2/22/2012

Zwalniam kuźniara

Przyjmują państwo zaproszenie na śniadanie. Wiadomo, że będzie schludnie, lekko, ironicznie, czasem złośliwie, bo zaproszono ludzi ceniących sobie inteligencję. Są państwo przekonani, że nikt nie ukradnie waszego portfela, nie podbije wam oka. Szczególnie, że jest rano, nie chcemy się denerwować. Goście okazują się mili, wywiązuje się fajna rozmowa, robi się dobry klimat. Myślą państwo, warto było wstać wcześnie i przyjść. I nagle wasz rozmówca zaczyna na was wymiotować.

Czy wy Morozowski, Kuźniar, Rymanowski wiecie o tym, że jesteście tak prymitywni, że powinniście prowadzić jakieś wiejskie imprezy, a nie w telewizji się przedstawiać - napisał widz Stanisław. Przekonywał, że podobnych mu ludzi są tysiące. Niech piszą, uznałem, może znajdę choć pół powodu, żeby zniknąć im z oczu. Jeden z ostatnich listów wysłał penis_xl. Opadł na caps locka, wydusił „WYJEBAĆ TO GÓWNO”. Uznałem to za argument dosadny ale nie do końca przekonujący. Szukałem dalej.

23 letni Szymon (tak się podpisał): proszę o zachowanie honoru, zaprzestanie pracy na antenie, lub też siania propagandy rządowej. Kamil dorzucał: każde pokolenie miało swoją rewolucję - was też obalimy i poniesiecie konsekwencje swojej propagandy, nadchodzi wiosna młodych. Piotr zaczął miło - szanowny panie - ale skończył po polsku: jeśli by się Pan obawiał, czy na Zielonej Wyspie znajdzie się i dla Pana jakieś godne miejsce to podaję kontakt do niezawodnego biura pośrednictwa pracy, Warszawa, Moliera 8, Restauracja ''Pędzący Królik'' (pytać o Rosoła). Aleksandra miała inny apel: nigdy więcej bezpłciowych, bezwartościowych i niewiarygodnych Panów z Okienka w Pana rodzaju! Parafrazując Piłsudskiego: wam kury szczać prowadzić a nie publicystykę robić. Bez poważania. P.S.: szczerze podziwiam, że po 10 Kwietnia Pan i Panu podobni możecie sobie codziennie spojrzeć w lustrze w oczy! Radek apelował najcelniej: tak słabego i plebejskiego prezentera już dawno nie było, zapatrzony w siebie, pełen arogancji goguś, na śmietnik historii a nie bredzić - wywalić go!

Powtarzam studentom, że od dziennikarza do śmieciarza w Polsce niedaleko. Po 19 latach w zawodzie, byciu gejem, pieskiem Tuska, zaprzańcem, gnojem z kaprawymi oczami, mistrzem miłości analnej, współczesnym Urbanem, autorem programu wstajesz i łżesz raczej się śmieję niż szlocham. Na łzy trzeba sobie zasłużyć. Zejście do jaskini i oddanie się przyjemnościom Stanisława, Szymona, Piotra oraz tysięcy kumpli penisa_xl nie jest dla mnie wyzwaniem. Wirtualna maczuga ma tyle wspólnego z odwagą, co ich listy do mnie ze zdrowym rozsądkiem.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24  

2/10/2012

Koturn polski

Najweselszy pogrzeb świata. Wszystkich na niego stać ale niewielu ma odwagę go zażądać. Poza tym poetom się nie odmawia. Jej wielbiciel Woody Allen mówił, że kto chce rozśmieszyć Boga powinien opowiedzieć mu o swoich planach. Nad naszymi głowami trwa pewnie jedna z największych imprez od stworzenia świata.

Z poezją jest jak z obrazami. Nie wszystkie, które wiszą zachwycają. Ale nie trzeba ich zaraz wypalać jadem kobry. Może kiedyś dojrzejemy i zrozumiemy. Kilka dni po śmierci Wisławy Szymborskiej w Polskim Radiu posłance Prawa i Sprawiedliwości Krystynie Pawłowicz wyrwał się z ust bardzo patriotyczny nie limeryk. „Z całym uznaniem dla urody wielu rodzajów i gatunków literackich Wisławy Szymborskiej, to ona bawiła się słowami, ale ta zabawa mogła się odbyć gdziekolwiek. Ja w jej wierszach nie gustowałam, bo dla mnie ważniejsze jest, aby poeta towarzyszył Polakom w trudnych chwilach narodu. Wisława Szymborska nie towarzyszyła nam w odzyskiwaniu Polski, w odzyskiwaniu suwerenności. Nie pamiętam jej poezji, która by porywała”.

Miałem to samo ze Słowackim ale w drugą stronę. Był tak bardzo z Polską, że w klasie traciliśmy słuch przez szum wierzby. Posłanka PiS uznała, że wiersz „Nienawiść” w czasach, kiedy niezbędna była lustracja, pokazywał polityczne zaangażowanie Wisławy Szymborskiej po jednej stronie. Ona kojarzy mi się z Noblem, ale nie kojarzy mi się z Polską, z polską wierzbą, nie kojarzy mi się ani z polską przyrodą, ani polską historią. (…) Poeta ma swoje obowiązki wobec kraju i narodu - mówiła z przekonaniem posłanka Pawłowicz.

Zgadzam się, że dobra zabawa słowem to żadna zasługa dla Narodu. Naród musi dostać w pysk koturnem, inaczej jeszcze nie daj Boże zmądrzeje.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24 

1/24/2012

ACTA na stół

W Koloseum może zabraknąć zwierząt. Gladiatorzy są niepocieszeni, nie godzi się zawodzić Rzymian. Ich wytrenowane kciuki nie mogą nagle przestać ćwiczyć. Góra, dół, góra, dół. Krew ma się lać strumieniami, inaczej będzie bunt. Niby dziś Koloseum to ruina ale instynkty pozostały, zaadoptował je Internet. Niektórzy przeciwnicy ACTA zachowują się jak przyłapani na gorącym uczynku złodzieje. Było przecież tak bezkarnie.

Nie rozumiem dlaczego mamy ustępować ludziom oburzonym, że zostaną pozbawieni spluwaczek? Protestującym, że ktoś wreszcie będzie karany za ich plugastwa? Sieciowa anonimowość wyzwoliła w wielu korzystających z Internetu jaskiniowe pragnienia - zgnoić. Maczuga przyjmuje postać słów: gnida, kurwa, chuj, pedał, bydło, żyd, ścierwo. Tak pachnie polski Internet. Ktoś kiedyś musi go przewietrzyć. Nawet jeżeli zniknie kilka cennych stron, bo ich użytkownicy postanowią pozostać w słownej piaskownicy, warto otworzyć okno.

Dyskusja wokół ACTA pokazała jak wielką władzę ma sieciowy tłum. Grupa klawiaturowych maniaków udowodniła państwom, że tę wojnę wygra hacker, a nie dział IT FBI czy Tuska. To jedyny moment kiedy jestem dla tego szaleństwa pełen podziwu. Za skuteczność, otwarcie oczu zaspanej władzy. Ale to epizodyczny zachwyt. Szybko schodzę z drogi, bo boję się stratowania.

Zgadzam się, że nie wolno zmieniać świata, z którego korzystają miliardy ludzi w sposób tajny, bo to pachnie tchórzostwem. Ale jeśli to pozwoli ucywilizować sieć, wyeliminuje chamskie ujadanie, trzeba spróbować. Znam "Psychologię tłumu" Le Bon’a. Wiem, że „masy są zawsze pod wrażeniem siły, rzadko dobroci”. Może stąd dziś tak powszechne jest potępienie dla ACTA. Nawet okradzionym artystom, zwyzywanym dziennikarzom i profesorom, sponiewieranym politykom nie spieszy się do osuszenia internetowego bagna. Ze strachu, że zablokują sieć? Niech ją nawet wyłączą na zawsze. Wszystkim wyjdzie na zdrowie.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24 

1/09/2012

Orkiestra Świątecznego Plucia

W Polsce nawet chleb smarujemy polityką. To głupie ale nasze i nikomu nie pozwolimy osuszyć tego bagna. W dniu dwudziestego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Polska znów stanęła na brzegach mariańskiego rowu. Głęboko, niby nic nie widać ale czuć smród i słychać bulgot niezadowolonych.

"Dogmat o nieomylności i świętości Owsiaka jest dogmatem heretycko-schizmatycznym" - pokrzykiwał w RMF specjalista od herezji politycznej Joachim Brudziński. Dlaczego z kolegami z PiS nie przegonią antychrysta Owsiaka i sami nie zaczną zbierać na sprzęt do szpitali? "My jesteśmy politykami"! Słusznie, Brudziński nie powinien opuszczać Olimpu, bo mu ktoś zje dojrzałe winogrona i odkorkuje ulubione wino.

Owsiak ma jednak problem, bo nie lubi rozmawiać o pieniądzach fundacji. Szlag go trafia, kiedy ktoś pyta ile kosztuje obsługa WOŚP i Woodstocku. A nie są to małe pieniądze. Dziennikarz TVN CNBC Rafał Hirsch rozlicza na swoim blogu ostatnie sprawozdanie finansowe orkiestry: przychody 41,817 mln PLN; koszt finału Orkiestry to 1,717 mln zł; koszt Przystanku Woodstock to 1,933 mln zł; koszt finansowy - strata w funduszach inwestycyjnych - 1,612 mln zł. Razem koszty funkcjonowania tej maszyny to 5,556 mln zł - 13,29% przychodów. Czyli - wylicza Hirsch - sto złotych do skarbonki to 86,71 zł na ratowanie polskiej służby zdrowia ale 4,11 zł na organizację finału ze światełkiem do nieba oraz 4,62 zł na organizację Woodstocku. WOŚP w 2008 straciła w funduszach inwestycyjnych 1,6 mln zł - słowem ze stu złotych w skarbonce 3,85 zł przepadło na rynku kapitałowym.

Ale czy to jest argument za słowami Brudzińskiego i jemu podobnych? Nie. Rozsądna większość, która nie karmi swoich ideologii fobią nowoczesności woli stracić 12,58 zł na zbytki ale dawać komuś życie niż pojękiwać bez zysku.



Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

12/30/2011

Dystans. Łapmy go

Honor prezesa sięgnął bruku. Specjalista od tekstów na tym poziomie pismo "Super Express" ma przeprosić Jarosława Kaczyńskiego za sugestię, że mogą u niego występować "dysfunkcje psychiczne". Rozumiem to oburzenie. Oryginalność prezesa polega na tym, że zawsze jest w mowie i piśmie krok przed wszystkimi. Dlatego zarzucanie mu ułomności, na którą cierpi każdy z nas jest pospolityzowaniem jego osoby. To dopiero powinno być karane. 

Poważniejąc na chwilę, prezes oburzył się na media i udające je tabloidy, że cytują decyzję sądu o wysłaniu go na badania psychiatryczne. Kaczyński grzmiał, że to skandal, politycy się tym krzykiem przejęli i sędziowie postanowili nie drażnić lwa. Wycofali się z badań. Dziś sąd uznał, że samo mówienie o sprawie naruszyło dobra osobiste prezesa, że tytuł: "Czy zostanie on zamknięty w psychiatryku?" miał służyć jedynie sensacji. Mam mieszanie uczucia. Sam bym się przebadał ale boję się wyniku. W tym sensie rozumiem prezesa. 

Piszę o tym nie z miłości do znęcania się nad Kaczyńskim. Ja się z nim nawet zgadzam. Nie ma bardziej prawdziwego Polaka niż on. Kiedy zmierzymy brak dystansu do siebie. W „Ciotce Julii i skrybie” wszystko, co albańskie jest złe. Od prowadzenia samochodu po prowadzenie się. Llosa tak pisze scenariusz radiowej opery mydlanej, żeby zakurzyć Albańczyków. Polacy byliby lepszym celem. Za zniewagę posłalibyśmy wojsko do Peru żeby wybić współbraci pisarza, jak przystało na prawdziwych Polaków. A z Albańczykami nuda.

Brak dystansu do siebie jest naszym największym grzechem. Sam Janusz Głowacki, który uważa, że bycie Polakiem oznacza konieczność dopieprzenia Ruskim i wyjścia z grupy na mistrzostwach Europy, nie poprawi nam tej beznadziejnej statystyki. Czytam w malignie zaległą rozmowę z Edwardem Dwurnikiem, który z niezwykłym rozsądkiem przyznaje w DF, że komercja jest mu potrzebna, że to rodzaj ćwiczeń, że komercję też trzeba umieć uprawiać. Trzyma w domu dwa tysiące obrazów, bo to jego opoka, to daje mu wolność i pozwala być bezczelnym. Czytam zaległe wspomnienie o Adamie Hanuszkiewiczu. W latach sześćdziesiątych miał taką rozmowę. Przyszedł aparatczyk z KC: "Objechałem poligony letnie Wojska Polskiego, wszędzie pytałem o Teatr Telewizji. Opinia Wojska Polskiego brzmi - to elitarny teatr, dla wojska niezrozumiały. Co wy na to?". "Kształcić żołnierzy" - odpowiedział Hanuszkiewicz.

Uczmy się dystansu. Mamy cały rok.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

12/03/2011

Patriotyzm uber alles!

Są chwile, kiedy nie wolno się wstydzić łez. Są sytuacje, kiedy brak wzruszenia powinien być karany stryczkiem. Pewnego ciepłego listopadowego dnia, kilkuletni blondwłosy patriota z Marcinkowic wyrecytował prezesowi w czasie lekcji:

Pamięć nie poległa, świat się dowiedział
tamtym momentem, gdy runął samolot z polskim prezydentem.
Wierny ideałom nie szukał uznania,
choć nie od jednego doznał opluwania.
My tu pamiętamy na skwerze katyńskim
o tych co zginęli, o Lechu Kaczyńskim.
Chcemy poznać prawdę, niech Bóg dopomoże -
panie prezydencie, panie profesorze.
Serdecznie witamy cię panie premierze
parlamentarzystów w twojej obecności,
co stoją na straży prawa i sprawiedliwości.
Jesteś mężem stanu, bronisz naród z troską,
żeby nasza Polska zawsze była Polską.

Było tak nowocześnie, że prezes pękł z zachwytu. Dlaczego ten jeden chłopiec wykazuje więcej zrozumienia niż miliony dorosłych Polaków. Gdzie ich dojrzałość? Kiedy doszedł do siebie odpowiedział bez rymu:

Trzeba zadać pytanie, co łączy Józefa Piłsudskiego,
jego legionistów, tych, którzy zginęli w Katyniu
i tych wreszcie, którzy zginęli w Smoleńsku.
Różne czasy, różne okoliczności, różna sytuacja,
ale jeden element wspólny - służenie ojczyźnie, patriotyzm.

Lubię ludzi z fantazją ale boję się ludzi z fantazją ułańską. Prezes PiS przekonuje, że Polska demokracja jest w likwidacji ale ma nadzieję, że on to zatrzyma. Wskrzesi Kasztankę marszałka Józefa i przestraszy nią Niemców. W rocznicę stanu wojennego Kaczyński zaprasza na marsz niepodległości. Mówi: sądzę, że bardzo wielu Polaków nie chce tego, żeby polska niepodległość była znów incydentem. Słowem patriotyzm uber alles!


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

11/17/2011

Niech was pochłonie

Nawet w świętowaniu jesteśmy nieporadni. Zawsze waciak przed garniturem. Zniszczenia przed budowaniem. Do tego bylejakość w hasłach i gestach. Zawsze amatorstwo. Jesteśmy podróbką demokracji. Rozsądna większość znów przegrała z garstką oberwańców, którym zamarzyła się wielka rozpierducha. Ale jaki mózg, takie pragnienia.

Nie rozumiem po co we współczesnym świecie manifestować niepodległość. Dlaczego robić wolne, by obskurne typy na co dzień wysikujące tanie piwo w blokerskich śmietnikach, mogły odświętnie zniszczyć miasto? W takich sytuacjach zdrowy rozsądek stoi na głowie. Państwo przegrywa z grupką znudzonych troli, którzy w demolce widzą swoje zbawienie.

Te kilka zdań przed nami to fragment strony internetowej jednego z kiboli: „było, że tak powiem – hucznie :-). Liczby incydentów nie sposób przybliżyć i całościowa relacja z 11.11.11 jest mało możliwa (...). Tak jak się spodziewałem – w Stolicy była wojna, a psy znowu nie panowały nad niczym. Nastroje są bardzo pozytywne. Podsumowując: mimo kilku irytujących rzeczy (z bezsensownymi bieganinami na czele, które skończyły mój dobry humor tego dnia) – 11 listopada jak najbardziej udany. Liczba, klimat, jedność ekip… To przejdzie do historii. Szacunek dla obecnych ekip spoza Warszawy i oby do zobaczenia na innych tego typu wydarzeniach”.

Zdrowy rozsądek podpowiada, że w obliczu zagrożenia ze strony takich ludzi, trzeba zbudować mądrą jedność i nie dać hołocie wygrać. Ale jak to zrobić kiedy kibolem okazuje się nawet dotychczasowy kolega po piórze. Na stronie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich ogłoszono felieton Krzysztofa Kłopotowskiego kończący się następującym zdaniem: „jako krytyk filmowy doszukuję się w obrazach głębszego sensu. Płonący wóz TVN obok pomnika Romana Dmowskiego w dniu Święta Niepodległości wygląda mi na ofiarę z łupu zdobytego na wrogu i złożonego na ołtarzu ojca narodu w rocznicę triumfu. Niech ten obraz zostanie z wami, koledzy z TVN. Niech da wam do myślenia. I niech was pochłonie”.

Aż chce się w geście czułości odpisać mu płoń twoja mać.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

11/01/2011

Okno bielańskich kamedułów


Dorosłe dzieci

Ciekawy konkurs. Kto jest lepszym listokletą w PiS? Prezes zdolności epistolograficzne przejawiał już w czasach sprzed prawa i sprzed sprawiedliwości. Świecką tradycją w Porozumieniu Centrum było, że Kaczyński pisał, a wyznawcy mieli obowiązek spijać atrament z papeterii szefa. Współcześnie wiceprezes Ziobro uwierzył, że tylko szelest jego pióra może konkurować z hukiem trąb jerychońskich. Wysłał. A Żoliborz, inaczej niż Jerycho, stoi jak stał.

Mam zasadę najpierw czytać, później pisać. Tak jest wiarygodniej. Wśród zaległych rozmów w „wysokich obcasach” miałem historię dorosłych dzieci, którzy posługują się niedojrzałymi mechanizmami obronnymi. Jako jeden z nich psycholog Zofia Milska-Wrzosińska wymienia zaprzeczenie, czyli twierdzenie, że jest zupełnie inaczej, niż jest. Dwuletni chłopczyk mówi do siedmioletniego brata, na którego jest zły: 'A ja jestem duży i zaraz cię okropnie zbiję'. Gdzie tu Ziobro, gdzie Kaczyński? Wszędzie! Proszę spojrzeć na podobieństwa.

Dziś Ziobro pisze prezesowi: „apeluję do Pana o uspokojenie sytuacji w Prawie i Sprawiedliwości. Personalne ataki na mnie nie mogą zastąpić rzetelnej dyskusji o tym jak powinniśmy zmieniać się, aby zwyciężać. Z tymi, którzy obwołują mnie wrogiem, wciąż jestem gotów współpracować. Zachowanie jedności ale i pozytywne zmiany w partii są warunkiem wyborczego zwycięstwa”. Przed rokiem prezes napisał do wszystkich Ziobrów w partii: „mamy prawo i mamy obowiązek zewrzeć szeregi z całym zdecydowaniem, łącząc potrzebę dyskusji z potrzebą jedności, i zabiegać o to, żeby przyszłe wybory były dla nas zwycięskie. Członkowie klubu parlamentarnego PiS i inne osoby z naszej partii zajmujące eksponowane stanowiska muszą wybrać lojalność lub pójść własną drogą”.

Nie ma sensu pytać o finał sprawy Ziobry. Przegra. Wysłał prezesowi dwa nagie miecze i choć odrobina nagości jeszcze nikomu nie zaszkodziła, w PiS rządzi czysta pruderia.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24 

10/23/2011

Mocni w amnezji

Emocjonalnie Palikot zastąpił Kaczyńskiego. Dziś potępienie Ruchu Poparcia wywołuje takie same reakcje, jak pochwała Prawa i Sprawiedliwości. Ich wyznawcy mają pewnie wspólnego dilera. Ale i samych guru wielu łączy. Obu można tylko wielbić lub potępiać. Żaden publicznych emocji nie studzi. Obaj grają za maksymalną stawkę.

Można napisać: wreszcie trafił swój na swego. Ale różni ich reakcja na krytykę. Kiedy Kaczyński wyrzuca, Palikot przyjmuje. W PiS wystarczy jedno „be” by wynosić z partii karton z zabawkami. I jednocześnie trzeba nieźle sponiewierać Palikota, żeby zauważył, pochwalił i publicznie przytulił.

Wielu w tych dniach wielbi Tadeusza Cymańskiego, bo jego pierdołowatość tak szczerze wybrzmiała. W ponoć nieautoryzowanej rozmowie z wprost.pl mówi: autorytaryzm i brak samokrytyki gubi moją partię. (...) Poziom wazeliniarstwa doszedł do stanów ekstremalnych i już się przelewa. (...) Bardzo szanuję Kaczyńskiego, to nieprzeciętny i wybitny polityk, ale to autokracja i dyktatura. (...) Prezes jest cwany, on się w takie rzeczy nie bawi, ma od tego swoich pachołków. Lubię taką niechcącą prawdę w ustach polityków.

U posła Kopycińskiego też. Jeszcze przed sekundą w SLD, dziś u Palikota. Jeszcze 24 dni temu mówił: Palikot to wysłannik premiera i w sposób nieuprawniony chce zagarnąć elektorat SLD. (...) Palikot nigdy nie miał nic wspólnego z poglądami lewicowymi. Nagle próbuje oszukać elektorat. Nie jest sztuką wieszać się na krzyżu, sztuką jest coś robić. A Palikot nie zrobił nic. (...) Wielokrotnie widzieliśmy jego występy z wibratorem, świńskim ryjem. To się może komuś podobać, ale praca w Sejmie polega na czymś innym.

Dziś po 576 godzinach Kopyciński mówi, że się pomylił a Palikot nazywa go „człowiekiem wielkiego serca i wielkiej ideowości”. Przyznaję, że po wystąpieniu Cymańskiego, Kopycińskiego, Palikota oraz mając w pamięci sądy nad Dornem, Kowalem, Poncyliuszem, Rostkowską, miałem ochotę zapalić ale ostatni samolot do Amsterdamu był przeładowany. Zostało mi wybrać hasło wieczoru: sadzić, palić, zalegalizować czy wielbić, chwalić, beatyfikować?


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24 

10/13/2011

Żyd wyborczy

Przegryzam się przez 1111 stron biografii Freuda. Abstrahując od dość luźnego traktowania 0,05 procentowego roztworu kokainy dla hamowania kołatania duszy, miał tych samych pacjentów, co ja. Moi jednak ostatnio przedawkowują.

W sanatorium Freuda w Oberdobling było sześćdziesiąt osób. Wszyscy z bogatych rodzin. Dwóch miało książęce tytuły. Jeden z nich był synem Marii Luizy, żony Napoleona. Ci arystokraci, myślał Zygmunt, prezentują się żałośnie. To były przypadki od wczesnego kretynizmu do otępienia. Moi wyborczo nadaktywni poranni pacjenci są w linii prostej wnukami prawnuków Marii Luizy. Piszą tak.

Szalom Kuźniar. Przecież wygraliście. A Ty nadal jadem z ekranu plujesz. Co w Tobie siedzi? Moja babcia - jak myślę z czystej sympatii do Ciebie - zastanawia się czyś nie jest nieślubnym synem Niesiołowskiego. Pewnie coś w tym jest, bo zacietrzewienie i dowcip na tym samym poziomie. I te wredne oczęta...

Czytaj gogusiu, ja mam do ciebie prośbę. Zdejmij gacie na wizji i zwal sobie konia, jeśli nie jest obrzezany.

Twoje państwo POlicyjne mnie nie namierzy! Wstyd cipo wstyd!

Staram się nie patrzeć w TV jak Ty gadasz, ale dzisiaj jakoś mi się zerknęło. Wiesz,że masz paskudne wredne ślepia? Myślałem,że tylko charakter. I chyba już wiem dlaczego jesteś tak stronniczy. Panie Kuźniar, czy chodzi o to, że jest Pan Żydem? I tylko zachodzi pytanie... czy to kompleks, czy mania wyższości?

Nie pomoże Panu nawet wazelina, która jak widać na przykładzie PO, służy Panu do jednego tylko celu. To miejsce gdzie wchodzi Pan Tuskowi jest już tak rozorane, że tylko pozbawieni jakiegokolwiek erotycznego smaku pchają się tam bez umiaru.

Co wybory jestem albo Żydem albo pedałem. Czasem nawet wash and go, czyli „ciotą z Tel Awiwu”. Jeśli już mogę wybrać - wolę nos Woodego Allena. Spotykamy na swojej drodze tych samych potrzebujących. Jak mantrę powtarzają: to, że jestem paranoikiem, nie znaczy, że świat nie sprzymierzył się przeciwko mnie.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24 

Warto? Nie

Przedwyborcze delirium zabija zdrowy rozsądek. Stan, który pozwala widzieć na trzeźwo rzekę szalonych pomysłów, masek, zmiany poglądów i płci. Stan, który bez kaca pozwala powiedzieć - nie będę głosować. 

Ryszard Bugaj: „zostaję w domu i nie będę głosował. W moim przekonaniu już najwyższy czas, aby ludzie wstrząsnęli politykami i nie poszli na wybory. Zabetonowanie sceny politycznej sprawia, że jesteśmy na dobrej drodze do powtórzenia scenariusza włoskiego: najpierw ogromne zniechęcenie, a potem ludzie znikąd biorą wszystko".

Katarzyna Nosowska: „politycy nie mają co liczyć na moje wsparcie. Szkoda mi ludzi, którzy się w to angażują, polityka jest jak jezioro z zatrutą wodą. Wszyscy, którzy jej zakosztują, muszą zachorować. (...) W skali istnienia świata i tego, że wszyscy umrzemy, nic nie ma znaczenia, nawet frank...”

Kazik Staszewski: „ostatnio na fali paniki histerycznej pobiegłem i dałem głos na PO, czego żałuję, ale bardziej tego, że dałem, niż tego na kogo. A może jednak po równo. Kilka natomiast razy wcześniej głosowałem na różnych z UPR. Potem się dowiedziałem z ust tego czy innego autorytetu, że mój głos jest w zasadzie głosem zmarnowanym. No to wolę go marnować w przyjemniejszy sposób, niż stojąc w kolejce do urny wyborczej”.

Zbigniew Hołdys: „Nie mam zamiaru brać w takim czymś udziału i nie wezmę udziału w żadnych wyborach aż do końca świata, chyba że zostanie zmieniona ordynacja wyborcza na przyzwoitszą”.

Dziś w modzie jest zachęcać. Dziś w klimacie jest straszyć. Od Wojewódzkiego do Komorowskiego grożą mi, że jak poprę Kaczyńskiego skończę w piekle, a jak w ogóle się z domu nie ruszę powinienem oddać obywatelstwo. Takie zbiorowe walenie w wyborczy dzwon Zygmunta to zabobony. Lubię być niemodny.



Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24 

9/23/2011

Matolstwo w kampanii

Kampania to nie czas na szczerość. Ale też chyba nikt jej nie oczekuje. „Co się z panem dzieje?”, nawrzeszczał na mnie w mailu widz z Krakowa. „Jak Pan śmie kpić z premiera, że je śniadanie na wsi; jak Kaczyński wpieprzał chleb w piekarni to słowem pan nie pisnął!”. Odkąd pracuję ulegam jedynie zdrowemu rozsądkowi. Ale jego też nikt dziś nie oczekuje.

Tusk matole twój rząd obalą kibole - z tym głębokim przesłaniem idą na wybory bandyci, którym zabrano zabawki. Bełkoczą, że nie widzą różnicy między Polską a Białorusią. Rzeczywiście bezszyjne kręgowce, które pod szyldem kibicowskich stowarzyszeń urządzają sobie mordobicia, handlują narkotykami i straszą ludzi swoimi facjatami zachowują się jak ludzie Łukaszenki na wiecach opozycji. Zacytowałem list widza, bo te wybory to znów walka o prawdę Kaczyńskiego lub Tuska. Spotkanie Legii z Polonią, Widzewa z ŁKS, Cracovii z Wisłą. I to widać po wzroście plugawości w sieci i jakości rozmów na ulicy. U nas wybory to zawsze ustawka.

Prosty przykład. Kibic, student KUL (boskie połączenie) dostaje wyrok ośmiu miesięcy ograniczenia wolności. Ma pracować społecznie, bo nazwał Tuska ćwokiem. Wysoka kara za czułość. Sędzia stwierdził, że każdy ma prawo mówić, co chce ale są jeszcze takie prawa jak cześć, godność, szacunek. Gdyby tak było sędziowie nie wychodziliby z pracy. Gdyby trzymać się logiki sędziego pół internetowej Polski musiałoby zamiatać ulice. Kibice Tuska i Kaczyńskiego walczą ze sobą o skalę ćwokowatości rywala nieustannie. I to bez wyroku!

Precz z POlszewicką mafią. Donald matole, twój rząd obalą kibole.

Platforma Odbytbelska.

Nikt normalny nie krytykowałby naszego wybitnego Słoneczka Peru. Przecież ten premier to ĆWOK.

Co za sędzia - bęcwał.

W jaki sposób "ćwok i prostak" jest ubliżające? Chyba, że student kłamał.

Jak szkopy nazwały Kaczyńskich kartoflami to Donaldowi gęba się śmiała, buc jeden.

A jak ćwoka nazwać ćwokiem, żeby to nie była obraza?*

Oto dowody na szambiarskie inklinacje polskiego Internetu. Prezes Kaczyński zaklina, że jeśli chodzi o walkę z kibolami to nie ma mu równych. Zatrzymywać trzeba ich jednak nie w święta patriotyczne, bo tak ładnie potrafią manifestować. I nie za policzkowanie piłkarzy, bo to przecież demokratyczne głosowanie na NIE.


* www.sportfan.pl


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24