Przepraszam, że wrócę. Ale nie spotkałem od tamtej pory nikogo mądrzejszego. A uwaga jest na miejscu. „Bałem się co będzie ze mną po czterdziestce“ – mówił w TVN24 Kazimierz Kutz. „Czy będę umiał zainteresować sobą kobiety? Czy jeszcze będę mógł…“. Pan Kazimierz – mimo osiemdziesiątki – nie poczuł co to kryzys wieku średniego. Ale Kazika to dopada.
Żenujące występy pary zakochanych półkrwi londyńczyków przebijają popularnością w sieci monolog o wyższości czystości nad brudem i dyskusję o intensywności różu w duszy panny Rutowicz. A to dopiero początek. Isabel vel „Ej no“ udowadnia, że ma nie tylko markowe ciuchy ale i zdolność do tworzenia poezji z metką.
„Każdy o tym dobrze wie, że nie znając osobiście sytuacji/
Że na media skazany jest/Więcej o mediach pisać nie będę i nie muszę/na inny temat skieruję mą poetycką duszę/…zmykam“. Brakuje tylko raperskiego „joł“. Na razie jedynym wydawcą jest Kazimierz Marcinkiewicz – jego blog wchłania głupotę lepiej niż bibuła. On sam zresztą też ma dość gąbczastą strukturę.
Nie zmierzam do potępienia. Przeciwnie, chcę współczuć. Rozsądny rodzic wie, Kazimierzu, że dla dziecka lepszy jest spacer po zoo niż wizyta w studiu telewizyjnym.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
2/24/2009
2/18/2009
Dupa brzmi dumnie
Przekleństwo zdobi człowieka. W ustach niektórych ludzi słowo dupa brzmi jak kocham cię. Kto wie, czy gdyby Petrarka znał polski nie używałby do wyrażania uczuć naszych wulgaryzmów. Nie piszę tego, by bronić Kamila (uważam brud za jedno z najgorszych przekleństw świata) ale by wyrazić podziw dla Kazimierza Kutza. Przekonałem się w 80. urodziny Mistrza, że z kur…ą i chu…m jest mu do twarzy.
Ale to był jedynie dodatek do zwierzeń jubilata. Czasem cała biblioteka książek, najbogatsza kolekcja filmów, obecność na najlepszych wystawach to mało wobec jednej rozmowy z mądrym człowiekiem. Abstrahuję od politycznych sympatii Kutza, słuchałem co ma do powiedzenia o życiu osiemdziesięcioletni mężczyzna. I choć na coranne pytanie o zdrowie, które stawia mu w kuchni osiemnastoletni syn reżyser odpowiada chujowo, nie widać i nie słychać zmęczenia.
Człowiek z natury jest idiotą – mówi Kazimierz Kutz. Dlatego warto każdego dnia doprowadzać umysł do granic jego twórczej pracy, nie oszczędzać się. Wkurzam sam siebie, bo nie jestem aniołem. Moim obowiązkiem jest być przy rodzinie, słuchać jej ale nie zamęczać radami. Nie mogę – zwierzał się reżyser – pokazywać, że odstaję, bo mam 80 lat na karku. Mam raka, ale mam go gdzieś. Nie oczekuję życzeń zdrowia, chciałbym nie zidiocieć na starość. Samo ciśnie się na usta amen.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Ale to był jedynie dodatek do zwierzeń jubilata. Czasem cała biblioteka książek, najbogatsza kolekcja filmów, obecność na najlepszych wystawach to mało wobec jednej rozmowy z mądrym człowiekiem. Abstrahuję od politycznych sympatii Kutza, słuchałem co ma do powiedzenia o życiu osiemdziesięcioletni mężczyzna. I choć na coranne pytanie o zdrowie, które stawia mu w kuchni osiemnastoletni syn reżyser odpowiada chujowo, nie widać i nie słychać zmęczenia.
Człowiek z natury jest idiotą – mówi Kazimierz Kutz. Dlatego warto każdego dnia doprowadzać umysł do granic jego twórczej pracy, nie oszczędzać się. Wkurzam sam siebie, bo nie jestem aniołem. Moim obowiązkiem jest być przy rodzinie, słuchać jej ale nie zamęczać radami. Nie mogę – zwierzał się reżyser – pokazywać, że odstaję, bo mam 80 lat na karku. Mam raka, ale mam go gdzieś. Nie oczekuję życzeń zdrowia, chciałbym nie zidiocieć na starość. Samo ciśnie się na usta amen.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
2/03/2009
Pamięć o Kaziu
Ale pachnie! Uwielbiam zbliżać nos do wertowanych kart nowej książki. Farba drukarska uzależnia. „Jestem złą publicznością dla swojej pamięci“, pisze Wisława Szymborska w najnowszym zbiorze „Tutaj“. „Chce żebym bezustannie słuchała jej głosu/a ja się wiercę chrząkam/słucham i nie słucham“. Przepraszam noblistkę ale – choć jej najdalej do tego – mnie się skojarzyło z Marcinkiewiczem.
A właściwie z naszym o nim wspomnieniu. Każdy człowiek to naiwniak. Tak po ludzku, z natury. Ale skrajna naiwność to już głupota. „Umówiłem się z nimi“ – mówi Kazimierz Marcinkiewicz o redakcji „Super Expresu“ – że o sobie opowiem, wyślę zdjęcie i zamilkną. I dziwi się, że serial nie skończył się na jednym odcinku. Historie bagienne zarówno w Polsce jak i w Brazylii trwają nieskończenie długo, bo ciemny lud to kupuje. To się wie tak po ludzku, z natury.
Mistrzyni Szymborska w swoich rozliczeniach z pamięcią pisze dalej tak: „Gniewa się, kiedy wzruszam ramionami/Mściwie wtedy wywleka moje błędy (…)/W końcu pociesza, że mogło być gorzej“. Poza poezją zawsze jest gorzej. Szczególnie, że – jeśli mnie pamięć nie myli – to były premier.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
A właściwie z naszym o nim wspomnieniu. Każdy człowiek to naiwniak. Tak po ludzku, z natury. Ale skrajna naiwność to już głupota. „Umówiłem się z nimi“ – mówi Kazimierz Marcinkiewicz o redakcji „Super Expresu“ – że o sobie opowiem, wyślę zdjęcie i zamilkną. I dziwi się, że serial nie skończył się na jednym odcinku. Historie bagienne zarówno w Polsce jak i w Brazylii trwają nieskończenie długo, bo ciemny lud to kupuje. To się wie tak po ludzku, z natury.
Mistrzyni Szymborska w swoich rozliczeniach z pamięcią pisze dalej tak: „Gniewa się, kiedy wzruszam ramionami/Mściwie wtedy wywleka moje błędy (…)/W końcu pociesza, że mogło być gorzej“. Poza poezją zawsze jest gorzej. Szczególnie, że – jeśli mnie pamięć nie myli – to były premier.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
2/01/2009
Paraprzeprosiny
Władysław Bartoszewski w poniedziałkowym "Dzienniku".
"Nie oczekuję od pana Jarosława Kaczyńskiego żadnych przeprosin, ponieważ nie uważam, żeby był on w stanie mnie czymkolwiek obrazić. Wielokrotnie przytaczałem już porównanie, które i tym razem pasuje jak ulał: kiedy ktoś mnie po pijaku obrzyga w autobusie, to nie jest obraza. To jest obrzydliwość. Nie każdy może mnie obrazić. Prezes PiS nie ma życiorysu, który by mu na to pozwolił. Jestem ponad to.
Nigdy zresztą nie czułem się wykształciuchem: nie mam doktoratu, nie jestem prezydenckim profesorem. Profesorem zrobili mnie Niemcy i tam mam prawo używać tego tytułu. Nie czułem się też łże-elitą. Łże-elitą to są niektórzy partyjni działacze. Ja się uważam za przynależnego do elity - tej, której niedobitki przetrwały II wojnę światową. To była elita dlatego, że w pierwszym szeregu walczyła o ten kraj. I tego tytułu nikt nie może mi odebrać.
Nie wiem nawet, jak te przeprosiny wyglądały, bo nie chłonę przemówień prezesa PiS jak Ewangelii. Gdyby był chociaż premierem czy wicepremierem, wówczas urzędowo interesowałbym się tym, co mówi. Ale że jest tylko przywódcą partii, która na razie ma ponad 20 procent poparcia - mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach ten wskaźnik spadnie - to nie muszę się jego przemowami interesować.
PiS to partia, której kilkoro działaczy od kilku lat specjalizuje się w ustawicznym lżeniu i szczuciu ludzi. Zdaje się, że ta metoda nie dała oczekiwanych wyników. Ktoś - zapewne z powodów rozumowych, a nie moralnych - doszedł do wniosku, że ten sposób postępowania szkodzi im samym. Stąd pewnie przeprosiny".
Cytuję słowa profesora ku pokrzepieniu serc(a).
"Nie oczekuję od pana Jarosława Kaczyńskiego żadnych przeprosin, ponieważ nie uważam, żeby był on w stanie mnie czymkolwiek obrazić. Wielokrotnie przytaczałem już porównanie, które i tym razem pasuje jak ulał: kiedy ktoś mnie po pijaku obrzyga w autobusie, to nie jest obraza. To jest obrzydliwość. Nie każdy może mnie obrazić. Prezes PiS nie ma życiorysu, który by mu na to pozwolił. Jestem ponad to.
Nigdy zresztą nie czułem się wykształciuchem: nie mam doktoratu, nie jestem prezydenckim profesorem. Profesorem zrobili mnie Niemcy i tam mam prawo używać tego tytułu. Nie czułem się też łże-elitą. Łże-elitą to są niektórzy partyjni działacze. Ja się uważam za przynależnego do elity - tej, której niedobitki przetrwały II wojnę światową. To była elita dlatego, że w pierwszym szeregu walczyła o ten kraj. I tego tytułu nikt nie może mi odebrać.
Nie wiem nawet, jak te przeprosiny wyglądały, bo nie chłonę przemówień prezesa PiS jak Ewangelii. Gdyby był chociaż premierem czy wicepremierem, wówczas urzędowo interesowałbym się tym, co mówi. Ale że jest tylko przywódcą partii, która na razie ma ponad 20 procent poparcia - mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach ten wskaźnik spadnie - to nie muszę się jego przemowami interesować.
PiS to partia, której kilkoro działaczy od kilku lat specjalizuje się w ustawicznym lżeniu i szczuciu ludzi. Zdaje się, że ta metoda nie dała oczekiwanych wyników. Ktoś - zapewne z powodów rozumowych, a nie moralnych - doszedł do wniosku, że ten sposób postępowania szkodzi im samym. Stąd pewnie przeprosiny".
Cytuję słowa profesora ku pokrzepieniu serc(a).
1/27/2009
Nie, nie każdy
Nie szata zdobi człowieka. Nie, nie szata. Nie uśmiech czyni serdecznym. Nie, nie uśmiech. Nie okulary dodają mądrości. Nie, nie okulary. Nie każdy jest sympatycznym facetem. Nie, nie każdy. Ale można się starać, jak to robi Jarosław Kaczyński.
Nowy garnitur, koszula, krawat pod kolor oczu, fryzura bez bałaganu, buty pachnące nowością (ze sznurówkami w każdej dziurze, a pamiętamy, że nawet z tym był kłopot). Można pomyśleć prezes się zakochał, oddał kota i wyprowadził od mamy. W reklamówce jest kim nie był i kim – co gorsza – nie chciał być: sympatycznym facetem. Niestety, natury nie da się oszukać, nie natury się nie da.
Nelly Rokita nazywa tę figurę „politycznym rozkrokiem“. Jarosław Kaczyński – wbrew doradcom – przynajmniej w mowie pozostaje wierny sobie. Mogą go wbijać w ciuchy najlepszych dyktatorów mody, on zawsze powtórzy: dyktować to ja, nie mnie! Prawdziwego Kaczyńskiego nie jest w stanie przykryć żaden sweter w najmodniejsze nawet romby. Że nie wspomnę o założeniu konta.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Nowy garnitur, koszula, krawat pod kolor oczu, fryzura bez bałaganu, buty pachnące nowością (ze sznurówkami w każdej dziurze, a pamiętamy, że nawet z tym był kłopot). Można pomyśleć prezes się zakochał, oddał kota i wyprowadził od mamy. W reklamówce jest kim nie był i kim – co gorsza – nie chciał być: sympatycznym facetem. Niestety, natury nie da się oszukać, nie natury się nie da.
Nelly Rokita nazywa tę figurę „politycznym rozkrokiem“. Jarosław Kaczyński – wbrew doradcom – przynajmniej w mowie pozostaje wierny sobie. Mogą go wbijać w ciuchy najlepszych dyktatorów mody, on zawsze powtórzy: dyktować to ja, nie mnie! Prawdziwego Kaczyńskiego nie jest w stanie przykryć żaden sweter w najmodniejsze nawet romby. Że nie wspomnę o założeniu konta.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
1/21/2009
Nowoczesna prostytucja
Sprzedawanie się – wynikające z szeroko pojętej siły rzeczy – może boleć mniej lub bardziej. Zależnie od medium, które wykorzystujemy w procesie kupczenia naszym nazwiskiem. Gazeta boli mniej niż radio, radio mniej niż telewizja, kino z kolei ma moc uwierania najsilniej. Dlatego oburza mnie oburzenie na Kamila Durczoka, który odważył się powiedzieć stop wariactwu.
więcej na studioopinii.pl
więcej na studioopinii.pl
Rząd ma zapalenie płuc
We wtorkowy poranek premier przegrał wybory. „Miło patrzeć jak się sypie reżim“ – napisał do mnie kolega, bardziej niż skrajny wielbiciel PiS. Odpisałem, że skutki działania prawdziwego reżimu dostrzeże w lustrze ale jest sporo racji w tych uwagach o końcu. Dymisja była prezentem dla braci Kaczyńskich, a nagrodzić politycznych wrogów to jak popełnić polityczne seppuku.
Gniew premiera rozkręcał się cały wtorek. Kiedy słuchał urzędników resortu sprawiedliwości i dyrektora więzienia w Płocku, kiedy widział niepokorną minę ministra Ćwiąkalskiego w „Kropce nad i“ u Moniki Olejnik i usłyszał jego nieskruszony głos w radiu następnego ranka. Aż wybuchł. Rozmiary eksplozji szefa rządu były zbyt duże. Brak refleksji i wstydu – to jest najcięższy grzech ministra Ćwiąkalskiego, ale za to się jeszcze nie powinno zwalniać.
Zasłużenie stracili zajęcie wiceszef resortu, szef służby więziennej, dyrektor więzienia. Dlaczego premier nie poniósł konsekwencji za całoponiedziałkowe milczenie? Kiedy skutecznie używała sobie opozycja, kiedy prezydent zmieniał skład rządu premiera nie było. To większy błąd niż pycha niższych urzędników. Wystarczył dywanik dla ministra Ćwiąkalskiego i wspomniane już dymisje 24 godziny przed faktyczną egzekucją.
Wyraźnie widać, że PiS i Kancelaria Prezydenta nabierają rozpędu. Jacek Kurski – jak nie on – nie kłamie mówiąc, że jego partia się pozbierała po przegranych wyborach i rusza do ataku. Są cyniczni i do bólu skuteczni. Ot, politycy. A rząd stoi na mrozie z rozdziawioną buzią. Zapalenie płuc murowane.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Gniew premiera rozkręcał się cały wtorek. Kiedy słuchał urzędników resortu sprawiedliwości i dyrektora więzienia w Płocku, kiedy widział niepokorną minę ministra Ćwiąkalskiego w „Kropce nad i“ u Moniki Olejnik i usłyszał jego nieskruszony głos w radiu następnego ranka. Aż wybuchł. Rozmiary eksplozji szefa rządu były zbyt duże. Brak refleksji i wstydu – to jest najcięższy grzech ministra Ćwiąkalskiego, ale za to się jeszcze nie powinno zwalniać.
Zasłużenie stracili zajęcie wiceszef resortu, szef służby więziennej, dyrektor więzienia. Dlaczego premier nie poniósł konsekwencji za całoponiedziałkowe milczenie? Kiedy skutecznie używała sobie opozycja, kiedy prezydent zmieniał skład rządu premiera nie było. To większy błąd niż pycha niższych urzędników. Wystarczył dywanik dla ministra Ćwiąkalskiego i wspomniane już dymisje 24 godziny przed faktyczną egzekucją.
Wyraźnie widać, że PiS i Kancelaria Prezydenta nabierają rozpędu. Jacek Kurski – jak nie on – nie kłamie mówiąc, że jego partia się pozbierała po przegranych wyborach i rusza do ataku. Są cyniczni i do bólu skuteczni. Ot, politycy. A rząd stoi na mrozie z rozdziawioną buzią. Zapalenie płuc murowane.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
1/13/2009
Dotrwajcie do P.S:
Każdy, kto narzeka na poziom Palikota powinien zerknąć w lustro. Zazdroszczę jeśli nie zobaczy podobieństwa. Nie bronię posła, wymusiłem na nim w sobotni ranek przeprosiny wobec kobiety. Ale powszechne oburzenie na plugawość jego języka ma wiele z przypowieści o diable, który się przebrał w ornat i na mszę w kościele dzwoni.
Loty obniżyła nie tylko polska polityka. Całe nasze otoczenie stoi na głowie. Im niżej, im słabiej, im bardziej „zamiast“ tym lepiej. Taniość jest w cenie. I to się nie zmienia z biegiem lat. Jedna z Czytelniczek, oceniając komentarze na tym blogu, przypomniała mi mój archiwalny felieton o zaniżaniu poziomu naszej blogowej społeczności. Minęły prawie cztery lata, nie zmieniło się nic.
Śmierć bloga, kwiecień 2005 rok
Słusznie zauważył jeden z czytelników, że miernota telewizji to tylko przedsmak degrengolady radia. Ale, proszę mi wierzyć, jest jeszcze gorzej. W słowie pisanym. Szczególnie tym anonimowym, kiedy każdy może napisać co mu tylko ślina na język przyniesie. Tam to dopiero się dzieje. Ludzie albo są tak zmęczeni, że nie kontrolują tego, co piszą, albo są tak głupi, że piszą to, co piszą.
Na www.gazeta.pl jest mnóstwo blogów, czyli takich ludzkich pamiętników, zwierzeń, opowieści w sieci. Ponoć bawią się w to na całym świecie miliony ludzi; nawet znane nazwiska, pisarze, politycy. Ale niestety nie tylko. Posłuchajcie komentarzy do jednego z najbardziej poczytnych blogów w polskiej sieci. Pisze go niejaka Anulina.
Najpierw punkt wyjścia, czyli ona, Anulina, opisuje swój dzień: niedzielny spacer z dziećmi. Założyłam swoje czaderskie przeciwsłoneczne okulary z bladoniebieskimi szkłami. On: czy te okulary coś ci w ogóle dają, oczywiście oprócz tego, że są czadowe, trendi i dżezi?
I rusza lawina spostrzeżeń czytelników. Ktoś o pseudonimie "Grafomania" pisze: to straszny stres być jazzy. Czytelniczka, która nie wiedzieć czemu, po tym jak się przedstawiła ("wsadziłam-se-klamkę-w-oko") nie biegnie na pogotowie tylko siedzi przy komputerze, dorzuca swoje trzy grosze: sprawa wygląda tak, że jak okulary są full wypas, to nieważne, że wcale nie są przeciwsłoneczne na przykład. A mężczyźni nigdy nie mogą tego zrozumieć. "Stranger" prostuje wszystko: full wypas słowami dwoma... Okulary zasłaniają piękne lica, więc dlatego są zbędne. A jak mniej piękne lica zasłaniają, to może i lepiej... Wyzwanie rzuca jednak "Miluszek": mnie nie pobijecie, miałam kiedyś okulary-serduszka. Dla "Wiolinki" to jednak betka: ja miałam kiedyś zarąbiste różowe lennonki, to był dopiero dżizyz marija stajl.
P.S:
Może ponowna lektura da niektórym z Państwa do myślenia. Będą tacy, którzy poczują się dotknięci i nie wrócą. Proszę o jedno – by pojawiać się tu z sensem, pisać, żeby nikt nie musiał się wstydzić.
Loty obniżyła nie tylko polska polityka. Całe nasze otoczenie stoi na głowie. Im niżej, im słabiej, im bardziej „zamiast“ tym lepiej. Taniość jest w cenie. I to się nie zmienia z biegiem lat. Jedna z Czytelniczek, oceniając komentarze na tym blogu, przypomniała mi mój archiwalny felieton o zaniżaniu poziomu naszej blogowej społeczności. Minęły prawie cztery lata, nie zmieniło się nic.
Śmierć bloga, kwiecień 2005 rok
Słusznie zauważył jeden z czytelników, że miernota telewizji to tylko przedsmak degrengolady radia. Ale, proszę mi wierzyć, jest jeszcze gorzej. W słowie pisanym. Szczególnie tym anonimowym, kiedy każdy może napisać co mu tylko ślina na język przyniesie. Tam to dopiero się dzieje. Ludzie albo są tak zmęczeni, że nie kontrolują tego, co piszą, albo są tak głupi, że piszą to, co piszą.
Na www.gazeta.pl jest mnóstwo blogów, czyli takich ludzkich pamiętników, zwierzeń, opowieści w sieci. Ponoć bawią się w to na całym świecie miliony ludzi; nawet znane nazwiska, pisarze, politycy. Ale niestety nie tylko. Posłuchajcie komentarzy do jednego z najbardziej poczytnych blogów w polskiej sieci. Pisze go niejaka Anulina.
Najpierw punkt wyjścia, czyli ona, Anulina, opisuje swój dzień: niedzielny spacer z dziećmi. Założyłam swoje czaderskie przeciwsłoneczne okulary z bladoniebieskimi szkłami. On: czy te okulary coś ci w ogóle dają, oczywiście oprócz tego, że są czadowe, trendi i dżezi?
I rusza lawina spostrzeżeń czytelników. Ktoś o pseudonimie "Grafomania" pisze: to straszny stres być jazzy. Czytelniczka, która nie wiedzieć czemu, po tym jak się przedstawiła ("wsadziłam-se-klamkę-w-oko") nie biegnie na pogotowie tylko siedzi przy komputerze, dorzuca swoje trzy grosze: sprawa wygląda tak, że jak okulary są full wypas, to nieważne, że wcale nie są przeciwsłoneczne na przykład. A mężczyźni nigdy nie mogą tego zrozumieć. "Stranger" prostuje wszystko: full wypas słowami dwoma... Okulary zasłaniają piękne lica, więc dlatego są zbędne. A jak mniej piękne lica zasłaniają, to może i lepiej... Wyzwanie rzuca jednak "Miluszek": mnie nie pobijecie, miałam kiedyś okulary-serduszka. Dla "Wiolinki" to jednak betka: ja miałam kiedyś zarąbiste różowe lennonki, to był dopiero dżizyz marija stajl.
P.S:
Może ponowna lektura da niektórym z Państwa do myślenia. Będą tacy, którzy poczują się dotknięci i nie wrócą. Proszę o jedno – by pojawiać się tu z sensem, pisać, żeby nikt nie musiał się wstydzić.
1/06/2009
Znać miarę rzeczy
Nie wiem czy to przychodzi z wiekiem. Być może lata nie mają znaczenia? A może to jedynie podświadome wypieranie dojrzewania? Nie wiem. Zamiast dotychczasowej radości, którą przynosił styczeń, że o to pachnieć będzie nowością jest strach. Czytanie nagłej obfitości listów, milknięcie przy toskańskich eksperymentach Stinga i Karamazowa. Cholerny znak zapytania.
A może to ta rocznica. Niby nic – dwa lata – a jednak dotąd takich dwudziestu czterech miesięcy nie przeżyłem. Kazik zbyt zawęził grupę docelową w piosence „Wszyscy artyści to prostytutki“. Jako dziennikarz/prezenter (niepotrzebne skreśli Pacewicz) czuję się pominięty. Zbytnia wyprzedaż nie ma sensu. Zawsze sprzedawca lub klient będą się czuli skrzywdzeni.
Abstrahując. Zgorzkniały i przestraszony przeglądałem okołonoworoczną korespondencję. Trafiłem w niej na list-niemoc. Młoda dziewczyna pisze o wiosennym wypadku rowerowym. Wstała ale z czasem okazało się, że traci słuch, że to może być wada dziedziczna, która uaktywniła się po uderzeniu w głowę. Raczej nieoperacyjna. Dwa aparaty słuchowe, a później... „Jak szalona – pisze – słucham płyt z odgłosami przyrody“.
Żebyśmy znali miarę rzeczy. Umieli wybierać między istotą sprawy, a banałem. Wiedzieli gdzie jest prawdziwe życie. Czytelnikom i sobie w najbliższych miesiącach życzę.
A może to ta rocznica. Niby nic – dwa lata – a jednak dotąd takich dwudziestu czterech miesięcy nie przeżyłem. Kazik zbyt zawęził grupę docelową w piosence „Wszyscy artyści to prostytutki“. Jako dziennikarz/prezenter (niepotrzebne skreśli Pacewicz) czuję się pominięty. Zbytnia wyprzedaż nie ma sensu. Zawsze sprzedawca lub klient będą się czuli skrzywdzeni.
Abstrahując. Zgorzkniały i przestraszony przeglądałem okołonoworoczną korespondencję. Trafiłem w niej na list-niemoc. Młoda dziewczyna pisze o wiosennym wypadku rowerowym. Wstała ale z czasem okazało się, że traci słuch, że to może być wada dziedziczna, która uaktywniła się po uderzeniu w głowę. Raczej nieoperacyjna. Dwa aparaty słuchowe, a później... „Jak szalona – pisze – słucham płyt z odgłosami przyrody“.
Żebyśmy znali miarę rzeczy. Umieli wybierać między istotą sprawy, a banałem. Wiedzieli gdzie jest prawdziwe życie. Czytelnikom i sobie w najbliższych miesiącach życzę.
12/25/2008
...lat, ... lat
„Gdy chodzi o państwo, uczciwość łączy się ściśle z gotowością do traktowania sprawowania urzędów jako służby publicznej, którą odnieść trzeba do dobra wspólnego, do nieustannych zabiegów o jego realizację" – mówił w swoim pierwszym orędziu Lech Kaczyński. BBN, które ma teraz sprawdzać kto ile obietnic zrealizował ma pole do popisu. Od wiarygodności szefa bezpieczeństwo narodu także zależy.
wiecej www.studioopinii.pl
wiecej www.studioopinii.pl
12/21/2008
Pacewicz rules
Granat rzucony, niech się to szambo rozbryźnie! Niech będzie po naszemu, po polsku, niech śmierdzi. Piotr Pacewicz z „Gazety Wyborczej“ znudzony coroczną dyskusją o przewadze Bożego Narodzenia nad Wielkanocą wywołał nowy spór. Dowodzi wyższości klawiatury nad kamerą.
Widzowie, którym nie podoba się jakiś komentarz piszą o mnie per prezenter. Myślą, że to obraża, poniewiera i ustawia w nieznaczącym szeregu; gdzieś na dole dzienniakarskiej hierarchii. Nie dbam o to. To nie jest obraźliwe, to jest tylko niesprawiedliwe. Termin „dziennikarz“ jest tak pojemny jak aktor, doktor, inżynier, prezenter.
Pacewicz uważa, że tylko ludzie prasy mogą mieć dziennikarza przy nazwisku. Reszcie od tego wara, bo potrafią jedynie spłycać, wykoślawiać, wypaczać. Tylko Pacewicz zna się na wszystkim doskonale (od szkolnictwa po bieganie). Tylko Pacewicz czyta wszystkie książki w oryginale. Tylko Pacewicz przedziera się przez stenogram obrad Sejmu (telewizja jest wybiórcza). Tylko Pacewicz czyta akta spraw sądowych od pierwszego po ostatni akapit. Tylko Pacewicz potrafi zaskoczyć Chucka Norrisa.
Reszta udaje wszechwiedztwo, pozoruje znawstwo, kpi z odbiorcy, wprost zaraża widza swoją durnotą. Dziennikarstwo spsiało, trzeba z tym coś zrobić – woła jedynie słuszny redaktor Pacewicz kontestując nagrodę Dziennikarza Roku dla Bogdana Rymanowskiego. Skoro nie jest Wam wszystko jedno to może zacząć od siebie?
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Widzowie, którym nie podoba się jakiś komentarz piszą o mnie per prezenter. Myślą, że to obraża, poniewiera i ustawia w nieznaczącym szeregu; gdzieś na dole dzienniakarskiej hierarchii. Nie dbam o to. To nie jest obraźliwe, to jest tylko niesprawiedliwe. Termin „dziennikarz“ jest tak pojemny jak aktor, doktor, inżynier, prezenter.
Pacewicz uważa, że tylko ludzie prasy mogą mieć dziennikarza przy nazwisku. Reszcie od tego wara, bo potrafią jedynie spłycać, wykoślawiać, wypaczać. Tylko Pacewicz zna się na wszystkim doskonale (od szkolnictwa po bieganie). Tylko Pacewicz czyta wszystkie książki w oryginale. Tylko Pacewicz przedziera się przez stenogram obrad Sejmu (telewizja jest wybiórcza). Tylko Pacewicz czyta akta spraw sądowych od pierwszego po ostatni akapit. Tylko Pacewicz potrafi zaskoczyć Chucka Norrisa.
Reszta udaje wszechwiedztwo, pozoruje znawstwo, kpi z odbiorcy, wprost zaraża widza swoją durnotą. Dziennikarstwo spsiało, trzeba z tym coś zrobić – woła jedynie słuszny redaktor Pacewicz kontestując nagrodę Dziennikarza Roku dla Bogdana Rymanowskiego. Skoro nie jest Wam wszystko jedno to może zacząć od siebie?
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
12/17/2008
Mostek Kaczyńskiego
Nie mogę uciec od skojarzeń z Joanną Szczepkowską. Ona w studiu z torebką, on przy mównicy z mikrofonem. Ona pożegnała komunizm, on kanonizował związkowców. Trawestując słowa aktorki, drodzy Państwo 15 grudnia o godzinie 18.05 w Pałacu Prezydenckim PiS wygrał wybory.
Nie wiem jak miała na imię. Wiem, że zachwyciła publiczność. Dziewczynka – jak o niej mówiono – bez kręgosłupa, która pokazywała w tv, że ma talent. Podobny mostek zrobił w sprawie pomostowych emerytur prezydent Kaczyński. Znów udowodnił, że w ich bractwie białe jest czarne, a niewytłumaczalne, wytłumaczone.
W głowie prezydenta i jego brata strach przed Śniadkiem, Guzem i Broniarzem (mogą się przecież przydać przed wyborami) wygrał ze zdrowym rozsądkiem. Trzech związkowców pod rękę z szefem państwa i jego bratem udowodniło, że rząd to oni! Nie pomogły wyjaśnienia, że zbyt młodziśmy na emerytów, że takie czasy wymagają zaangażowania a nie laby, że młodym Polakom prędzej garby wyrosną niż utrzymają rzesze uprzywilejowanych.
Przed miesiącem żyłem nadzieją, że prezydent po raz pierwszy pokaże jak dobro jego wnuczek jest ważniejsze niż lepszy sen brata. W tym wieku jednak – co udowodnił wetem – przyzwyczajeń się nie zmienia. Może czas na emeryturę?
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Nie wiem jak miała na imię. Wiem, że zachwyciła publiczność. Dziewczynka – jak o niej mówiono – bez kręgosłupa, która pokazywała w tv, że ma talent. Podobny mostek zrobił w sprawie pomostowych emerytur prezydent Kaczyński. Znów udowodnił, że w ich bractwie białe jest czarne, a niewytłumaczalne, wytłumaczone.
W głowie prezydenta i jego brata strach przed Śniadkiem, Guzem i Broniarzem (mogą się przecież przydać przed wyborami) wygrał ze zdrowym rozsądkiem. Trzech związkowców pod rękę z szefem państwa i jego bratem udowodniło, że rząd to oni! Nie pomogły wyjaśnienia, że zbyt młodziśmy na emerytów, że takie czasy wymagają zaangażowania a nie laby, że młodym Polakom prędzej garby wyrosną niż utrzymają rzesze uprzywilejowanych.
Przed miesiącem żyłem nadzieją, że prezydent po raz pierwszy pokaże jak dobro jego wnuczek jest ważniejsze niż lepszy sen brata. W tym wieku jednak – co udowodnił wetem – przyzwyczajeń się nie zmienia. Może czas na emeryturę?
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
12/12/2008
Niech będzie pochwalony kryzys
Błogosławiony kryzys, który da nam władzę! W PiS zaczynają nucić te słowa niczym psalm błagalny. Mają nadzieję, że wymodlą sobie powrót na utracone pozycje.
ciąg dalszy na www.studioopinii.pl
ciąg dalszy na www.studioopinii.pl
12/10/2008
Lekcja stylu inaczej
Czego się Jarek nie nauczy, Jarosław już nie przyswoi. „Mam nadzieję, że nie będą mi kazali stawać na głowie“ – mówi prezes PiS o indywidualnym szkoleniu medialnym. Podnoszenie nóg do góry dla każdego oznacza coś innego – prezesowi byle grzeczność może przypominać head dance.
Pod choinką Jarosław Kaczyński ma znaleźć domowy kurs mówienia do ludzi niczym Zbigniew Ziobro, gestykulowania i intonacji jak Richard Quest oraz umiejętności noszenia się z klasą a la Brzozowski z Paprockim. Celem jest ocieplanie wizerunku. Akurat w Wigilię może się sprawdzić – temperatura ma być powyżej zera.
Reedukacja Jarosława Kaczyńskiego zbiegła się z publikacją nowego kanonu lektur szkolnych. Dobre książki w dzieciństwie, nawet „dojrzałym“, to podstawa dobrego wychowania. Szkolenie prezesa jest tajne, więc pewnie nie dowiemy się co czytał by zgłębić wiedzę o tym jak nie być nim.
Stefan Chwin proponuje jednoczesne czytanie „Bogurodzicy“ i gejowskiego „Lubiewa“. Nie przebiję mistrza ale mam dla przywódcy opozycji trzy propozycje; „Cokolwiek pomyślisz, pomyśl odwrotnie“ Paula Ardena, „Myśli nieuczesane“ Stanisława Jerzego Leca („negatyw idiotyzmu nie jest mądrością“) oraz jeden z rysunków Henryka Sawki: dwóch facetów rozmawia o opartym o mur koledze – „jest niezależny, nikomu na nim nie zależy“. Miłej lektury po lekcjach.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Pod choinką Jarosław Kaczyński ma znaleźć domowy kurs mówienia do ludzi niczym Zbigniew Ziobro, gestykulowania i intonacji jak Richard Quest oraz umiejętności noszenia się z klasą a la Brzozowski z Paprockim. Celem jest ocieplanie wizerunku. Akurat w Wigilię może się sprawdzić – temperatura ma być powyżej zera.
Reedukacja Jarosława Kaczyńskiego zbiegła się z publikacją nowego kanonu lektur szkolnych. Dobre książki w dzieciństwie, nawet „dojrzałym“, to podstawa dobrego wychowania. Szkolenie prezesa jest tajne, więc pewnie nie dowiemy się co czytał by zgłębić wiedzę o tym jak nie być nim.
Stefan Chwin proponuje jednoczesne czytanie „Bogurodzicy“ i gejowskiego „Lubiewa“. Nie przebiję mistrza ale mam dla przywódcy opozycji trzy propozycje; „Cokolwiek pomyślisz, pomyśl odwrotnie“ Paula Ardena, „Myśli nieuczesane“ Stanisława Jerzego Leca („negatyw idiotyzmu nie jest mądrością“) oraz jeden z rysunków Henryka Sawki: dwóch facetów rozmawia o opartym o mur koledze – „jest niezależny, nikomu na nim nie zależy“. Miłej lektury po lekcjach.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
12/02/2008
Kumys coś tam, coś tam pomaga
Kumys lepszy niż kawa. Może nie wyprostował mowy Lecha Kaczyńskiego, ale nie pozwolił mu zamknąć oczu. To było jego pierwsze przesłanie z wizyty w Mongolii. Ludzkie, szczere, ciepłe szczególnie, że tam klimat marny. Kto by pomyślał, że prezydent będzie dziękował Lechowi Wałęsie. Gdyby nie ta jego noblowska rocznica Kaczyński znałby kumys tylko ze słyszenia.
Mają państwo rację, wieczne (i odwieczne?) czepianie się prezydenta staje się nudne. Ale – nie zaprzeczycie – on sam i sytuacje, które prowokuje do tego kuszą. Borubary, Perejro, sala na Placu Piłsudskiego, atakujące słuchawki, gud inglisz, wreszcie zamarzający samolot w czasie azjatyckiej wizyty-ucieczki przed Sarkozym.
Dobry kumys nie jest zły, ale ocieplanie wizerunku prezydenta na siłę nic nie da. Nawet minus dziesięciu stopni w Ułan Bator nie udało się pokonać. Panie prezydencie, Azja nigdy nie będzie Afryką.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Mają państwo rację, wieczne (i odwieczne?) czepianie się prezydenta staje się nudne. Ale – nie zaprzeczycie – on sam i sytuacje, które prowokuje do tego kuszą. Borubary, Perejro, sala na Placu Piłsudskiego, atakujące słuchawki, gud inglisz, wreszcie zamarzający samolot w czasie azjatyckiej wizyty-ucieczki przed Sarkozym.
Dobry kumys nie jest zły, ale ocieplanie wizerunku prezydenta na siłę nic nie da. Nawet minus dziesięciu stopni w Ułan Bator nie udało się pokonać. Panie prezydencie, Azja nigdy nie będzie Afryką.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Subskrybuj:
Posty (Atom)