarosław Kaczyński nie zyskuje na znaczeniu. On się ośmiesza, budzi przerażenie zmieszane ze współczuciem. Kłopot w tym, że nie ma odważnego, który by mu to powiedział. Wszyscy z otoczenia szefa PiS brzmią jak jego echo, a bywa - Anna Fotyga - próbują być od echa szybsze.

Prezes PiS na niedzielnym wiecu sugerował, że Polska nie jest jego krajem, że chce, by mu nikt nie narzucał obyczajów, by naród miał elementarne prawo do wolności i prawdy. Krzyczał, że przyszedł po to prawo, bo jest wolnym Polakiem i chce być wolnym Polakiem. Być złym i zadowolonym jednocześnie potrafią tylko wybitne jednostki. Trzeba być kimś żeby w tej samej chwili dąsać się i cieszyć, wypowiadać obywatelskie nieposłuszeństwo i sugerować dumę z obywatelstwa, lekceważyć władzę ale nie emigrować. Trzeba mieć zdrowie prezesa żeby stać na mrozie i się nie przeziębić. Jeszcze bardziej.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24

10/06/2010

Wietrzenie salonu

Odejście Palikota pachnie mi układem z premierem. Obaj są nieprzekonujący w rozwodowych nastrojach. Nie ma żadnych emocji między dwoma facetami budzącymi emocje skrajne - złość i sen. Marszałek Schetyna mówi, że to jednoosobowa wycieczka w jedną stronę ale wierzyć się nie chce. Prędzej czy później to się skończy albo współpracą PO-NP albo nowym smakiem żołądkowej gorzkiej.

Będzie nudno, bo jeden Fedor powietrza w Platformie nie oczyści. Mówi się, że Palikot, Gowin, Brudziński, Sobecka to skrajności. Bzdura. Skrajnie złe jest to, że w naszej polityce jest za dużo nijakiej masy. Pokutują te same wypowiedzi, te same myśli, te same słowa. Bez charakteru, wyrazistości, stanowczości. Palikot w polityce jest tym, kim Raczkowski w grafice. Nie jest sztuką mieć poglądy, ceni się umiejętność ich obrony i wyrażania. Żeby dupę nazwać dupą, obłudę obłudą, kłamstwo kłamstwem, a zdradę chamstwem. Żeby nie szukać różowych słówek na czarne sprawy.

W Dużym Formacie sprzed tygodnia Marek Raczkowski mówi „nie jestem patriotą! Mam w dupie patriotyzm! Nienawidzę patriotów! Gardzę moim krajem! Chciałbym, żeby Polacy zawsze przegrywali w piłkę! Uważam, że Polacy są głupcami i niczego się nie uczą. Ale mówię to z miłością do nich”. Albo „przeżywałem Smoleńsk po swojemu, do momentu wystąpienia kardynała Dziwisza, który ze spuszczonym wzrokiem informował widzów, że para prezydencka spocznie na Wawelu. Wtedy zorientowałem się, że - podczas gdy my ciągle w szoku - ktoś już nas próbuje robić w ch...”.

Ludzie, w których jest więcej ZDR* niż H2O są podstawą zdrowego kraju. Bo kiedy w salonie ktoś puści bąka, potrzebny jest odważny do otwarcia okna.

* ZDR - zdrowy rozsądek

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24

10/01/2010

Laryngolog

Nie chciałem tego wykorzystywać. Ale skoro szef dyplomacji pyta, czy prezes Kaczyński jest na proszkach odpowiadam żartem widza. Szef PiS, autor tekstu o złej Rosji, nie jest na lekach - jest na dopalaczach.

Nie mam nic przeciwko - sam piszę i lubię kiedy ludzie czytają. W tym sensie (choć raz) rozumiem prezesa, pisanie do szuflady nie ma sensu. Problem w tym, że Jarosław Kaczyński nie pisał tego jako zameldowany na Żoliborzu szary, niepozorny obywatel ale jako były premier, prezes sporej partii opozycyjnej. Znaczy ktoś ważniejszy, zacniejszy, teoretycznie poważniejszy, wymagający szacunku. Każdy ma fobie ale nie każdy listą strachów obkleja słupy ogłoszeniowe wokół domu, żeby wszyscy wiedzieli, że pająki są be.

Szef PiS jako Polak czuje się poniżany przez wielkie państwa Europy, które ręka w rękę z Rosją biorą gumkę i wymazują nas z mapy świata. Straszna rzecz a wokół zamiast zachwytu pytania o nazwisko lekarza prezesa. Salon znów jest głuchy na jedyną słuszną rację. Zignorował także prawdziwie skandaliczny list byłej szefowej polskiej dyplomacji. Anna Fotyga apeluje: „Nie lekceważmy wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego o kondominium, nie mówmy, że to tylko taka metafora i ostrzeżenie. Takie gry nie są normą w relacjach międzypaństwowych, pachną prowokacjami służb. Przerwijmy je. Póki nie jest za późno. Póki nie ma następnych ofiar”. Te słowa dopiero brzmią szaleńczo a przeszły bez echa.

Profesor Nałęcz mówi, że takich ludzi trzeba leczyć. Przesadza. Ignorowanie też nic nie da, bo wytną Puszczę Kampinoską, żeby był papier na kolejne listy. Diagnoza jest prostsza, trzeba poczekać aż Jarosław Kaczyński usłyszy swoje słowa. Choćby te z Radia Maryja: „pomniki księdza Popiełuszki stoją w całym kraju, sądzę, że z moim bratem będzie podobnie”. Do tego nie trzeba psychologa, wystarczy dobry laryngolog.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24

9/15/2010

Podwójni

Polscy politycy się mnożą, choć ich nie przybywa. Jest co najmniej dwóch Tusków i ze czterech Kaczyńskich. Raz każą do siebie mówić premierze, prezesie kiedy indziej obywatelu. Medycyna zna takie przypadki, to schizofrenia.

Osobowość mnoga nie jest łatwa w leczeniu ale prosto ją wykryć - najlepiej w czasie rozmowy z pacjentem i obserwacji jego zachowania. Zwyczajnie - jeśli chce mieć jabłko ale zaczyna je gryźć - trzeba kwalifikować na obserwację. Jako mieszkaniec Sopotu podziwiam Jacka Karnowskiego, jako Donald Tusk uważam, że facet z zarzutami nie ma czego szukać w polityce - mówi szef rządu. Ogarniam tylko trzy wymiary, pewnie dlatego mam podejrzenia graniczące z pewnością, że premier ze mnie kpi. Nie on pierwszy i nie ostatni, ale niestety pamiętam kto obiecał poprawę standardów.

Tusk, Komorowski, Klich powinni zniknąć raz na zawsze ze sceny politycznej - mówił do swoich wyznawców obywatel Jarosław Kaczyński. Wygląd, mimika, gesty, głos, włos, garnitur wskazywały, że to prezes PiS Jarosław Kaczyński we własnej osobie. Do czasu. Zaskoczenie było pełne - Jarosław Kaczyński po raz pierwszy udowodnił, że sam sobie nie jest równy. Dotąd wiedzieliśmy jedynie, że nie ma równych jemu. Już wcześniej zresztą przejawiał mnogie skłonności. Był czas kiedy prezes ogłosił, że sprawę katastrofy smoleńskiej będzie prowadził w ramach ruchu społecznego, a nie w ramach partii. I jak wiemy PiS mówi od tamtej pory o wszystkim, tylko nie o katastrofie.

Panowie Kaczyński i Tusk dobrze celują słowem, ale często chybiają. Wprowadzili złe dane - nie można zbyt długo trzymać się zasady ściemniać to my, ale nie nas. Wymiana strzałów to też wymiana poglądów tylko innymi metodami. Jestem za, dopóki nie ginie zdrowy rozsądek.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24

9/09/2010

Listokleci

Szanowni Państwo
Drogie Czytelniczki
Mili Czytelnicy
Wertujący
Klikający

Nie być w centrum to wstyd; outsiderzy dłużej czekają na poklask. Warto dołączyć do grona wybitnych jednostek współczesnej epistolografii zanim zmonopolizują rynek. Jak - nie przyrównując - Poczta Polska, którą trzeba przechytrzać obciążnikami do kopert. I choć w listach publicznych Jarosława Kaczyńskiego i Marka Migalskiego kryją się wręcz literackie sztabki złota, to nie powinno zniechęcać. Trzeba pisać, pisać, pisać. Znając potęgę prezesa wiadomo, że wszystko wyszło od niego. Biblijne Listy Apostolskie, listy Słowackiego do matki czy nawet listy Sobieskiego do Marysieńki, były wzorowane na korespondencji Kaczyńskiego z Migalskim.

Wersy różnią się niekiedy klimatem ale sens pozostaje podobny - rozdarcie. „Tak mi się twoja śliczność, moja złota panno, wbiła w głowę, że zawrzeć oczu całej nie mogłem nocy” - pisał w 1665 roku Jan III Sobieski. O ton wyżej swój ból wyraził 345 lat później prezes Jarosław Kaczyński. „Nastąpiła kolejna kampania przeciwko nam. Z wykorzystaniem ludzi związanych z partią”. I tak można by przeplatać: „Owo widzę, że mię twoje wdzięczne tak oczarowały oczy, że bez nich i momentu wytrwać będzie niepodobna” kontra „Należy zdecydowanie odrzucić wszelkie próby analiz kampanii wyborczej na podstawie założeń suflowanych przez niechętne nam media”. Albo „Już od dawnego czasu zdało mi się, żem bardziej i więcej kochać nie mógł” vs. „Mamy obowiązek zewrzeć szeregi z całym zdecydowaniem, łącząc potrzebę dyskusji z potrzebą jedności, i zabiegać o to, żeby przyszłe wybory były dla nas zwycięskie”.

Trzeba mieć w tyle głowy, że to król uczył się od prezesa jak dobrze zaadresować kopertę, ale to jednak słowa ucznia trafiają celniej. Marysieńka ma prawo czuć się bezpieczniej od Migalskiego. Wie przynajmniej na czym stoi: on kocha, przyjechać nie może, bo odsiecz wiedeńska to jednak ważna rzecz, ale ona może na niego liczyć. Migalski ma kłopot, bo choć w liście wyraża opinię wielu, jest w mniejszości. Jest poza, jak Elżbieta Jakubiak i za chwilę - być może - kolejni nielojalni inaczej. Od czasów króla Jana wiele się zmieniło ale nie to, że zbytnia podejrzliwość prowadzi do zguby. Prezes udaje porządki, a nie ma sensu zmieniać pościeli kiedy materac jest pełen zacieków. Można pisu nie kochać ale nie można pisowi nie współczuć.



Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24