11/08/2012

Gra w klasy

Apel reżysera: „jeżeli znasz kogoś, kto nie zamierza iść na wybory, ale mógłby zmienić zdanie gdybym do niego zadzwonił albo napisał SMS - wyślij mi jego numer na 810-522-8398”. Takiego tweeta przeczytałem w dniu amerykańskich wyborów na profilu Michael’a Moore’a, laureata Oscara i Złotej Palmy w Cannes. Wykonał 5000 połączeń i przeprosił, że nie zdąży więcej. Wszystko, żeby tylko Obama nie przegrał. Przesłanie Moore’a po wygranej brzmiało zasadniczo: to jest Ameryka, nasz wybór, światu wara od tego!

Moore nienawidzi republikanów, co w swoich filmach wyraźnie pokazywał robiąc idiotę z George’a Busha. Ale kiedy przegrali nie poniewierał nimi. Kampania generalnie była bardzo ostra, nasz trotyl przy ich reklamach to jak mąka zamiast kokainy. Kiedy jednak doszło do rozstrzygnięcia były słowa zgody, jad nie wyciekł ani kroplą. „Zadzwoniłem do prezydenta, by mu pogratulować wygranych wyborów, także jego sztabowi, żonie i córkom. Nasz kraj znajduje się w krytycznym momencie. Apeluję o zaprzestanie wewnętrznych sporów, kłótni i podziałów. Pozostaje mi tylko szczerze modlić się za prezydenta i nasz naród. Boże błogosław Amerykę” - to Mitt Romney w mowie pożegnalnej.

Po naszych nagłych wyborach prezydenckich w 2010 roku serdeczności zawierały się w zdaniu: „muszę zacząć od tego, czego wymaga dobry zwyczaj - gratuluję zwycięzcy”. Później było coraz bardziej kaczyńsko: "po sprawie krzyża nie uważam pana Komorowskiego za partnera do rozmowy”. Było tłumaczenie przegranej farmakologią: „byłem w takim stanie, że - uczciwie mówiąc - to za mnie wymyślano kampanię. (...) Musiałem brać bardzo silne leki uspokajające, co też miało swoje skutki”. Nie wątpię, że tak było ale różnica klas już nie do nadgonienia, nawet po leczniczej dawce marihuany.

Może kiedyś okaże się, że i te słowa prezesa - „zamordowanie 96 osób to niesłychana zbrodnia” - wypowiedziane były rano, kiedy jabłka wciąż fermentowały w jego żołądku. Dziś jednak, oceniając język polityki, trudno Kaczyńskiego rozgrzeszyć. Profesor Zbigniew Brzeziński zauważa na polskiej scenie politycznej osoby, które „świadomie, albo podświadomie - bo są chore - dzielą społeczność i podważają wiarygodność państwa i rządu. To jest wstrętne”, mówi. Uderz w stół i pisowczycy już poniewierają profesorem za tę szczerość. Przyzwyczajeni przez chicagowską Polonię do noszenia na rękach, dławią się ze złości kiedy za oceanem znajdzie się odmieniec ze zdrowym rozsądkiem.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

10/31/2012

Dziś trotyl, jutro napalm

Upadł w Polsce teatr absurdu. Rozum, żart, intelekt zastąpiły siermiężne insynuacje. Słowna maczuga zmiażdżyła cięty język. Dystans zawinięto w kaftan bezpieczeństwa, żeby nie stanowił wybawienia dla innowierców. Polska zaczyna przypominać rzymski plac Campo de’ Fiori gdzie w każdej chwili przeciwnicy teorii trotylu podzielą los Giordano Bruno.

Tuż przed halloween duet Rzeczpospolita & Jarosław Kaczyński otworzył wszystkie smoleńskie trumny. Jednego ranka okazało się, że niewielką gazetą można podpalić duży kraj. Wystarczył tytuł „trotyl na wraku tupolewa” i pełen insynuacji tekst, żeby wywołać wojnę. No bo ktoś ich przecież „zamordował”! Jak nie Tusk, to Putin a najpewniej obaj mają trotyl na marynarkach. Polityczna kombinacja Kaczyńskiego przestaje budzić politowanie, zaczyna wywoływać strach.

Ponoć wiedza i doświadczenie przychodzą z wiekiem. Najczęściej jest to jednak wieko od trumny. Problem prezesa polega jednak na tym, że choćby miał żyć jeszcze sto lat, nie odpuści. Nie dlatego, że ma rację i trudno mu się z nią przebić, ale dlatego, że nie ma na siebie innego pomysłu. Powierzył sobie misję budzenia demonów i trzeba przyznać, że pas mistrzowski będzie nosił przez wieki. Tylko jemu niezwykle swobodnie wypadają z ust słowa o sile rażenia napalmu.

Po odpaleniu przez Rzeczpospolitą kapiszona z trotylem sytuacja przypomina szpital dla obłąkanych. Wszyscy siedzą w wielkiej sali, a ordynator coraz głośniej wymusza powtarzanie słów: morderstwo, trotyl, zamach. MORDERSTWO! TROTYL! ZAMACH! Na koniec dnia wszyscy są odpytywani ze składu chemicznego nitrogliceryny. Kto się nie popisze wraca na salę i znów - MORDERSTWO! TROTYL! ZAMACH! Wbrew temu do czego przyzwyczaili nas politycy człowiek ma jedną twarz. Kiedy słowa ostateczne stają się słowami pierwszymi nic nie jest w stanie jej uratować. 



Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

10/25/2012

Chory z urojenia

Jakby się człowiek w Polsce nie obrócił zawsze uderzy głową w Mrożka. Mistrz musi mieć z nas niezły ubaw siedząc z winem nad nicejską zatoką. Żadne z opowiadań, żadna ze sztuk jego, nawet żaden satyryczny rysunek nie przestały być aktualne. Choćby ten o grupce więźniów z kulami na łańcuchach u nóg, stojących przed telewizorem z programem fitness - „a teraz podnosimy nogę do wysokości biodra”, brzmiał napis.

Dystans i poczucie humoru to nie są cechy, z których słyniemy. Ale jest w Polsce człowiek, którzy życie swoje oddaje, żeby zmienić tę ponurą o nas opinię. Słynie z uczciwości więc zaczął od siebie. Przeczytałem przed chwilą, że prezes Jarosław Kaczyński „wziął udział w spotkaniu z klubem ambasadorów mówiących po polsku”. Uściślę - to on zapraszał, a nie był proszony. Dla ambasadorów było to podwójnie trudne zadanie - ten cholerny polski i jeszcze wyszukany dialekt prezesa! Sam podjąłem studia poszerzające moje słownictwo, żeby nadążyć za Kaczyńskim. Jest ciężko - u niego od premiera do króla jest zbyt krótki dystans.

W opowiadaniu „Samotność” Mrożka dwóch facetów ucieka z więzienia. Pędzą na złamanie karku, aż jeden z nich zwalnia, bo nikt ich nie goni. Żali się osłupiałemu kompanowi: „Nikt o mnie nie dba, nikt się nie interesuje, nikomu nie zależy, jakby im zależało, to by mnie lepiej pilnowali”. To jest syndrom ludzi PiSu. Co gorsza to jest zaraźliwe. Lepsza połowa prezesa, profesor Piotr Gliński, który udaje, że jest tym, kim nie jest przyjął od szefa cechy najgorsze. Wierzy, że jego słowa mają moc odwrócenia przewrotu kopernikańskiego. PiS właśnie ogłosiło, że „kandydat na premiera rządu technicznego przyjął ambasadora Niemiec”. Wcześniej były konferencje na tle narodowych flag, wywiady i zwiedzanie Sejmu.

Można uznać, że dopóki Gliński nie zaprasza papieża na pielgrzymkę do Polski i nie wygania brytyjskiej królowej z jej komnaty to granice nie zostały przekroczone. Ale są ludzie, którzy uznają ten rząd na wewnętrznym uchodźstwie za swój, a publiczna telewizja zamawia sondaż poparcia dla wirtualnego ego. Za chwilę przyjmą od Glińskiego paszporty, zaczną płacić wydrukowaną przez niego walutą i ogłoszą niepodległość.

Z całym szacunkiem dla in-vitro ale to leczenie urojenia powinno być w Polsce refundowane. 

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

10/11/2012

Narodowy Test Aborcyjny

Zbroimy się na wojnę, a głupio przegrywamy bitwy. Kolejne sejmowe dni pokazują, że Polska to wciąż kraj zawieszony kilka metrów nad ziemią - w przestrzeni między absurdem, a strachem. Duży naród, któremu mikro-partia chce mówić jakie dzieci i kiedy ma rodzić. Grupka posłów, którą szef ogarnia w przerwie między zarabianiem pieniędzy w Brukseli a wachlowaniem Tadeusza Rydzyka chce zmusić rodziców do rodzenia upośledzonych dzieci. Wspiera ją w tym spory oddział posłów Platformy Jeszcze Rządzącej, którzy swoje sumienie każą przyjmować jako obowiązujące wszystkich.

Teraz słyszę mało poważny wyścig na tłumaczenie niewytłumaczalnego: „to był wypadek”, „nie tak mieli głosować”, „to nic nie znaczy, ustawa i tak nie przejdzie”. Wiem. Ale to głosowanie obudziło demony, które powinny spać po wieczność. Bezwzględna polityka sprawiła ból rodzicom, którzy musieli kiedyś zdecydować - kończymy ciążę, bo nie jesteśmy dość silni, by udźwignąć to psychicznie i fizycznie. I dała argument tym cynikom, którzy dziś mówią: „oto rodzice z upośledzonymi dziećmi, są szczęśliwi, macie brać z nich przykład”.

Pisząc wczoraj, że o takich sprawach nie powinni decydować ludzie, którzy nie mają o tym pojęcia skierowałem na siebie nową falę prawicowych wymiocin. W tłumie leczących swój żołądek znalazł się list-cisza od @_RafalK_ „Decyzję powinni podejmować rodzice. Piszę to jako ojciec głęboko upośledzonego dziecka. To ja widzę jak codziennie moje dziecko budzi się w bólu. Medycyna może jedynie uspokoić dziecko psychotropami. Czy to jest godne życie?”. Dzień później odpowiedziała mu czule w telewizji posłanka Kempa: „fakty są takie, że kiedy człowiek zostanie powołany do życia kobieta nie ma wyboru”.

Na tym intymnym liście ojca dyskusja powinna się zaczynać i kończyć. Tacy jak on, powinni być co najmniej wysłuchani. Ale nie w Polsce. Wyrastający ostatnio na lepszego Kaczyńskiego minister sprawiedliwości Jarosław Gowin cieszy się, że „będzie debata nad moralnym problemem zabicia dziecka z zespołem Downa”. Świetny pomysł na znalezienie rozwiązania - stadion Narodowy, na murawie dzieci z zespołem Downa, na trybunach losowo wybrani obywatele i głosowanie - jak na facebooku - LIKE czy DISLIKE?

Niepoważne pomysły głosowane na poważnie w Sejmie ośmieszają powagę wszystkich. Rodziców chorych dzieci pozostawionych sobie samym szczególnie.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

9/27/2012

Nie rozumiem Szekspira

Jest takie zdanie w korespondencji Mrożka i Lema sprzed lat. „Zima jest taka, że jestem z niej dumny jako Polak. Nareszcie coś 
nie-połowicznego, coś prawdziwego w tym kraju ułamków”. To zdanie w listach mistrzów po prawie pół wieku udowadnia, że bylejakości wciąż nie umiemy odpruć ze sztandarów.

Współcześnie widać to przy okazji zamiany ciał w smoleńskich trumnach. Właśnie za moimi plecami toczy się słowna połajanka i kuriozalna wymuszanka „kto jest bardziej smoleński od Smoleńska”. Czy PiS, bo cierpiał mocniej i szczerzej, czy PO kiedy próbowała pomagać w cierpieniu cierpiącym wtedy najmocniej? Nie ma mądrego, by to rozstrzygnął. I choćby nie wiem ile zaklęć wypowiedziała ekipa prezesa Kaczyńskiego tak już zostanie.

Historia jest dla historyków a nie histeryków. Polityka powinna trzymać się od niej z daleka. Dyskusja o tym w jakim stanie były ciała, dlaczego nie zostały ubrane, dlaczego leżały w trumnie rosyjskiej a nie polskiej, dlaczego w czarnym worku, na co patrzyła Kopacz, ile skalpeli ze sobą zabrała, jakie ciała widziała, a na jakie nawet ona nie mogła spojrzeć prowadzi nas donikąd. Profesor Nowacki, wdowiec po Izabeli Jarudze-Nowackiej mówi tak: „mamy zwyczaj przepraszać, nie wiem czy przeprosiny są potrzebne. Lepiej zacząć wyciągać odpowiednie wnioski”.

Ale w „kraju ułamków” nikt tego nie potrafi. Tu się albo wojuje albo marszuje. Pewnie dlatego coraz częściej marzy mi się Mrożkowa odwaga, którą opisał Lemowi w jednym z listów: „przyznam się do rzeczy strasznej: nie wzrusza mnie Szekspir. Całkowicie nie śmieszą mnie jego komedie, a dramatów w ogóle nie rozumiem”. Po dwóch latach od najtrudniejszego dnia w mojej dziennikarskiej pracy mam to samo ze Smoleńskiem.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

9/12/2012

Nowoczesność jest przereklamowana












































śpiewak operowy-amator z nowego filmu allena
to esencja włoskiej natury
tego sympatycznego lekceważenia nowoczesności
ale świadomi posiadania takich miast jak
lucca padva florencja siena montalcino
montepulciano pienza arezzo orvieto
cortona pietrasanta carrara
włosi mogą być nonszalanccy wobec świata
to na krótki czas nie drażni



8/13/2012

Paryż poza tłumem

 










paryżanie na wakacjach
rządzą turyści
ale szczęśliwie można ich zgubić
paryż to kilka krajów w jednym mieście
ignorując przesadną dumę francuzów
można tam dobrze żyć
nawet na ulicy
na najdroższym kartonie świata

8/09/2012

Prawo do narzekania

BREAKING EMBARRASSING NEWS: w Londynie pobiło się dwóch naszych biegaczy. O toaletę! Kolejny dowód, że na dłuższą metę to pokora dostaje medal. Po polskim obozie w Londynie widać najlepiej, że najgorsi aktorzy są najlepszymi sportowcami. I na odwrót. Nagrody dostają ci, którzy dotąd milczeli o swojej wielkości, a dziś potrafią z pasją i szczerością opowiedzieć o ciężkiej drodze - kajakarki, ciężarowcy, kulomiot. Przegrywają rzekomi pewniacy, którzy nie potrafili oprzeć się fleszom. Nie byliśmy i nie będziemy krajem Boltów, Phelpsów i wszystkich tych mistrzów made in China. Za marzenia medali nie dają.

Oglądam z emocji, a nie z wiedzy czy doświadczenia. Jak większość jestem kibicem z przypadku i tylko to rozgrzesza moją naiwność, że skoro walczy facet z orłem na piersi, to jest to także mój medal lub moja przegrana. To nie te czasy. To przemysł cięższy niż chilijskie kopalnie na pustyni Atacama. Dlatego cieszą mnie rozmowy ze sportowcami, którzy przemieleni przez tę machinę dają poczucie, że byle jacy jesteśmy tylko czasami.

Bałem się Tomasza Majewskiego w studiu. Ma w sobie coś ze Stasiuka i Głowackiego - nie znosi głupoty. Odpowiada krótko, grzecznie ale konkretnie; durne pytania tnie tak, jak pcha tę swoją siedmiokilową kulkę. „Muszę iść na drugie studia. Odkąd nie robię nic poza sportem - głupieję” - to jego słowa. Gdyby zdrowy rozsądek był dyscypliną olimpijską Majewski miałby podwójne szczęście. Podobnie z Magdą Fularczyk. Tuż przed IO pochowała ojca, z cierpiącym sercem i potężnym bólem w plecach popłynęła po brąz. Zemdlała na mecie. Kiedy usiadła przed kamerą nie bała się otworzyć, opowiedzieć o strachu i podzielić radością, że zrobiła wszystko, żeby nie czuć wstydu. Tak samo z Zofią Klepacką, która po zwycięstwie wpierw porwała syna, a dopiero później zgodziła się na nieistotne wywiady.

Widziałem, jak najwięksi przegrani - siatkarze - prosili, żeby nie dokładać im bólu. Słyszałem naszego sportowca, który prosił o karę za swój słaby występ w Londynie. I przeczytałem historię Marcina Dołęgi, naszego sztangisty, który opowiada jak sponiewierany ma organizm. Mówi bez pretensji, z tą dziwną oczywistością charakterystyczną dla lekarzy opisujących swoje najcięższe przypadki. Te kilka pozrywanych jak ścięgna słów to dowód, że nie mamy żadnego prawa własności do igrzysk. Radość i cierpienie zawodników jest tylko ich. Możemy patrzeć ale wara nam od krytyki, bo nie dołożyliśmy do ich przygotowań ani kropli swojego potu.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

7/26/2012

Słoma ze szpilek

Dziś puenta będzie prologiem. Nie wolno mylić konstytucji z katechizmem! Od porannej rozmowy z profesor prawa Moniką Płatek jej słowa brzmią mi miło w tyle głowy. Jedno zdanie zastępuje kilogramy piany ubitej w ostatnich dniach w Sejmie. Polska próbuje sobie poradzić z nowoczesnością ale ograniczają ją własne horyzonty. Mrożone zarodki - źle, zalegalizowani geje jeszcze gorzej.

Dostałem przesyłkę z sugestią rozpowszechnienia. Lubię najprostsze sposoby napiętnowania ciasnych umysłów dlatego zdecydowałem się opublikować fragment poselskiej korespondencji. Zakładam, że nie ma przekłamania. Gej Patryk pisze do hetero-posłanki Barbary Bartuś z Prawa i Sprawiedliwości: uniemożliwiła mi pani bycie w przyszłości szczęśliwym. Głosując przeciwko związkom partnerskim, pozbawiła mnie pani powodów by mieszkać w tym kraju. Gdy po skończeniu liceum będę miał możliwość - wyjadę. Dostał odpowiedź z państwowego ipada pani poseł, za którego zapłacili rodzice Patryka: skoro Polska jest dla pana tylko „tym krajem”, to pana wyjazd z naszej Ojczyzny nie będzie dla niej dużą stratą.

Polski zaścianek trzyma się świetnie. Coraz liczniejsza grupa platformianych konserwatystów bierze się pod rękę z pisowskim betonem i głosuje na "nie" w sprawach ważnych dla mniejszości. Pewnie, że to nie są rozwiązania pierwszej potrzeby ale odrzucanie ich to wypowiadanie wojny zdrowemu rozsądkowi. Wbrew pozorom ma go w sobie armia ludzi. Zlekceważenie ich dziś oznacza pustki przy urnach. Platforma mocno rozczarowuje, Palikot ma kłopot z wiarygodnością, a PiS mniejszości deportuje. 

Rozmowa geja Patryka z heterczyczką Bartuś to niby gadżet ale doskonale pokazuje, że słomy w szpilkach ukryć się nie da.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

7/12/2012

Leming z Loch Ness

Polska prawica się infantylizuje. Różowieje bardziej niż barbie w latach swoich największych triumfów. Szkoda, bo lepiej mieć konkurencję, którą się szanuje, i z którą czasem przyjemnie jest przegrać. Tymczasem Uważam Rze oraz wszystkie wyroby Gazetopolskopodobne dają wybór między Smoleńskiem albo lemingiem.

W czasach braku innych potworów mamy leminga z Loch Ness. Prawicowe pędzle i pióra na wyścigi tworzą definicje i portrety wrogów reżimu prawdy i światłości. Każdy kto nie z nimi to leming. Kto nie wierzy w zamach smoleński - leming. Kto nie modli się do Sakiewicza - leming. Kto nie zrywa boków z Mazurka - leming. Kto nie oprawia książek Ziemkiewicza w skórę by przetrwały dla nowych pokoleń - leming. Lemingiem jest każdy, kto nie docenia kunsztu słowa Adama Hofmana i każdy, kto nie zna się na cynicznych subtelnościach Brudzińskiego. Wszystkie dziewczyny z plastrami antykoncepcyjnymi na ramieniu to kochanki lemingów a panowie popierający in vitro to lemingi mutanty. Tekst o pokoleniu Polaków, które prawica chce stygmatyzować jako niewierne miał podtytuł: lemingi nad Wisłą, kim są, jak żyją i dlaczego tak niewiele ich obchodzi?

Można by to uznać za mierną satyrę na znienawidzonych przez siebie ideowych konkurentów ale uśmiech znika nad klawiaturą. Na jednym z portali ktoś opublikował dziesięć pytań, które odwiedzającemu mają pomóc odkryć prawdę o sobie. Jeśli uważasz, że za katastrofę w Smoleńsku odpowiada pijany generał Błasik, prezydent Kaczyński, polscy piloci, że w Katyniu NKWD mordowało przede wszystkim Rosjan, że faszyzm to przedwojenny ustrój Polski, że ojczyzną, którą należy miłować, jest Unia Europejska, a zwłaszcza Niemcy i Rosja, że Kościół katolicki to ciemnogród i obciach, twierdza moherowych beretów, wróg nowoczesności, ostoja wszelkich wad społecznych, bastion nacjonalizmu, pedofilii i sił wsteczności oraz że Wrocław i Gdańsk to miasta niemieckie znaczy, że jesteś lemingiem.

Nie rozumiem dlaczego polska prawica sącząca swe brednie w URZ, GPC, Fakcie oraz setkach trollopodobnych tweetów uznaje, że kto nie z nimi, ten przeciwko nim. To sposób na podbicie ograniczonego ego? Próba zwrócenia na siebie uwagi, bo świat przechodzi obok bez mrugnięcia okiem na jad Warzechy i braci Karnowskich? A może zabawa w wyszukiwanie, oznaczanie i internetową eksterminację lemingów to tylko sposób na wakacyjną nudę?

Najrozsądniej byłoby napisać - panowie zdrowo was popieprzyło, ale celniej będzie zacytować Leca - fanatyci.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

7/06/2012

Lisbona: zaproszenie

































to dobre miejsce na ucieczkę
pamiętając ze podróż to nie zawsze są wakacje
ale wakcje bez podróży nie dają emocji



7/05/2012

Fiesta w sercach






























dawno do słów nie dołączałem w tym miejscu obrazu
czas poprawić proporcje
lisbona, porto otarły łzy po meczu z hiszpanią
fiesta trwa w sercach tych dobrych ludzi

6/26/2012

Wolność nie ma granic. I nie ma ranić

Trwa konkurs na najlepsze potępienie lub najdoskonalsze sponiewieranie Figurskiego & Wojewódzkiego. Nie startuję. Panowie obronią się sami. Rada Etyki Mediów, która sama ma tyle szacunku co Grecja bogactwa uznała ich słowa za "przejaw ksenofobii, rażące chamstwo i typową mowę nienawiści". KRRiTV grozi najpoważniejszymi konsekwencjami, pisarze oburzają się na porównanie do Mrożka, a szefowie Michała i Kuby tchórzą.

Prezesi F & W to także właściciele Super Expressu, jednego z największych złodziei prywatności w Polsce. Pisma, które każdego dnia popełnia więcej głupoty i wyrządza więcej krzywdy ludziom niż panowie F & W od początku swojej radiowej działalności. Ale - jak rozumiem - ZPR papier uznaje za mniej bolesny. Zidiociałe opowiadanie historii Madzi z Sosnowca, którą redakcja SE rozłożyła na czynniki mniej niż pierwsze była w porządku, ale żarty duetu F & W już nie. Trudno jednak szukać logiki w miejscu, gdzie cynizm wygrywa ze szczerością nadawcy.

Wolność słowa nie ma granic. Może je wyznaczyć tylko sąd. Lub szef ale to inny temat. Kiedy jednak granice wyznacza opinia publiczna to znak, że dulszczyzna w narodzie nie ginie. Powtarzam studentom anegdotę z mojej lekcji matematyki. Nauczyciel namawiał nas na dystans opowieścią o koledze, który pogłaskał drewniany płot, bo ktoś napisał na nim dupa. Kolega liczył na rozkosz a trafił na drzazgę i od tej pory nie wierzył w to, co jest napisane.

Dyskusja wokół słów F & W jest świetnym momentem, żebyśmy upuścili trochę powietrza z siebie samych. Mam inną wrażliwość niż F & W ale uważam, że postęp, dojrzewanie bierze się z przekraczania granic. Czasem nieudolnego, durnego, obrzydliwego ale jednak tylko kontrowersja pcha nas do przodu. Nie porywa mnie Cejrowski ale szanuję jego wiedzę i doświadczenie. Nie zachwyca mnie Amerykanin Rush Limbaugh ale podziwiam jego wielomilionową publiczność. Kiedy nazwał dziwką jedną z bohaterek swojej audycji też podniosła się wrzawa. Przeprosił. Limbaugh także ma inną dziennikarską duszę niż ja ale cieszę się, że jest. Obecność takich ludzi w mediach paradoksalnie daje poczucie bezpieczeństwa.

Rozsądni ludzie muszą wiedzieć, że mogą więcej by się ograniczać.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

6/14/2012

Eurobezmózg

Gdyby głupota mogła latać Maciej Maciejowski byłby perpetuum mobile z wróbla. Ale pozostał sobą; radnym PiS z plugawym językiem i byłym wolontariuszem EURO 2012. Maciejowski jest jak nielegalna raca wniesiona na stadion, jak napis „jeb... żydów” na transparencie bezmózgich kiboli, jak sierp i młot w pomylonej rosyjskiej fladze. Powinien być nikim ale prezes PiS dał mu szansę, by rósł w siłę. Kiedy zorganizowani kibole starli się z Rosjanami idącymi na Stadion Narodowy Maciejowski pisał na twitterze „żałuję, że policja nie zabroniła marszu Rosjan i honoru Polski musieli bronić 'kibole'. Brawo dla nich! Nie dajmy sobie pluć w twarz!”. Szczęśliwie Maciejowski jest rzecznikiem marginesu.

Smutna prawica zawsze musi się na kimś wesprzeć uznając najwyraźniej, że sama niewiele znaczy. Znajduje mądrzejszego od siebie, bo inaczej nikt na nią nie spojrzy, nikt nie posłucha. Raz padnie na pijanego bezkarka, innym razem na modlącego się bramkarza. Wiadomo - Bóg, honor, prawica. W meczu Polska - Grecja Przemysław Tytoń dołączył do listy idoli katolickiej prawicy. Bramkarz pomodlił się, a po meczu mówił, że obronę zawdzięcza Bogu. Portal 300polityka.pl pisze, że Tytoń będzie teraz jak Tim Tebow, gwiazda futbolu amerykańskiego i idol chrześcijańskiej prawicy w USA. Tebow na meczach klęka na jedno kolano i modli się. Dzięki Bogu - będzie mógł zakrzyknąć Kaczyński z Maciejowskim - nie mamy jeszcze krzyża na Krakowskim Przedmieściu, ale mamy Tytonia w bramce. Amen.

To samo zaczęli wyprawiać z Błaszczykowskim. Zszarzali prawicowcy zdmuchując kurz ze swoich płaszczy przypominają, że kilka miesięcy temu kapitan reprezentacji Polski dołączył do akcji: "nie wstydzę się Jezusa". Że breloczek z takim hasłem promował też Robert Lewandowski. Cytują go: „we współczesnym świecie wszystko idzie bardzo szybko, zapominamy o naszych wartościach. Wiara pomaga mi na boisku i poza nim”. Tytonia jakiś prawicowy długopis przyrównał do średniowiecznego rycerza, który klęknął odwrócony od rywala. Koledzy radnego Maciejowskiego chcą mu dorównać w odlocie.   

Powoli zaczynam się wstydzić, że moje Euroszaleństwo cechuje rozsądnie niska temperatura. Naszą reprezentację szanuję ale nie modlę się do plakatów z Błaszczykowskim i Lewandowskim. Wciąż nie rozgryzłem zmienności ustawień zawodników na boisku. Dalej nie wiem dlaczego jedenastu geniuszy piłki w holenderskiej reprezentacji nie jest drużyną i dlaczego Ronaldo od głowy w dół nie błyszczy. Biję brawo Kuczokowi, który wyśmiewa Polaków za rozdęty do granic opętania entuzjazm po meczu z Rosją. Ale! Jeżeli Smuda w meczu z Czechami nie postawi w bramce Wojtka Szczęsnego - zagłosuję na PiS!

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

6/06/2012

Eurooszołomstwo

Grupa Rafała Kmity miała rację. Żartowała w jednym ze skeczów z przesytu słowem kurwa w filmowym dialogu. Mam to samo z Euro. Tam na scenę wpadał jednak reżyser i wrzeszczał do aktorów: Panowie! Za mało kurwa. Kurwa! A przy Euro cisza. Nikt nie chce przerwać tego chocholego tańca. Wszyscy pieją z zachwytu, że udało się połączyć pięć odcinków asfaltu w całość. Panowie!

Wrocław właśnie spuścił w toalecie 3,5 miliona złotych na kawałek szmaty, która zasłoniła dziurę w ziemi obok stadionu piłkarskiego. To pieniądze mieszkańców ale warto było, bo to szmata z logo UEFA. Ono jest bezcenne. Za nie trzeba pozbyć się podatków, dróg i wielu innych swobód, bo UEFA Family lubi się zabawić.

W ostatnich dniach większość udaje, że piłka nożna to jej miłość od dziecka. Każdy, kto zdążył przed sąsiadem wykupić browar w osiedlowym sklepie buduje swoją mistrzowską jedenastkę, planuje strategię, wyznacza pierwszego do karnych. Mało tego - opatula balkon flagą, kupuje od Wietnamczyków na skrzyżowaniach flagi do auta i zadowala Jarosława Kaczyńskiego swoim jakże naturalnym patriotyzmem. Panowie!

Kraj oszalał. Realiści są uznawani za zdrajców narodu. Pesymizm uchodzi za zboczenie. Liczy się tylko duma z asfaltu i soczystości muraw stadionów w Gdańsku, Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. Tak bardzo urośliśmy w ostatnich dwudziestu latach a wciąż tak mało nas zadowala. Uznajemy, że współczesny patriotyzm to biało-czerwone skronie, reprezentacyjny szalik, przyjaźń ze Smudą i znajomość bez wstydu hymnu polskiej reprezentacji. Leczymy kompleksy wzmiankami w zagranicznych gazetach. Ogromnie cieszy nas, że dziennikarze Al-Jazeery nie mylą Poland z Holland. Panowie!

Za mało szacunku. Dla siebie.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24