10/11/2012

Narodowy Test Aborcyjny

Zbroimy się na wojnę, a głupio przegrywamy bitwy. Kolejne sejmowe dni pokazują, że Polska to wciąż kraj zawieszony kilka metrów nad ziemią - w przestrzeni między absurdem, a strachem. Duży naród, któremu mikro-partia chce mówić jakie dzieci i kiedy ma rodzić. Grupka posłów, którą szef ogarnia w przerwie między zarabianiem pieniędzy w Brukseli a wachlowaniem Tadeusza Rydzyka chce zmusić rodziców do rodzenia upośledzonych dzieci. Wspiera ją w tym spory oddział posłów Platformy Jeszcze Rządzącej, którzy swoje sumienie każą przyjmować jako obowiązujące wszystkich.

Teraz słyszę mało poważny wyścig na tłumaczenie niewytłumaczalnego: „to był wypadek”, „nie tak mieli głosować”, „to nic nie znaczy, ustawa i tak nie przejdzie”. Wiem. Ale to głosowanie obudziło demony, które powinny spać po wieczność. Bezwzględna polityka sprawiła ból rodzicom, którzy musieli kiedyś zdecydować - kończymy ciążę, bo nie jesteśmy dość silni, by udźwignąć to psychicznie i fizycznie. I dała argument tym cynikom, którzy dziś mówią: „oto rodzice z upośledzonymi dziećmi, są szczęśliwi, macie brać z nich przykład”.

Pisząc wczoraj, że o takich sprawach nie powinni decydować ludzie, którzy nie mają o tym pojęcia skierowałem na siebie nową falę prawicowych wymiocin. W tłumie leczących swój żołądek znalazł się list-cisza od @_RafalK_ „Decyzję powinni podejmować rodzice. Piszę to jako ojciec głęboko upośledzonego dziecka. To ja widzę jak codziennie moje dziecko budzi się w bólu. Medycyna może jedynie uspokoić dziecko psychotropami. Czy to jest godne życie?”. Dzień później odpowiedziała mu czule w telewizji posłanka Kempa: „fakty są takie, że kiedy człowiek zostanie powołany do życia kobieta nie ma wyboru”.

Na tym intymnym liście ojca dyskusja powinna się zaczynać i kończyć. Tacy jak on, powinni być co najmniej wysłuchani. Ale nie w Polsce. Wyrastający ostatnio na lepszego Kaczyńskiego minister sprawiedliwości Jarosław Gowin cieszy się, że „będzie debata nad moralnym problemem zabicia dziecka z zespołem Downa”. Świetny pomysł na znalezienie rozwiązania - stadion Narodowy, na murawie dzieci z zespołem Downa, na trybunach losowo wybrani obywatele i głosowanie - jak na facebooku - LIKE czy DISLIKE?

Niepoważne pomysły głosowane na poważnie w Sejmie ośmieszają powagę wszystkich. Rodziców chorych dzieci pozostawionych sobie samym szczególnie.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

9/27/2012

Nie rozumiem Szekspira

Jest takie zdanie w korespondencji Mrożka i Lema sprzed lat. „Zima jest taka, że jestem z niej dumny jako Polak. Nareszcie coś 
nie-połowicznego, coś prawdziwego w tym kraju ułamków”. To zdanie w listach mistrzów po prawie pół wieku udowadnia, że bylejakości wciąż nie umiemy odpruć ze sztandarów.

Współcześnie widać to przy okazji zamiany ciał w smoleńskich trumnach. Właśnie za moimi plecami toczy się słowna połajanka i kuriozalna wymuszanka „kto jest bardziej smoleński od Smoleńska”. Czy PiS, bo cierpiał mocniej i szczerzej, czy PO kiedy próbowała pomagać w cierpieniu cierpiącym wtedy najmocniej? Nie ma mądrego, by to rozstrzygnął. I choćby nie wiem ile zaklęć wypowiedziała ekipa prezesa Kaczyńskiego tak już zostanie.

Historia jest dla historyków a nie histeryków. Polityka powinna trzymać się od niej z daleka. Dyskusja o tym w jakim stanie były ciała, dlaczego nie zostały ubrane, dlaczego leżały w trumnie rosyjskiej a nie polskiej, dlaczego w czarnym worku, na co patrzyła Kopacz, ile skalpeli ze sobą zabrała, jakie ciała widziała, a na jakie nawet ona nie mogła spojrzeć prowadzi nas donikąd. Profesor Nowacki, wdowiec po Izabeli Jarudze-Nowackiej mówi tak: „mamy zwyczaj przepraszać, nie wiem czy przeprosiny są potrzebne. Lepiej zacząć wyciągać odpowiednie wnioski”.

Ale w „kraju ułamków” nikt tego nie potrafi. Tu się albo wojuje albo marszuje. Pewnie dlatego coraz częściej marzy mi się Mrożkowa odwaga, którą opisał Lemowi w jednym z listów: „przyznam się do rzeczy strasznej: nie wzrusza mnie Szekspir. Całkowicie nie śmieszą mnie jego komedie, a dramatów w ogóle nie rozumiem”. Po dwóch latach od najtrudniejszego dnia w mojej dziennikarskiej pracy mam to samo ze Smoleńskiem.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

9/12/2012

Nowoczesność jest przereklamowana












































śpiewak operowy-amator z nowego filmu allena
to esencja włoskiej natury
tego sympatycznego lekceważenia nowoczesności
ale świadomi posiadania takich miast jak
lucca padva florencja siena montalcino
montepulciano pienza arezzo orvieto
cortona pietrasanta carrara
włosi mogą być nonszalanccy wobec świata
to na krótki czas nie drażni



8/13/2012

Paryż poza tłumem

 










paryżanie na wakacjach
rządzą turyści
ale szczęśliwie można ich zgubić
paryż to kilka krajów w jednym mieście
ignorując przesadną dumę francuzów
można tam dobrze żyć
nawet na ulicy
na najdroższym kartonie świata

8/09/2012

Prawo do narzekania

BREAKING EMBARRASSING NEWS: w Londynie pobiło się dwóch naszych biegaczy. O toaletę! Kolejny dowód, że na dłuższą metę to pokora dostaje medal. Po polskim obozie w Londynie widać najlepiej, że najgorsi aktorzy są najlepszymi sportowcami. I na odwrót. Nagrody dostają ci, którzy dotąd milczeli o swojej wielkości, a dziś potrafią z pasją i szczerością opowiedzieć o ciężkiej drodze - kajakarki, ciężarowcy, kulomiot. Przegrywają rzekomi pewniacy, którzy nie potrafili oprzeć się fleszom. Nie byliśmy i nie będziemy krajem Boltów, Phelpsów i wszystkich tych mistrzów made in China. Za marzenia medali nie dają.

Oglądam z emocji, a nie z wiedzy czy doświadczenia. Jak większość jestem kibicem z przypadku i tylko to rozgrzesza moją naiwność, że skoro walczy facet z orłem na piersi, to jest to także mój medal lub moja przegrana. To nie te czasy. To przemysł cięższy niż chilijskie kopalnie na pustyni Atacama. Dlatego cieszą mnie rozmowy ze sportowcami, którzy przemieleni przez tę machinę dają poczucie, że byle jacy jesteśmy tylko czasami.

Bałem się Tomasza Majewskiego w studiu. Ma w sobie coś ze Stasiuka i Głowackiego - nie znosi głupoty. Odpowiada krótko, grzecznie ale konkretnie; durne pytania tnie tak, jak pcha tę swoją siedmiokilową kulkę. „Muszę iść na drugie studia. Odkąd nie robię nic poza sportem - głupieję” - to jego słowa. Gdyby zdrowy rozsądek był dyscypliną olimpijską Majewski miałby podwójne szczęście. Podobnie z Magdą Fularczyk. Tuż przed IO pochowała ojca, z cierpiącym sercem i potężnym bólem w plecach popłynęła po brąz. Zemdlała na mecie. Kiedy usiadła przed kamerą nie bała się otworzyć, opowiedzieć o strachu i podzielić radością, że zrobiła wszystko, żeby nie czuć wstydu. Tak samo z Zofią Klepacką, która po zwycięstwie wpierw porwała syna, a dopiero później zgodziła się na nieistotne wywiady.

Widziałem, jak najwięksi przegrani - siatkarze - prosili, żeby nie dokładać im bólu. Słyszałem naszego sportowca, który prosił o karę za swój słaby występ w Londynie. I przeczytałem historię Marcina Dołęgi, naszego sztangisty, który opowiada jak sponiewierany ma organizm. Mówi bez pretensji, z tą dziwną oczywistością charakterystyczną dla lekarzy opisujących swoje najcięższe przypadki. Te kilka pozrywanych jak ścięgna słów to dowód, że nie mamy żadnego prawa własności do igrzysk. Radość i cierpienie zawodników jest tylko ich. Możemy patrzeć ale wara nam od krytyki, bo nie dołożyliśmy do ich przygotowań ani kropli swojego potu.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

7/26/2012

Słoma ze szpilek

Dziś puenta będzie prologiem. Nie wolno mylić konstytucji z katechizmem! Od porannej rozmowy z profesor prawa Moniką Płatek jej słowa brzmią mi miło w tyle głowy. Jedno zdanie zastępuje kilogramy piany ubitej w ostatnich dniach w Sejmie. Polska próbuje sobie poradzić z nowoczesnością ale ograniczają ją własne horyzonty. Mrożone zarodki - źle, zalegalizowani geje jeszcze gorzej.

Dostałem przesyłkę z sugestią rozpowszechnienia. Lubię najprostsze sposoby napiętnowania ciasnych umysłów dlatego zdecydowałem się opublikować fragment poselskiej korespondencji. Zakładam, że nie ma przekłamania. Gej Patryk pisze do hetero-posłanki Barbary Bartuś z Prawa i Sprawiedliwości: uniemożliwiła mi pani bycie w przyszłości szczęśliwym. Głosując przeciwko związkom partnerskim, pozbawiła mnie pani powodów by mieszkać w tym kraju. Gdy po skończeniu liceum będę miał możliwość - wyjadę. Dostał odpowiedź z państwowego ipada pani poseł, za którego zapłacili rodzice Patryka: skoro Polska jest dla pana tylko „tym krajem”, to pana wyjazd z naszej Ojczyzny nie będzie dla niej dużą stratą.

Polski zaścianek trzyma się świetnie. Coraz liczniejsza grupa platformianych konserwatystów bierze się pod rękę z pisowskim betonem i głosuje na "nie" w sprawach ważnych dla mniejszości. Pewnie, że to nie są rozwiązania pierwszej potrzeby ale odrzucanie ich to wypowiadanie wojny zdrowemu rozsądkowi. Wbrew pozorom ma go w sobie armia ludzi. Zlekceważenie ich dziś oznacza pustki przy urnach. Platforma mocno rozczarowuje, Palikot ma kłopot z wiarygodnością, a PiS mniejszości deportuje. 

Rozmowa geja Patryka z heterczyczką Bartuś to niby gadżet ale doskonale pokazuje, że słomy w szpilkach ukryć się nie da.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

7/12/2012

Leming z Loch Ness

Polska prawica się infantylizuje. Różowieje bardziej niż barbie w latach swoich największych triumfów. Szkoda, bo lepiej mieć konkurencję, którą się szanuje, i z którą czasem przyjemnie jest przegrać. Tymczasem Uważam Rze oraz wszystkie wyroby Gazetopolskopodobne dają wybór między Smoleńskiem albo lemingiem.

W czasach braku innych potworów mamy leminga z Loch Ness. Prawicowe pędzle i pióra na wyścigi tworzą definicje i portrety wrogów reżimu prawdy i światłości. Każdy kto nie z nimi to leming. Kto nie wierzy w zamach smoleński - leming. Kto nie modli się do Sakiewicza - leming. Kto nie zrywa boków z Mazurka - leming. Kto nie oprawia książek Ziemkiewicza w skórę by przetrwały dla nowych pokoleń - leming. Lemingiem jest każdy, kto nie docenia kunsztu słowa Adama Hofmana i każdy, kto nie zna się na cynicznych subtelnościach Brudzińskiego. Wszystkie dziewczyny z plastrami antykoncepcyjnymi na ramieniu to kochanki lemingów a panowie popierający in vitro to lemingi mutanty. Tekst o pokoleniu Polaków, które prawica chce stygmatyzować jako niewierne miał podtytuł: lemingi nad Wisłą, kim są, jak żyją i dlaczego tak niewiele ich obchodzi?

Można by to uznać za mierną satyrę na znienawidzonych przez siebie ideowych konkurentów ale uśmiech znika nad klawiaturą. Na jednym z portali ktoś opublikował dziesięć pytań, które odwiedzającemu mają pomóc odkryć prawdę o sobie. Jeśli uważasz, że za katastrofę w Smoleńsku odpowiada pijany generał Błasik, prezydent Kaczyński, polscy piloci, że w Katyniu NKWD mordowało przede wszystkim Rosjan, że faszyzm to przedwojenny ustrój Polski, że ojczyzną, którą należy miłować, jest Unia Europejska, a zwłaszcza Niemcy i Rosja, że Kościół katolicki to ciemnogród i obciach, twierdza moherowych beretów, wróg nowoczesności, ostoja wszelkich wad społecznych, bastion nacjonalizmu, pedofilii i sił wsteczności oraz że Wrocław i Gdańsk to miasta niemieckie znaczy, że jesteś lemingiem.

Nie rozumiem dlaczego polska prawica sącząca swe brednie w URZ, GPC, Fakcie oraz setkach trollopodobnych tweetów uznaje, że kto nie z nimi, ten przeciwko nim. To sposób na podbicie ograniczonego ego? Próba zwrócenia na siebie uwagi, bo świat przechodzi obok bez mrugnięcia okiem na jad Warzechy i braci Karnowskich? A może zabawa w wyszukiwanie, oznaczanie i internetową eksterminację lemingów to tylko sposób na wakacyjną nudę?

Najrozsądniej byłoby napisać - panowie zdrowo was popieprzyło, ale celniej będzie zacytować Leca - fanatyci.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

7/06/2012

Lisbona: zaproszenie

































to dobre miejsce na ucieczkę
pamiętając ze podróż to nie zawsze są wakacje
ale wakcje bez podróży nie dają emocji



7/05/2012

Fiesta w sercach






























dawno do słów nie dołączałem w tym miejscu obrazu
czas poprawić proporcje
lisbona, porto otarły łzy po meczu z hiszpanią
fiesta trwa w sercach tych dobrych ludzi

6/26/2012

Wolność nie ma granic. I nie ma ranić

Trwa konkurs na najlepsze potępienie lub najdoskonalsze sponiewieranie Figurskiego & Wojewódzkiego. Nie startuję. Panowie obronią się sami. Rada Etyki Mediów, która sama ma tyle szacunku co Grecja bogactwa uznała ich słowa za "przejaw ksenofobii, rażące chamstwo i typową mowę nienawiści". KRRiTV grozi najpoważniejszymi konsekwencjami, pisarze oburzają się na porównanie do Mrożka, a szefowie Michała i Kuby tchórzą.

Prezesi F & W to także właściciele Super Expressu, jednego z największych złodziei prywatności w Polsce. Pisma, które każdego dnia popełnia więcej głupoty i wyrządza więcej krzywdy ludziom niż panowie F & W od początku swojej radiowej działalności. Ale - jak rozumiem - ZPR papier uznaje za mniej bolesny. Zidiociałe opowiadanie historii Madzi z Sosnowca, którą redakcja SE rozłożyła na czynniki mniej niż pierwsze była w porządku, ale żarty duetu F & W już nie. Trudno jednak szukać logiki w miejscu, gdzie cynizm wygrywa ze szczerością nadawcy.

Wolność słowa nie ma granic. Może je wyznaczyć tylko sąd. Lub szef ale to inny temat. Kiedy jednak granice wyznacza opinia publiczna to znak, że dulszczyzna w narodzie nie ginie. Powtarzam studentom anegdotę z mojej lekcji matematyki. Nauczyciel namawiał nas na dystans opowieścią o koledze, który pogłaskał drewniany płot, bo ktoś napisał na nim dupa. Kolega liczył na rozkosz a trafił na drzazgę i od tej pory nie wierzył w to, co jest napisane.

Dyskusja wokół słów F & W jest świetnym momentem, żebyśmy upuścili trochę powietrza z siebie samych. Mam inną wrażliwość niż F & W ale uważam, że postęp, dojrzewanie bierze się z przekraczania granic. Czasem nieudolnego, durnego, obrzydliwego ale jednak tylko kontrowersja pcha nas do przodu. Nie porywa mnie Cejrowski ale szanuję jego wiedzę i doświadczenie. Nie zachwyca mnie Amerykanin Rush Limbaugh ale podziwiam jego wielomilionową publiczność. Kiedy nazwał dziwką jedną z bohaterek swojej audycji też podniosła się wrzawa. Przeprosił. Limbaugh także ma inną dziennikarską duszę niż ja ale cieszę się, że jest. Obecność takich ludzi w mediach paradoksalnie daje poczucie bezpieczeństwa.

Rozsądni ludzie muszą wiedzieć, że mogą więcej by się ograniczać.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

6/14/2012

Eurobezmózg

Gdyby głupota mogła latać Maciej Maciejowski byłby perpetuum mobile z wróbla. Ale pozostał sobą; radnym PiS z plugawym językiem i byłym wolontariuszem EURO 2012. Maciejowski jest jak nielegalna raca wniesiona na stadion, jak napis „jeb... żydów” na transparencie bezmózgich kiboli, jak sierp i młot w pomylonej rosyjskiej fladze. Powinien być nikim ale prezes PiS dał mu szansę, by rósł w siłę. Kiedy zorganizowani kibole starli się z Rosjanami idącymi na Stadion Narodowy Maciejowski pisał na twitterze „żałuję, że policja nie zabroniła marszu Rosjan i honoru Polski musieli bronić 'kibole'. Brawo dla nich! Nie dajmy sobie pluć w twarz!”. Szczęśliwie Maciejowski jest rzecznikiem marginesu.

Smutna prawica zawsze musi się na kimś wesprzeć uznając najwyraźniej, że sama niewiele znaczy. Znajduje mądrzejszego od siebie, bo inaczej nikt na nią nie spojrzy, nikt nie posłucha. Raz padnie na pijanego bezkarka, innym razem na modlącego się bramkarza. Wiadomo - Bóg, honor, prawica. W meczu Polska - Grecja Przemysław Tytoń dołączył do listy idoli katolickiej prawicy. Bramkarz pomodlił się, a po meczu mówił, że obronę zawdzięcza Bogu. Portal 300polityka.pl pisze, że Tytoń będzie teraz jak Tim Tebow, gwiazda futbolu amerykańskiego i idol chrześcijańskiej prawicy w USA. Tebow na meczach klęka na jedno kolano i modli się. Dzięki Bogu - będzie mógł zakrzyknąć Kaczyński z Maciejowskim - nie mamy jeszcze krzyża na Krakowskim Przedmieściu, ale mamy Tytonia w bramce. Amen.

To samo zaczęli wyprawiać z Błaszczykowskim. Zszarzali prawicowcy zdmuchując kurz ze swoich płaszczy przypominają, że kilka miesięcy temu kapitan reprezentacji Polski dołączył do akcji: "nie wstydzę się Jezusa". Że breloczek z takim hasłem promował też Robert Lewandowski. Cytują go: „we współczesnym świecie wszystko idzie bardzo szybko, zapominamy o naszych wartościach. Wiara pomaga mi na boisku i poza nim”. Tytonia jakiś prawicowy długopis przyrównał do średniowiecznego rycerza, który klęknął odwrócony od rywala. Koledzy radnego Maciejowskiego chcą mu dorównać w odlocie.   

Powoli zaczynam się wstydzić, że moje Euroszaleństwo cechuje rozsądnie niska temperatura. Naszą reprezentację szanuję ale nie modlę się do plakatów z Błaszczykowskim i Lewandowskim. Wciąż nie rozgryzłem zmienności ustawień zawodników na boisku. Dalej nie wiem dlaczego jedenastu geniuszy piłki w holenderskiej reprezentacji nie jest drużyną i dlaczego Ronaldo od głowy w dół nie błyszczy. Biję brawo Kuczokowi, który wyśmiewa Polaków za rozdęty do granic opętania entuzjazm po meczu z Rosją. Ale! Jeżeli Smuda w meczu z Czechami nie postawi w bramce Wojtka Szczęsnego - zagłosuję na PiS!

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

6/06/2012

Eurooszołomstwo

Grupa Rafała Kmity miała rację. Żartowała w jednym ze skeczów z przesytu słowem kurwa w filmowym dialogu. Mam to samo z Euro. Tam na scenę wpadał jednak reżyser i wrzeszczał do aktorów: Panowie! Za mało kurwa. Kurwa! A przy Euro cisza. Nikt nie chce przerwać tego chocholego tańca. Wszyscy pieją z zachwytu, że udało się połączyć pięć odcinków asfaltu w całość. Panowie!

Wrocław właśnie spuścił w toalecie 3,5 miliona złotych na kawałek szmaty, która zasłoniła dziurę w ziemi obok stadionu piłkarskiego. To pieniądze mieszkańców ale warto było, bo to szmata z logo UEFA. Ono jest bezcenne. Za nie trzeba pozbyć się podatków, dróg i wielu innych swobód, bo UEFA Family lubi się zabawić.

W ostatnich dniach większość udaje, że piłka nożna to jej miłość od dziecka. Każdy, kto zdążył przed sąsiadem wykupić browar w osiedlowym sklepie buduje swoją mistrzowską jedenastkę, planuje strategię, wyznacza pierwszego do karnych. Mało tego - opatula balkon flagą, kupuje od Wietnamczyków na skrzyżowaniach flagi do auta i zadowala Jarosława Kaczyńskiego swoim jakże naturalnym patriotyzmem. Panowie!

Kraj oszalał. Realiści są uznawani za zdrajców narodu. Pesymizm uchodzi za zboczenie. Liczy się tylko duma z asfaltu i soczystości muraw stadionów w Gdańsku, Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. Tak bardzo urośliśmy w ostatnich dwudziestu latach a wciąż tak mało nas zadowala. Uznajemy, że współczesny patriotyzm to biało-czerwone skronie, reprezentacyjny szalik, przyjaźń ze Smudą i znajomość bez wstydu hymnu polskiej reprezentacji. Leczymy kompleksy wzmiankami w zagranicznych gazetach. Ogromnie cieszy nas, że dziennikarze Al-Jazeery nie mylą Poland z Holland. Panowie!

Za mało szacunku. Dla siebie.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

5/24/2012

Zwoje Dorna

Prezes zapisał się do ruchu kontestatorów zegarków. W skrócie slow. Nie pytany ogłosił, że wycisza się na miesiąc, kupuje szalik, popcorn i zaprasza przyjaciół na wspólne oglądanie meczów w telewizji. Ludzie slow sami dają wskazówki a nie wskazówkom się poddają. To outsiderzy przerażeni, że dziś ludzie nawet jogę chcą przyspieszać. Albo - jak napisała Polityka - co piąty przerywa seks, żeby odebrać telefon albo wysłać esemesa, bo zależy mu na czasie.

Miesięczna terapia jeszcze nikomu nie pomogła ale może to jest dobry początek? Carl Honore, współtwórca ruchu slow opisuje chorych obrazowo: boją się być sami ze sobą, a kiedy mają moment ciszy, zaczynają panikować, szukają telefonu, zastanawiają się, czy ktoś do nich dzwonił. Unikają trudnych pytań. „Kim jestem?” zastępują „Gdzie są moje kluczyki?!”. Prezes w swojej niewiarygodności jest wybijającym się liderem ale zdaję sobie sprawę, że problem braku slow jest politycznie powszechny.

Prezes mówiący nad Wisłą, że przez miesiąc nikogo nie kopnie próbuje wypełnić ciszę wokół siebie tak samo, jak minister Mucha przeprowadzająca na siłę rosyjskich piłkarzy spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Po co? Po co on to mówi, a ona to robi? Myślę, że dopadła ich ta sama choroba, co gwiazdki znane z tego, że są znane. Kiedy nie mówią - nie istnieją. Kto znający swoją wartość zapowiada, że zrobi coś, co jest jego przeciwieństwem? Kto rozsądny z powagą rozpoczyna scenę komediową?

Współczesny świat nie-slow wygląda z pozoru na zwycięzcę. Im szybciej, głośniej, tym lepiej, skuteczniej. Wrzask jest bardziej donośny niż składne nuty. Licytacja na ostrość lub łagodność najmojszą podsyca emocje. Sprawia poczucie, że dzieje się coś ważnego. Nie. Jest boleśnie odwrotnie. W ostatnich minutach to tandemu Kaczyński-Mucha dołączył Ludwik Dorn. Na zimne trzeba dmuchać - powiedział o minister Musze - ale aferę robią z tego ludzie o uzwojeniu mózgowym krewetki. Bredzi ale zwraca na siebie uwagę. Daje dowód, że polska polityka topi się w łyżce wody, tak jest głęboka.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24   

5/17/2012

L jak litera prawa

Odświeżmy utopię. Niech każdy może więcej. Niesiołowski, Stankiewicz, Kaczyński, Palikot, Hofman, Rutkowski, Duda, Wałęsa, Sawicka, Macierewicz, Tusk i Rydzyk. Każdy z polskim paszportem może robić, co zechce. Bez ograniczeń. Kopnąć można i kijem do pomidorów przyłożyć. Opluć wolno i łańcuchem przeciwnika obwiązać. Spoliczkować wypada i zwyzywać nikt nie broni.

Dlaczego w polskim teatrze absurdu nie zawiesić reguł? Stefan Niesiołowski niech bije po twarzy redaktor Stankiewicz. Niech obiektywizm Stankiewicz niczym drzewce od solidarnościowej flagi złamie żebra Niesiołowskiego. Zaszalejmy jeszcze mocniej niż ostatnio! Prezes Kaczyński zarzuci Tuskowi, że to on wymyślił hasło „arbeit macht frei”, które dzisiaj z konieczności tłumaczymy jako „praca czyni wolnym po 67 roku życia”. Palikot oskarży Kaczyńskiego, że widział jak ten drutował stery tupolewa i biegał po skrzydłach podkładając dynamit. Nie krępujmy się! Poseł Hofman niech żąda w ramach przeprosin za Sawicką żebyśmy obowiązkowo mieli w telefonie słowa agenta Tomka „wycisnę z ciebie ostatnie soki”. Szaleństwu nie wolno przeszkadzać w pół drogi.

Przewodniczącemu Dudzie niech będzie wolno przywiązać łańcuchami Platiniego do iglicy Stadionu Narodowego a Lechowi Wałęsie spałować niemiecką drużynę na Euro. Nie zabierajmy innym przyjemności, których sami byśmy nie oddali. Dlaczego Tadeusz Rydzyk ma nas nie obłożyć podatkiem, żeby mieć pieniądze na cyfrowe pielęgnowanie swoich smoleńskich herezji? Kiedy szaleć, to szaleć! Właśnie na tym polega problem polskiej polityki, który tak wstydliwie ujawnił się w ostatnich dniach. Zwyciężyła wolność ponad wszystko zamiast wolności w granicach prawa. Spoliczkowana została twarz państwa. To się długo goi. Receptę wypisał przed laty sam Lec - litera prawa powinna być włączona do alfabetu.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24   

5/10/2012

Nie rzucim paździerza

Przekonali mnie widzowie, że obok prawdziwego Polaka nigdy nie stałem. To znaczy gębę mam naszą, bo nią narzekam ale poza tym wyraźnie nie ta dusza. Schlebia mi to, choć staram się ze swoim masochizmem nie obnosić. Kiedy mylimy patriotyzm z tandetą wolę być poza społecznym nawiasem. Jak ma zachwycać droga z piasku, jarzębinowe koko i kolej napędzana nędzą kiedy nie zachwyca.

Spędziłem niedawno piątkowe popołudnie na pustej stacji kolejowej w Łowiczu. Skapitulowałem w czasie podróży do studentów w Poznaniu. Wysiadłem, żeby nie pobić konduktora. Kiedy w pełnym ludzi pociągu poprosił o bilet przyznałem, że nie zdążyłem kupić i chętnie zrobię to teraz. Rozmowa była nerwowa. Co pan mi daje - zapytał. Kartę kredytową, bo spiesząc się nie wyjąłem pieniędzy. Tylko gotówka! Dlaczego? A na jakiej podstawie uznał pan, że może płacić kartą? XXI wiek? Bo dynda Panu na szyi nowoczesny komputer do wystawiania biletów? Gotówka! Poprosiłem o mandat. Wykaligrafował 400 złotych ale z siedmiodniową promocją, która pozwoliła mi kupić bilet z domu za 150 złotych, czyli tyle ile normalnie bym za niego zapłacił. Tylko w organizacji Mistrzostw Świata Absurdu nie mielibyśmy żadnych opóźnień.

Nie myśl sobie bracie/Że rady nie damy/Nie kłopocz się siostro/My euro wygramy/Hej!/Koko Euro Spoko/Piłka leci hen wysoko/Wszyscy razem zaśpiewajmy/Naszym doping dajmy. Pokłóciliśmy się z Widzami o narzekanie przed EURO, bo większość chciała bić brawo a ja nie złożyłem rąk do oklasków. Nie przekonywało ich, że leżał przede mną raport z dwoma kluczowymi zdaniami: żadna z dróg, którymi kibice mieli podróżować, nie zostanie w całości wybudowana ani zmodernizowana oraz żadne z miast gospodarzy nie będzie mieć ze sobą bezpośredniego, nowego połączenia drogowego i kolejowego. Antypolak czytał dalej: na każdym ze stadionów UEFA żąda nowej trawy. Każde oranie i sianie to 500 tysięcy złotych, potem utrzymanie za 800 tysięcy. Na Narodowym trzeba dwóch takich wymian czyli 2,6 miliona złotych rzucamy pod bronę. Ale naszą, polską bronę ciągnioną naszym polskim Ursusem!

Widzowie recytowali sukcesy innych. Angielscy kibice kurwują jeszcze gorzej niż nasi kibole! W RPA też nie mają dróg! W Austrii trybuny dostawiano a parkingi były na pastwiskach! A w ogóle to Oceana wyje hymn na EURO, a zespół Jarzębina przy niej brzmi jak John Mayer. Rola zdrajcy tradycji zaścianka wciągnęła mnie na tyle, że bezczelnie nie zmieniłem zdania. Poprzeczkę lepiej podciągać niż zakopywać w ziemi. Hej!

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24