2/17/2013

Wschód








































jakuck, moskwa
bez różnicy w cenie życia
różnica w podejściu do niego
stolica pokazuje pieniądze
jakuck je pokornie zarabia
wyjazd na syberię miał dać
odpowiedź na pytanie jak niszczy -50
odpowiedź brzmi tak, jak wrzątek
syberyjskie mrozy uczą pokory
nie wiem jak przeżyli je niektórzy mieszkańcy łagrów

2/05/2013

Po pięćdziesięciu latach rozmów. Po pięćdziesięciu tysiącach wywiadów. Czas na was! Tak napisał niedawno do swoich widzów Larry King. Prowokacyjnie, bo przecież nie odchodzi z telewizji, choć nagrywa już tylko dla Internetu. A mógłby to wreszcie rzucić - w tym roku skończy 80 lat. Mimo wieku jest wciąż w świetnej formie. Każdy może pytać, ale tylko King potrafi tak słuchać. Piszę to z zazdrością.

Nie wiem jak to się robi, żeby w tym zawodzie być tak długo, tak dobrym. Jak nie oszaleć? Jak się nie poddać? Jak nie odejść przed czasem? Zdaję sobie sprawę, że każdy ma swój moment „dość”. Piotr Kaczkowski kiedy był moim szefem w Trójce mówił - jak nie dotkniesz, nie będziesz miał prawa opowiadać o tym słuchaczom. Jak nie zobaczysz - nie będziesz wiarygodny. Byłem gówniarzem kiedy wypowiadał te słowa. Mieliśmy na rozmowę tyle, ile trwał najdłuższy wtedy utwór King Crimson.

Dziś wiem lepiej, że ta praca bez podróży na dłuższą metę nie ma sensu. Jutro wspólnie z Tomaszem Wasilewskim z TVN Meteo ruszamy pociągiem przez Mińsk, Smoleńsk do Moskwy a w piątek samolotem do Jakucka. Po mróz, spokój, ciszę, ludzi. Na końcu świata ma być w tych dniach od minus 51 do minus 48 stopni. I zamiast mrozić - cieszy mnie ta wyprawa. Ucieczki są najważniejsze.

1/27/2013

Lista chwały inaczej

Mówić głupoty jest rzeczą ludzką. Ale bredzić z mównicy sejmowej to umiejętność wybranych. Posłanka Krystyna Pawłowicz wiele razy dała się poznać jako pisowska retoryczna żyleta. W sprawie związków partnerskich postanowiła się jednak doszlifować. Wyszło na to, że ostrzenie języka stępia umysł.

To jej słowa: "zjawisko związków jednopłciowych jest sprzeczne z naturą, projekty są sprzeczne z konstytucją, zmierzają do jej obejścia, są szkodliwe, niesprawiedliwe, naruszają zasadę równości, prawo do intymności, ekshibicjonistycznie pozwalają obnosić w przestrzeni publicznej skłonności seksualne, czyli naruszają poczucie estetyki i moralności większości Polaków”. Na sali sejmowej w czasie dyskusji o wyzwaniach nowoczesnego państwa było ledwie kilka osób z 460, którym płacimy co miesiąc żeby byli łaskawi wpaść na Wiejską. To pokazuje nie tylko ich stosunek do państwa ale też do problemów, które wyraźnie ich przerastają. Cytuję słowa posłanki PiS, bo maski Pawłowicz włożyło w głosowaniu 46 posłów Platformy Obywatelskiej. Ich niezrozumiały strach sprawił, że wybory 2015 roku będą niezwykle intrygujące.

Ten akapit warto wydrukować i zabrać na głosowanie: Achinger Elżbieta, Adamczak Małgorzata, Arkit Tadeusz, Arndt Paweł, Biernacki Marek,  Bobowska Joanna, Borowiak Łukasz, Brzezinka Jacek, Budnik Jerzy, Cycoń Marian, Czerwiński Andrzej, Fabisiak Joanna, Gadowski Krzysztof, Gąsior-Marek Magdalena, Głogowski Tomasz, Godson John Abraham, Gowin Jarosław, Grad Mariusz, Gut-Mostowy Andrzej, Hoppe Teresa, Kaczor Roman, Kania Andrzej, Kosecki Roman Jacek, Kozdroń Jerzy, Koźlakiewicz Mirosław, Lamczyk Stanisław, Mężydło Antoni, Miodowicz Konstanty, Mroczek Czesław, Oświęcimski Konstanty, Pępek Małgorzata, Pietrzczyk Lucjan Marek, Plocke Kazimierz, Pluta Mirosław, Raczkowski Damian, Radziszewska Elżbieta, Raniewicz Grzegorz, Raś Ireneusz, Saługa Wojciech, Sibińska Krystyna, Siedlaczek Henryk, Staroń Lidia, Tomański Piotr, Tomczak Jacek, Ziemniak Wojciech, Żalek Jacek.

Od teraz „lista 46” powinna być w Polsce synonimem niedotrzymanych obietnic. Związki partnerskie to nie miała być zgoda na legalizację adopcji dzieci przez gejów. Związki partnerskie to nie miała być prawna akceptacja małżeństw osób tej samej płci. Związki partnerskie to nie miała być legalizacja dewiacji, jak to przedstawiało wielu. Związki partnerskie to miało być pozwolenie na normalność dla homo ale i heteryków, którzy bez ślubu chcą wiedzieć jak się czuje ich ranny partner, chcą zdecydować o jego pochówku, chcą go chronić w czasie  zeznań, chcą dziedziczyć po sobie jak po żonie lub mężu, wreszcie chcą się wspólne rozliczyć z fiskusem. Pięć strasznych rzeczy!

Ktoś, kto nie potrafi zatrzymać zmieniającego się świata, musi albo pokonać swoje uprzedzenia albo zmienić zawód.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

1/20/2013

Nowak: bądź aniołem, jak ja

Porozmawiajmy jak morderca z mordercą. Nie udawaj, Czytelniku, że to nie do ciebie. Obowiązkowe 50 km/h w mieście, jechałeś szybciej? Przecież mówię - morderca. Jak to - nie zabiłem?! Moralnie jesteś katem niewidzialnego pieszego. Nie miej pretensji do mojego języka - w narożnikach pełnych ciał naszych rzekomych ofiar rozstawił nas minister transportu. Sławomir Nowak (PO) wspiął się ostatnio na wyżyny hipokryzji i widać, że mu tam dobrze.

„Mam olbrzymią rzeszę tych, którzy mnie popierają ale ona jest na cmentarzach i nie zabierze już w tej sprawie głosu”, mówi Nowak w najnowszym tygodniku WPROST. Szkoda, chętnie bym skonfrontował ich opinie z jego propagandą. Czy zabiła ich prędkość? Przejście w niedozwolonym miejscu? Pijany kierowca? Źle odśnieżona droga? A może szli poboczem nieoznakowani? W każdej wypowiedzi Nowak stara się ostatnio pokazywać swój nowy anielski płaszcz. Ale jest niewiarygodny, bo uczepił się prędkości i zagłusza nią wiele innych obiektywnych przyczyn wypadków.

Statystyki mówiące o zabitych i rannych na drogach są ułomne, bo nie zawierają tak ważnych i decydujących informacji jak rodzaj trasy, pogoda, stan techniczny samochodu, umiejętności kierowcy, zachowanie innych uczestników ruchu, pora dnia, jakość nawierzchni, etc. Minister o tym nie wspomina, bo to propagandowo źle brzmi. Może sugerować, że stanowczość i surowość jego opinii jest nie tak stanowcza i surowa jakby chciał ją widzieć w telewizji. Trochę tak, jakby szeryf zdjął kapelusz, a tam łysina.

Rządowi idącemu na wojnę z drogowymi piratami pomyliła się kolejność. Najpierw zapisali w projekcie budżetu 1,5 mld wpływów z mandatów, a później ogłosili swoją wielka troskę o milczących zwolenników Nowaka z cmentarzy. Nikt rozsądny nie brnąłby w to. Ale oficjalna propaganda głosi: wszyscy ministrowie są za akcją „zero złotych z mandatów z fotoradarów”. Hipokryzja w najczystszej postaci! Te 1,5 mld to kwota identyczna do tej, jaką rząd uwolni w 2013 z Funduszu Pracy na walkę z potężnym bezrobociem. A więc nie mało, a więc ich brak będzie dla budżetu kłopotem. Jeśli skarbonki Nowak&Rostowski zawiodą, komu trzeba będzie zabrać?

To jest bardzo ważna wojna, bo Nowak nie działa sam - jako drogowy anioł ma błogosławieństwo szefa rządu. Panowie jednak źle zaczęli dyskusję. Nikt z przeciwników ratujących budżet państwa i gmin żółtych skrzynek nie jest zabójcą, który przekracza prędkość na dobrej trzypasmowej drodze, bo taki ma plan. Jeździmy szybciej, bo nie rozumiemy powodów, dla których ktoś nagle zabrania zabijać komary i stawia ograniczenie do 70. Wiadomo, owady nie znoszą większych prędkości, bo nie nadążają z ucieczką. Premier Tusk mówił przed wyborami o Kaczyńskim: „tylko facet bez prawa jazdy może wydawać pieniądze na fotoradary”. Dziś udowadnia, że tylko facet, który ma kierowcę może tanio zmienić zdanie.
 
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

1/06/2013

Bondowie znad Wisły

Przerażenie miesza się we mnie z przejęciem. Przeczytałem notatki z sali sądowej procesu doktora Mirosława G. Prowadziła je dziennikarka, osoba, do której mam pełne zaufanie. To zeznania świadków. Ich lektura odbiera mowę ale pozwala zrozumieć, co miał na myśli sędzia Tuleya mówiąc o CBA z czasów pisowskich: „taktyka organów ścigania może budzić przerażenie; skojarzenia z przesłuchaniami w czasach stalinowskich”.

Sędzia mówił o Ziobrze i Kamińskim: „osoby piastujące najwyższe stanowiska w państwie stawiały zarzuty, nie znając materiału dowodowego". I wyraźnie wskazywał: "polityki karnej państwa nie można postawić ponad prawami i wolnościami obywateli". Nie rozgrzeszam doktora G., nie wszystkie zarzuty zostały obalone, dostał wyrok. Ale zachowanie służby specjalnej jakie wyłania się z zeznań świadków każe tę służbę otrzeźwić. Ziobro mówi dziś o „gorącej głowie” sędziego, a zapomina, że to on czerpał garściami z nagrań CBA, na których inni ludzie udawali zatrzymanych, żeby wszystko dobrze sprzedało się w TV.

W tej sprawie nikt świadkom nie wyrywał paznokci ani nikt ich nie podtapiał ale sędzia Tuleya mówi w TVN 24, że nie przesadził, że podtrzymuje swoje słowa. Nawiązuje do zaprotokołowanych zeznań jednego ze starszych świadków, któremu zeznania CBA w Alejach Ujazdowskich skojarzyły się z zeznaniami z czasów okupacji w Alei Szucha. Zapewne chodzi o L. K. 82 lata. Jak przeczytałem w dziennikarskich zapiskach to „człowiek przedwojenny - jak sam siebie nazwał, inżynier, akowiec, uczestnik Powstania Warszawskiego. Na salę sądową nie był w stanie wejść o własnych siłach. Wnosiła go wnuczka i straż sądowa. Nie pamięta gdzie był przesłuchiwany, wozili go w różne miejsca, "stracił orientację we własnym mieście". Agenci pokazywali mu nagrania w laptopie, ale on nic nie widział, bo ma uszkodzony po udarze nerw wzrokowy. Rozpłakał się w sądzie. W CBA, jak zeznał, grozili mu, że jak się nie przyzna, to zostanie zatrzymany na 48 godzin. "Straszyli mnie aresztem wydobywczym". Obiecali, że jak podpisze, że dał łapówkę, to go wypuszczą. "Nie wiedziałem czy ja jeszcze wrócę do domu".

Wszystko, co zeznali świadkowie zostało zaprotokołowane i jest w aktach sprawy. Jak choćby ten fragment zeznań świadka o inicjałach A.G, lat 67. W dziennikarskich zapiskach czytam: „zabrana z domu na przesłuchanie 10 lutego (dwa dni przed zatrzymaniem dr G.). Przesłuchiwana od 22 do 2 nad ranem. Bardzo się bała, "byłam przerażona”, zeznała. Twierdzi, że CBA wymusiło na niej zeznania. Mówili "wszyscy się przyznali, to pani też powinna", "jeśli panią zatrzymamy, to mąż zostanie w szpitalu sam". Zabronili jej mówić komukolwiek o przesłuchaniu. Mąż A.G. zmarł 14 lutego (dzień konferencji CBA). Po jego śmierci została zabrana do CBA na kolejne przesłuchanie - też w nocy”.

Wybrałem dwie historie, które wstrząsnęły mną najbardziej. Jest ich znacznie więcej - słychać w nich płacz dzieci i przerażenie dorosłych, są intymne pytania i państwowy podryw „dla dobra sprawy”. Ten felieton to nie stawanie w obronie sędziego, on sam odpowiada za swoje słowa. To pytanie o granice szaleństwa i wszechwładzy służb specjalnych. Ich możliwości lub ograniczenia powinny wynikać z prawa a nie nazwiska szefa.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

12/02/2012

Strzał w stopę

To scenariusz na horror! Jarosław Kaczyński uratuje Janusza Palikota od politycznej samobójczej śmierci. Palikot zapowiedział, że od połowy grudnia, dnia zabójstwa prezydenta Narutowicza, będzie kulturalnym politykiem. Przez kilka miesięcy chce zmieniać jad w miód. Musi zapomnieć o słowach „katolicka ciota”, „Hannibal polityki”, „cham”, „pijak Kaczyński”. Będzie mu niezwykle trudno. Błyskawicznie okaże się to niewykonalne.

Szczególnie, że miłość jego największa 13.12.2012 wyprowadza ludzi na ulicę. Pod hasłami: „wolność w Polsce jest zagrożona, z solidarnością jest źle, a niepodległość jest kwestionowana” Jarosław Kaczyński chce stanąć w centrum Warszawy i wołać, by lud poszedł z nim podpalić lont zmian. „Musimy mobilizować Polaków, żeby NIE było coraz głośniej słyszane, byśmy mogli stworzyć taką siłę, która pewnego dnia będzie realizowała inny wielki projekt dla naszego kraju”, mówi Jarosław Kaczyński stojąc obok Jana Pietrzaka. Ale to nie kabaret. To polskie perpetuum mobile, które pędzi na złamanie karku - naszego lub ich.

„Wziąłbym tuzin redaktorów Gazety Wyborczej, dwa tuziny pracowników drugiej gwiazdy śmierci, TVN, nie wspominam o etatowych zdrajcach i sprzedawczykach. Jeżeli się tego nie rozstrzela, co dziesiątego, to znaczy, że hulaj dusza, piekła nie ma” - brzmią słowa reżysera Grzegorza Brauna. Dostał za nie brawa. Prokuratura od tygodnia bada czy reżyser nie złamał prawa. Decyzji wciąż brak. Przecież nie rozdał broni, nie kupił nabojów. To powód by go ucałować, a nie zdzielić.

Piszę patrząc na „postanowienie o umorzeniu dochodzenia” we własnej sprawie. Marek K. kierował wobec mnie groźby karalne. Postępowanie przygotowawcze ustaliło, że „jest to człowiek, który od kilku lat cierpi na zespół depresyjny w związku z czym odczuwa różnego rodzaju lęki i zaburzenia zachowania”. Kiedy zapukała do niego policja „wyraził skruchę i przyznał, że groźby skierowane wobec dziennikarza Kuźniara wynikały z jego głupoty i dużej ilości wolnego czasu”. Ponoć „nigdy nie traktował gróźb poważnie i nie miał zamiaru ich realizacji”. Pani prokurator odezwała się w końcówce ważnego dla niej statystycznie miesiąca, grzecznie sugerując, żebym zakończył sprawę.

Cytuję, by wykazać jak absurdalny jest pomysł ministra Boniego, który chce rządowego zespołu, który zajmie się sieciowymi wymiocinami. Zgadzam się z nim, że „ogłuchliśmy na słowa nienawiści" ale największe zagrożenie jest w tym, że słowa tracą znaczenie. Kiedy groźba zabójstwa jest traktowana jak grożenie palcem trzeba silnej prokuratury, a nie cenzury.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

11/22/2012

Ty też możesz być Brunonem

Zamachu nie było ale wciąż 90 procent użytkowników polskiego Internetu ma na imię Brunon. Niedoszły hurtowy morderca z Krakowa to grzeczny sąsiad, ojciec dwójki dzieci, mąż żonie, pracownik naukowy, wzór studentom. Zwykły do bólu, a jednak chory. „Płoń i toń szmato z PKO” przeczytałem pod apelem Szymona Majewskiego, żeby pomóc mu unicestwić bandytów, którzy kradną jego prywatność na zgliszczach mieszkania. Napisał tak Mateusz Gerke, były student geoinformacji na UAM w Poznaniu, dziś żyjący w stolicy Chile, szczupły młody mężczyzna o rudych włosach, chwalący się w sieci swoim związkiem z piękną mieszkanką Kołobrzegu. Zwykły do bólu, a jednak chory.

Co chcę osiągnąć takim pisaniem? Niewiele. Chciałbym otworzyć oczy tym, którym się wydaje, że sprawa terrorysty z Krakowa albo szalone ataki na Macieja Stuhra, bo zagrał nie taką rolę, jaką sobie polska tłuszcza wymarzyła to margines. Nie, margines w Polsce zajmuje całą stronę! U nas nie ma miejsca na rozsądne didaskalia. Sieć daje pozorne poczucie własności i górowania: mam klawiaturę - mam władzę. Tak myśli każdy sieciowy Brunon. Ten oryginalny pisał jak poniżej (nie poprawiałem jego ortografii):

„A kto ma uprawiac polityke jak nie Gazeta Polska czy Radio Maryja jeśli nie ma innych wolnych medii poza nimi. Czlowieku zastanow sie. POpaprancy maja cala reszte za soba i jeszcze im biedny Rydzyk przeszkadza bo mowi prawde o totalitarnym kraju jakim jest POlska”

„Ty glupia pindo. Sluchalas ty chociaz Radia Maryja czy TV Trwam. Przeciez nic tam nie ma "antysemickiego" czy "antymasonskiego" tylko i wylacznie prawde”

„Jestem ze Polska silna, niezalezna energetycznie czy militarnie od jakichkolwiek mocarstw w tym US-rAela czy nawet Rosji lub Niemiec. Z bogatym narodem a nie tylko elyta POlitykow, z madrym wyedukowanym narodem a nie glupim manipulowanym przez rzadowe media POlitykow jak TVN czy Gazeta Wybiórcza-koszerna lub Radio bZd-et. Taka mi sie marzy Polska ale nie rzadzona przez pejsatych oszolomow z PO”.

Niby nic takiego, kolejny antysemita, Polak prawdziwy. A jednak jego koniec jest inny niż wciąż wolnej w strzykaniu jadem większości. Siadając do pisania zmierzałem do puenty, że ten sieciowy zamordyzm idzie z góry. Że jesteśmy tacy, jacy są Kaczyński z Tuskiem, Niesiołowski z Hofmanem, Palikot z Millerem. To był błąd; oni czerpią z nas. Ryba psuje się od ogona, nie od głowy.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

11/17/2012

Bohater

Uśmiecham się słysząc apele o więcej dystansu do siebie. Kto choć raz widział mnie w pracy wie, że więcej nie mogę, bo będzie strasznie a nie śmiesznie. Jak w przypadku juniora reporterki. 
Sieciowa-śmieciowa reakcja tylko dowodzą, że skręcamy w ślepą uliczkę. Jest pełna okien, w których na poduszkach siedzą jurorzy-amatorzy. Nie znają się ale uliczna mądrość ich rozpiera. Muszą komentować, bo inaczej się uduszą. 
Ale żeby kpić, parodiować, oceniać trzeba samemu udowodnić, że jest się lepszym, mądrzejszym, skuteczniejszym. Inaczej będzie się bohaterem mgnienia oka. Ja wolę długie dystanse.

11/08/2012

Gra w klasy

Apel reżysera: „jeżeli znasz kogoś, kto nie zamierza iść na wybory, ale mógłby zmienić zdanie gdybym do niego zadzwonił albo napisał SMS - wyślij mi jego numer na 810-522-8398”. Takiego tweeta przeczytałem w dniu amerykańskich wyborów na profilu Michael’a Moore’a, laureata Oscara i Złotej Palmy w Cannes. Wykonał 5000 połączeń i przeprosił, że nie zdąży więcej. Wszystko, żeby tylko Obama nie przegrał. Przesłanie Moore’a po wygranej brzmiało zasadniczo: to jest Ameryka, nasz wybór, światu wara od tego!

Moore nienawidzi republikanów, co w swoich filmach wyraźnie pokazywał robiąc idiotę z George’a Busha. Ale kiedy przegrali nie poniewierał nimi. Kampania generalnie była bardzo ostra, nasz trotyl przy ich reklamach to jak mąka zamiast kokainy. Kiedy jednak doszło do rozstrzygnięcia były słowa zgody, jad nie wyciekł ani kroplą. „Zadzwoniłem do prezydenta, by mu pogratulować wygranych wyborów, także jego sztabowi, żonie i córkom. Nasz kraj znajduje się w krytycznym momencie. Apeluję o zaprzestanie wewnętrznych sporów, kłótni i podziałów. Pozostaje mi tylko szczerze modlić się za prezydenta i nasz naród. Boże błogosław Amerykę” - to Mitt Romney w mowie pożegnalnej.

Po naszych nagłych wyborach prezydenckich w 2010 roku serdeczności zawierały się w zdaniu: „muszę zacząć od tego, czego wymaga dobry zwyczaj - gratuluję zwycięzcy”. Później było coraz bardziej kaczyńsko: "po sprawie krzyża nie uważam pana Komorowskiego za partnera do rozmowy”. Było tłumaczenie przegranej farmakologią: „byłem w takim stanie, że - uczciwie mówiąc - to za mnie wymyślano kampanię. (...) Musiałem brać bardzo silne leki uspokajające, co też miało swoje skutki”. Nie wątpię, że tak było ale różnica klas już nie do nadgonienia, nawet po leczniczej dawce marihuany.

Może kiedyś okaże się, że i te słowa prezesa - „zamordowanie 96 osób to niesłychana zbrodnia” - wypowiedziane były rano, kiedy jabłka wciąż fermentowały w jego żołądku. Dziś jednak, oceniając język polityki, trudno Kaczyńskiego rozgrzeszyć. Profesor Zbigniew Brzeziński zauważa na polskiej scenie politycznej osoby, które „świadomie, albo podświadomie - bo są chore - dzielą społeczność i podważają wiarygodność państwa i rządu. To jest wstrętne”, mówi. Uderz w stół i pisowczycy już poniewierają profesorem za tę szczerość. Przyzwyczajeni przez chicagowską Polonię do noszenia na rękach, dławią się ze złości kiedy za oceanem znajdzie się odmieniec ze zdrowym rozsądkiem.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

10/31/2012

Dziś trotyl, jutro napalm

Upadł w Polsce teatr absurdu. Rozum, żart, intelekt zastąpiły siermiężne insynuacje. Słowna maczuga zmiażdżyła cięty język. Dystans zawinięto w kaftan bezpieczeństwa, żeby nie stanowił wybawienia dla innowierców. Polska zaczyna przypominać rzymski plac Campo de’ Fiori gdzie w każdej chwili przeciwnicy teorii trotylu podzielą los Giordano Bruno.

Tuż przed halloween duet Rzeczpospolita & Jarosław Kaczyński otworzył wszystkie smoleńskie trumny. Jednego ranka okazało się, że niewielką gazetą można podpalić duży kraj. Wystarczył tytuł „trotyl na wraku tupolewa” i pełen insynuacji tekst, żeby wywołać wojnę. No bo ktoś ich przecież „zamordował”! Jak nie Tusk, to Putin a najpewniej obaj mają trotyl na marynarkach. Polityczna kombinacja Kaczyńskiego przestaje budzić politowanie, zaczyna wywoływać strach.

Ponoć wiedza i doświadczenie przychodzą z wiekiem. Najczęściej jest to jednak wieko od trumny. Problem prezesa polega jednak na tym, że choćby miał żyć jeszcze sto lat, nie odpuści. Nie dlatego, że ma rację i trudno mu się z nią przebić, ale dlatego, że nie ma na siebie innego pomysłu. Powierzył sobie misję budzenia demonów i trzeba przyznać, że pas mistrzowski będzie nosił przez wieki. Tylko jemu niezwykle swobodnie wypadają z ust słowa o sile rażenia napalmu.

Po odpaleniu przez Rzeczpospolitą kapiszona z trotylem sytuacja przypomina szpital dla obłąkanych. Wszyscy siedzą w wielkiej sali, a ordynator coraz głośniej wymusza powtarzanie słów: morderstwo, trotyl, zamach. MORDERSTWO! TROTYL! ZAMACH! Na koniec dnia wszyscy są odpytywani ze składu chemicznego nitrogliceryny. Kto się nie popisze wraca na salę i znów - MORDERSTWO! TROTYL! ZAMACH! Wbrew temu do czego przyzwyczaili nas politycy człowiek ma jedną twarz. Kiedy słowa ostateczne stają się słowami pierwszymi nic nie jest w stanie jej uratować. 



Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

10/25/2012

Chory z urojenia

Jakby się człowiek w Polsce nie obrócił zawsze uderzy głową w Mrożka. Mistrz musi mieć z nas niezły ubaw siedząc z winem nad nicejską zatoką. Żadne z opowiadań, żadna ze sztuk jego, nawet żaden satyryczny rysunek nie przestały być aktualne. Choćby ten o grupce więźniów z kulami na łańcuchach u nóg, stojących przed telewizorem z programem fitness - „a teraz podnosimy nogę do wysokości biodra”, brzmiał napis.

Dystans i poczucie humoru to nie są cechy, z których słyniemy. Ale jest w Polsce człowiek, którzy życie swoje oddaje, żeby zmienić tę ponurą o nas opinię. Słynie z uczciwości więc zaczął od siebie. Przeczytałem przed chwilą, że prezes Jarosław Kaczyński „wziął udział w spotkaniu z klubem ambasadorów mówiących po polsku”. Uściślę - to on zapraszał, a nie był proszony. Dla ambasadorów było to podwójnie trudne zadanie - ten cholerny polski i jeszcze wyszukany dialekt prezesa! Sam podjąłem studia poszerzające moje słownictwo, żeby nadążyć za Kaczyńskim. Jest ciężko - u niego od premiera do króla jest zbyt krótki dystans.

W opowiadaniu „Samotność” Mrożka dwóch facetów ucieka z więzienia. Pędzą na złamanie karku, aż jeden z nich zwalnia, bo nikt ich nie goni. Żali się osłupiałemu kompanowi: „Nikt o mnie nie dba, nikt się nie interesuje, nikomu nie zależy, jakby im zależało, to by mnie lepiej pilnowali”. To jest syndrom ludzi PiSu. Co gorsza to jest zaraźliwe. Lepsza połowa prezesa, profesor Piotr Gliński, który udaje, że jest tym, kim nie jest przyjął od szefa cechy najgorsze. Wierzy, że jego słowa mają moc odwrócenia przewrotu kopernikańskiego. PiS właśnie ogłosiło, że „kandydat na premiera rządu technicznego przyjął ambasadora Niemiec”. Wcześniej były konferencje na tle narodowych flag, wywiady i zwiedzanie Sejmu.

Można uznać, że dopóki Gliński nie zaprasza papieża na pielgrzymkę do Polski i nie wygania brytyjskiej królowej z jej komnaty to granice nie zostały przekroczone. Ale są ludzie, którzy uznają ten rząd na wewnętrznym uchodźstwie za swój, a publiczna telewizja zamawia sondaż poparcia dla wirtualnego ego. Za chwilę przyjmą od Glińskiego paszporty, zaczną płacić wydrukowaną przez niego walutą i ogłoszą niepodległość.

Z całym szacunkiem dla in-vitro ale to leczenie urojenia powinno być w Polsce refundowane. 

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

10/11/2012

Narodowy Test Aborcyjny

Zbroimy się na wojnę, a głupio przegrywamy bitwy. Kolejne sejmowe dni pokazują, że Polska to wciąż kraj zawieszony kilka metrów nad ziemią - w przestrzeni między absurdem, a strachem. Duży naród, któremu mikro-partia chce mówić jakie dzieci i kiedy ma rodzić. Grupka posłów, którą szef ogarnia w przerwie między zarabianiem pieniędzy w Brukseli a wachlowaniem Tadeusza Rydzyka chce zmusić rodziców do rodzenia upośledzonych dzieci. Wspiera ją w tym spory oddział posłów Platformy Jeszcze Rządzącej, którzy swoje sumienie każą przyjmować jako obowiązujące wszystkich.

Teraz słyszę mało poważny wyścig na tłumaczenie niewytłumaczalnego: „to był wypadek”, „nie tak mieli głosować”, „to nic nie znaczy, ustawa i tak nie przejdzie”. Wiem. Ale to głosowanie obudziło demony, które powinny spać po wieczność. Bezwzględna polityka sprawiła ból rodzicom, którzy musieli kiedyś zdecydować - kończymy ciążę, bo nie jesteśmy dość silni, by udźwignąć to psychicznie i fizycznie. I dała argument tym cynikom, którzy dziś mówią: „oto rodzice z upośledzonymi dziećmi, są szczęśliwi, macie brać z nich przykład”.

Pisząc wczoraj, że o takich sprawach nie powinni decydować ludzie, którzy nie mają o tym pojęcia skierowałem na siebie nową falę prawicowych wymiocin. W tłumie leczących swój żołądek znalazł się list-cisza od @_RafalK_ „Decyzję powinni podejmować rodzice. Piszę to jako ojciec głęboko upośledzonego dziecka. To ja widzę jak codziennie moje dziecko budzi się w bólu. Medycyna może jedynie uspokoić dziecko psychotropami. Czy to jest godne życie?”. Dzień później odpowiedziała mu czule w telewizji posłanka Kempa: „fakty są takie, że kiedy człowiek zostanie powołany do życia kobieta nie ma wyboru”.

Na tym intymnym liście ojca dyskusja powinna się zaczynać i kończyć. Tacy jak on, powinni być co najmniej wysłuchani. Ale nie w Polsce. Wyrastający ostatnio na lepszego Kaczyńskiego minister sprawiedliwości Jarosław Gowin cieszy się, że „będzie debata nad moralnym problemem zabicia dziecka z zespołem Downa”. Świetny pomysł na znalezienie rozwiązania - stadion Narodowy, na murawie dzieci z zespołem Downa, na trybunach losowo wybrani obywatele i głosowanie - jak na facebooku - LIKE czy DISLIKE?

Niepoważne pomysły głosowane na poważnie w Sejmie ośmieszają powagę wszystkich. Rodziców chorych dzieci pozostawionych sobie samym szczególnie.

Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

9/27/2012

Nie rozumiem Szekspira

Jest takie zdanie w korespondencji Mrożka i Lema sprzed lat. „Zima jest taka, że jestem z niej dumny jako Polak. Nareszcie coś 
nie-połowicznego, coś prawdziwego w tym kraju ułamków”. To zdanie w listach mistrzów po prawie pół wieku udowadnia, że bylejakości wciąż nie umiemy odpruć ze sztandarów.

Współcześnie widać to przy okazji zamiany ciał w smoleńskich trumnach. Właśnie za moimi plecami toczy się słowna połajanka i kuriozalna wymuszanka „kto jest bardziej smoleński od Smoleńska”. Czy PiS, bo cierpiał mocniej i szczerzej, czy PO kiedy próbowała pomagać w cierpieniu cierpiącym wtedy najmocniej? Nie ma mądrego, by to rozstrzygnął. I choćby nie wiem ile zaklęć wypowiedziała ekipa prezesa Kaczyńskiego tak już zostanie.

Historia jest dla historyków a nie histeryków. Polityka powinna trzymać się od niej z daleka. Dyskusja o tym w jakim stanie były ciała, dlaczego nie zostały ubrane, dlaczego leżały w trumnie rosyjskiej a nie polskiej, dlaczego w czarnym worku, na co patrzyła Kopacz, ile skalpeli ze sobą zabrała, jakie ciała widziała, a na jakie nawet ona nie mogła spojrzeć prowadzi nas donikąd. Profesor Nowacki, wdowiec po Izabeli Jarudze-Nowackiej mówi tak: „mamy zwyczaj przepraszać, nie wiem czy przeprosiny są potrzebne. Lepiej zacząć wyciągać odpowiednie wnioski”.

Ale w „kraju ułamków” nikt tego nie potrafi. Tu się albo wojuje albo marszuje. Pewnie dlatego coraz częściej marzy mi się Mrożkowa odwaga, którą opisał Lemowi w jednym z listów: „przyznam się do rzeczy strasznej: nie wzrusza mnie Szekspir. Całkowicie nie śmieszą mnie jego komedie, a dramatów w ogóle nie rozumiem”. Po dwóch latach od najtrudniejszego dnia w mojej dziennikarskiej pracy mam to samo ze Smoleńskiem.


Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24

9/12/2012

Nowoczesność jest przereklamowana












































śpiewak operowy-amator z nowego filmu allena
to esencja włoskiej natury
tego sympatycznego lekceważenia nowoczesności
ale świadomi posiadania takich miast jak
lucca padva florencja siena montalcino
montepulciano pienza arezzo orvieto
cortona pietrasanta carrara
włosi mogą być nonszalanccy wobec świata
to na krótki czas nie drażni



8/13/2012

Paryż poza tłumem

 










paryżanie na wakacjach
rządzą turyści
ale szczęśliwie można ich zgubić
paryż to kilka krajów w jednym mieście
ignorując przesadną dumę francuzów
można tam dobrze żyć
nawet na ulicy
na najdroższym kartonie świata