Mam alergię na słowo „pojednanie”. Ono pobrzmiewa w politycznych uszach od pół roku ale dawno nikt go tak nie wykoślawił. Już „zero” lub „nic” są bardziej wypełnione treścią. Są rzeczy, o których powinno się mówić jak najmniej, bo prawdziwego sensu nabierają w ciszy.
Po zabójstwie w Łodzi (nie mylić z „mordem łódzkim”, bo to nie druga „zbrodnia katyńska”) trwa licytacja na głębszą, szczerszą, prawdziwszą skruchę. Wychłostani politycy PiS odsłaniają plecy i udowadniają, że ich rany są głębsze, że jest wiele skutków ubocznych. Spoliczkowani politycy PO skarżą się, że zbankrutowali w gabinetach plastycznych, że ich usta są nie do odtworzenia. Chórem, jedni i drudzy, zanoszą błaganie - od miłości konkurenta wybaw nas, Panie. Teatr jak teatr. Od amatorów-aktorów nie wymaga się wiele, szczególnie kiedy nie widać tam jednego reżysera. Nie można wyciągać ręki do przeprosin z „ale” na ustach. Miłość odrzuca warunki wstępne - choćby się je wypowiadało w kościele.
Uciekając ostatnio od relacji z ogólnowiejskich zawodów w pluciu na odległość skupiłem się na pierwszym tomie „Dziennika” Sławomira Mrożka. Autor cofa nas do roku 1962 ale akurat sposobów na dogadanie się ząb czasu nie nadgryza. „Noc w nocnym lokalu, czyli czyściec. Oczyszczenie. Od nowa. Odnowa. (...) Powrót do normy. Zażegnanie niebezpieczeństwa zadufania się w sobie. (...) Jakże liryczny jest człowiek po wódce”.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
10/29/2010
10/20/2010
Mieć swój rozum
Dwa miliardy ludzi klika. Czyli całe Chiny i Unia Europejska wzięte do kupy stanowią klientelę Internetu, największego szamba świata. Gdzie nie ma reguł, a jedyną barierą jest ludzka wyobraźnia. Miejsca, którego nie można pominąć, gdzie anonimowość robi króla z każdego.
Czytam o sobie od rana, że jestem zabójcą. Że mam krew na rękach, bo krytykując Jarosława Kaczyńskiego posłałem leciwego szaleńca do biura PiS w Łodzi, żeby wymordował tam wszystkich. Czytam, że dziennikarze, którzy ośmielają się podnosić pióro i język na szefa PiS są zagrożeniem dla demokracji. Pomyje łatwo spłukać i choć smród pozostaje, nie marudzę, bo mam zawód podwyższonego ryzyka. Ale skoro dziennikarz ma odpowiadać za swoje słowa w każdej sekundzie publicznego występu, nie możemy nie wymagać tego od drugiej strony. Albo wszyscy grają fair, albo nikt.
Nie zgadzam się kiedy Jarosław Kaczyński zapowiada, że każde słowo krytyki wobec PiS ze strony polityka czy dziennikarza będzie wezwaniem do mordu. To kagańcowanie dyskusji, ograniczanie wolności słowa. Mam swój rozum i tego samego wymagam od innych. Zewsząd słychać teraz głosy - przeprośmy się, ograniczmy agresję, zmieńmy język, podajmy sobie ręce. Mamy taki „mały Smoleńsk”, jak to dziś nazwał jeden z politologów. Pół roku temu pojednanie trwało sekundę. Na logikę - mniejsza tragedia nie może wyzwolić większej miłości.
Receptę wypisała dzisiaj profesor Staniszkis, jedna z niewielu osób, której prezes Kaczyński słucha: histeria jest zła!
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Czytam o sobie od rana, że jestem zabójcą. Że mam krew na rękach, bo krytykując Jarosława Kaczyńskiego posłałem leciwego szaleńca do biura PiS w Łodzi, żeby wymordował tam wszystkich. Czytam, że dziennikarze, którzy ośmielają się podnosić pióro i język na szefa PiS są zagrożeniem dla demokracji. Pomyje łatwo spłukać i choć smród pozostaje, nie marudzę, bo mam zawód podwyższonego ryzyka. Ale skoro dziennikarz ma odpowiadać za swoje słowa w każdej sekundzie publicznego występu, nie możemy nie wymagać tego od drugiej strony. Albo wszyscy grają fair, albo nikt.
Nie zgadzam się kiedy Jarosław Kaczyński zapowiada, że każde słowo krytyki wobec PiS ze strony polityka czy dziennikarza będzie wezwaniem do mordu. To kagańcowanie dyskusji, ograniczanie wolności słowa. Mam swój rozum i tego samego wymagam od innych. Zewsząd słychać teraz głosy - przeprośmy się, ograniczmy agresję, zmieńmy język, podajmy sobie ręce. Mamy taki „mały Smoleńsk”, jak to dziś nazwał jeden z politologów. Pół roku temu pojednanie trwało sekundę. Na logikę - mniejsza tragedia nie może wyzwolić większej miłości.
Receptę wypisała dzisiaj profesor Staniszkis, jedna z niewielu osób, której prezes Kaczyński słucha: histeria jest zła!
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
10/12/2010
Krzyż prezesa
Mieć swój świat to cenne i groźne zarazem. Malarze, pisarze, muzycy - nawet dopaleni - mogą odlecieć w nieznane rejony i nikt nie ucierpi. Najwyżej gust. Politycy, którym wydaje się, że ich wizja jest najichsza zaczynają być groźni. Nie odpowiadam za empetrójkę prezesa Kaczyńskiego ale wolę żeby mylił U2 z JU TU niż intonował „Boże, coś Polskę” w centrum Warszawy.
To nie jest zła pieśń, ma niezły tekst i melodię. Szczególnie refren, który Polacy zwykle wyją niż śpiewają: „Przed Twe ołtarze zanosim błaganie: Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie!”. To dziś nic nie znaczy ale ostro brzmi - w końcu powstańcy ze stycznia 1863 roku wiedzieli co nucą. Problem w tym, że nikt prezesowi nie zmienił kalendarza. Maszerując ramię w ramię z Macierewiczem, który w kałuży wody widzi plamę ropy, dowartościowując się ludźmi z krzyżami i pochodniami Jarosław Kaczyński nie zyskuje na znaczeniu. On się ośmiesza, budzi przerażenie zmieszane ze współczuciem. Kłopot w tym, że nie ma odważnego, który by mu to powiedział. Wszyscy z otoczenia szefa PiS brzmią jak jego echo, a bywa - Anna Fotyga - próbują być od echa szybsze.
Prezes PiS na niedzielnym wiecu sugerował, że Polska nie jest jego krajem, że chce, by mu nikt nie narzucał obyczajów, by naród miał elementarne prawo do wolności i prawdy. Krzyczał, że przyszedł po to prawo, bo jest wolnym Polakiem i chce być wolnym Polakiem. Być złym i zadowolonym jednocześnie potrafią tylko wybitne jednostki. Trzeba być kimś żeby w tej samej chwili dąsać się i cieszyć, wypowiadać obywatelskie nieposłuszeństwo i sugerować dumę z obywatelstwa, lekceważyć władzę ale nie emigrować. Trzeba mieć zdrowie prezesa żeby stać na mrozie i się nie przeziębić. Jeszcze bardziej.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
To nie jest zła pieśń, ma niezły tekst i melodię. Szczególnie refren, który Polacy zwykle wyją niż śpiewają: „Przed Twe ołtarze zanosim błaganie: Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie!”. To dziś nic nie znaczy ale ostro brzmi - w końcu powstańcy ze stycznia 1863 roku wiedzieli co nucą. Problem w tym, że nikt prezesowi nie zmienił kalendarza. Maszerując ramię w ramię z Macierewiczem, który w kałuży wody widzi plamę ropy, dowartościowując się ludźmi z krzyżami i pochodniami Jarosław Kaczyński nie zyskuje na znaczeniu. On się ośmiesza, budzi przerażenie zmieszane ze współczuciem. Kłopot w tym, że nie ma odważnego, który by mu to powiedział. Wszyscy z otoczenia szefa PiS brzmią jak jego echo, a bywa - Anna Fotyga - próbują być od echa szybsze.
Prezes PiS na niedzielnym wiecu sugerował, że Polska nie jest jego krajem, że chce, by mu nikt nie narzucał obyczajów, by naród miał elementarne prawo do wolności i prawdy. Krzyczał, że przyszedł po to prawo, bo jest wolnym Polakiem i chce być wolnym Polakiem. Być złym i zadowolonym jednocześnie potrafią tylko wybitne jednostki. Trzeba być kimś żeby w tej samej chwili dąsać się i cieszyć, wypowiadać obywatelskie nieposłuszeństwo i sugerować dumę z obywatelstwa, lekceważyć władzę ale nie emigrować. Trzeba mieć zdrowie prezesa żeby stać na mrozie i się nie przeziębić. Jeszcze bardziej.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
10/06/2010
Wietrzenie salonu
Odejście Palikota pachnie mi układem z premierem. Obaj są nieprzekonujący w rozwodowych nastrojach. Nie ma żadnych emocji między dwoma facetami budzącymi emocje skrajne - złość i sen. Marszałek Schetyna mówi, że to jednoosobowa wycieczka w jedną stronę ale wierzyć się nie chce. Prędzej czy później to się skończy albo współpracą PO-NP albo nowym smakiem żołądkowej gorzkiej.
Będzie nudno, bo jeden Fedor powietrza w Platformie nie oczyści. Mówi się, że Palikot, Gowin, Brudziński, Sobecka to skrajności. Bzdura. Skrajnie złe jest to, że w naszej polityce jest za dużo nijakiej masy. Pokutują te same wypowiedzi, te same myśli, te same słowa. Bez charakteru, wyrazistości, stanowczości. Palikot w polityce jest tym, kim Raczkowski w grafice. Nie jest sztuką mieć poglądy, ceni się umiejętność ich obrony i wyrażania. Żeby dupę nazwać dupą, obłudę obłudą, kłamstwo kłamstwem, a zdradę chamstwem. Żeby nie szukać różowych słówek na czarne sprawy.
W Dużym Formacie sprzed tygodnia Marek Raczkowski mówi „nie jestem patriotą! Mam w dupie patriotyzm! Nienawidzę patriotów! Gardzę moim krajem! Chciałbym, żeby Polacy zawsze przegrywali w piłkę! Uważam, że Polacy są głupcami i niczego się nie uczą. Ale mówię to z miłością do nich”. Albo „przeżywałem Smoleńsk po swojemu, do momentu wystąpienia kardynała Dziwisza, który ze spuszczonym wzrokiem informował widzów, że para prezydencka spocznie na Wawelu. Wtedy zorientowałem się, że - podczas gdy my ciągle w szoku - ktoś już nas próbuje robić w ch...”.
Ludzie, w których jest więcej ZDR* niż H2O są podstawą zdrowego kraju. Bo kiedy w salonie ktoś puści bąka, potrzebny jest odważny do otwarcia okna.
* ZDR - zdrowy rozsądek
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Będzie nudno, bo jeden Fedor powietrza w Platformie nie oczyści. Mówi się, że Palikot, Gowin, Brudziński, Sobecka to skrajności. Bzdura. Skrajnie złe jest to, że w naszej polityce jest za dużo nijakiej masy. Pokutują te same wypowiedzi, te same myśli, te same słowa. Bez charakteru, wyrazistości, stanowczości. Palikot w polityce jest tym, kim Raczkowski w grafice. Nie jest sztuką mieć poglądy, ceni się umiejętność ich obrony i wyrażania. Żeby dupę nazwać dupą, obłudę obłudą, kłamstwo kłamstwem, a zdradę chamstwem. Żeby nie szukać różowych słówek na czarne sprawy.
W Dużym Formacie sprzed tygodnia Marek Raczkowski mówi „nie jestem patriotą! Mam w dupie patriotyzm! Nienawidzę patriotów! Gardzę moim krajem! Chciałbym, żeby Polacy zawsze przegrywali w piłkę! Uważam, że Polacy są głupcami i niczego się nie uczą. Ale mówię to z miłością do nich”. Albo „przeżywałem Smoleńsk po swojemu, do momentu wystąpienia kardynała Dziwisza, który ze spuszczonym wzrokiem informował widzów, że para prezydencka spocznie na Wawelu. Wtedy zorientowałem się, że - podczas gdy my ciągle w szoku - ktoś już nas próbuje robić w ch...”.
Ludzie, w których jest więcej ZDR* niż H2O są podstawą zdrowego kraju. Bo kiedy w salonie ktoś puści bąka, potrzebny jest odważny do otwarcia okna.
* ZDR - zdrowy rozsądek
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
10/01/2010
Laryngolog
Nie chciałem tego wykorzystywać. Ale skoro szef dyplomacji pyta, czy prezes Kaczyński jest na proszkach odpowiadam żartem widza. Szef PiS, autor tekstu o złej Rosji, nie jest na lekach - jest na dopalaczach.
Nie mam nic przeciwko - sam piszę i lubię kiedy ludzie czytają. W tym sensie (choć raz) rozumiem prezesa, pisanie do szuflady nie ma sensu. Problem w tym, że Jarosław Kaczyński nie pisał tego jako zameldowany na Żoliborzu szary, niepozorny obywatel ale jako były premier, prezes sporej partii opozycyjnej. Znaczy ktoś ważniejszy, zacniejszy, teoretycznie poważniejszy, wymagający szacunku. Każdy ma fobie ale nie każdy listą strachów obkleja słupy ogłoszeniowe wokół domu, żeby wszyscy wiedzieli, że pająki są be.
Szef PiS jako Polak czuje się poniżany przez wielkie państwa Europy, które ręka w rękę z Rosją biorą gumkę i wymazują nas z mapy świata. Straszna rzecz a wokół zamiast zachwytu pytania o nazwisko lekarza prezesa. Salon znów jest głuchy na jedyną słuszną rację. Zignorował także prawdziwie skandaliczny list byłej szefowej polskiej dyplomacji. Anna Fotyga apeluje: „Nie lekceważmy wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego o kondominium, nie mówmy, że to tylko taka metafora i ostrzeżenie. Takie gry nie są normą w relacjach międzypaństwowych, pachną prowokacjami służb. Przerwijmy je. Póki nie jest za późno. Póki nie ma następnych ofiar”. Te słowa dopiero brzmią szaleńczo a przeszły bez echa.
Profesor Nałęcz mówi, że takich ludzi trzeba leczyć. Przesadza. Ignorowanie też nic nie da, bo wytną Puszczę Kampinoską, żeby był papier na kolejne listy. Diagnoza jest prostsza, trzeba poczekać aż Jarosław Kaczyński usłyszy swoje słowa. Choćby te z Radia Maryja: „pomniki księdza Popiełuszki stoją w całym kraju, sądzę, że z moim bratem będzie podobnie”. Do tego nie trzeba psychologa, wystarczy dobry laryngolog.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Nie mam nic przeciwko - sam piszę i lubię kiedy ludzie czytają. W tym sensie (choć raz) rozumiem prezesa, pisanie do szuflady nie ma sensu. Problem w tym, że Jarosław Kaczyński nie pisał tego jako zameldowany na Żoliborzu szary, niepozorny obywatel ale jako były premier, prezes sporej partii opozycyjnej. Znaczy ktoś ważniejszy, zacniejszy, teoretycznie poważniejszy, wymagający szacunku. Każdy ma fobie ale nie każdy listą strachów obkleja słupy ogłoszeniowe wokół domu, żeby wszyscy wiedzieli, że pająki są be.
Szef PiS jako Polak czuje się poniżany przez wielkie państwa Europy, które ręka w rękę z Rosją biorą gumkę i wymazują nas z mapy świata. Straszna rzecz a wokół zamiast zachwytu pytania o nazwisko lekarza prezesa. Salon znów jest głuchy na jedyną słuszną rację. Zignorował także prawdziwie skandaliczny list byłej szefowej polskiej dyplomacji. Anna Fotyga apeluje: „Nie lekceważmy wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego o kondominium, nie mówmy, że to tylko taka metafora i ostrzeżenie. Takie gry nie są normą w relacjach międzypaństwowych, pachną prowokacjami służb. Przerwijmy je. Póki nie jest za późno. Póki nie ma następnych ofiar”. Te słowa dopiero brzmią szaleńczo a przeszły bez echa.
Profesor Nałęcz mówi, że takich ludzi trzeba leczyć. Przesadza. Ignorowanie też nic nie da, bo wytną Puszczę Kampinoską, żeby był papier na kolejne listy. Diagnoza jest prostsza, trzeba poczekać aż Jarosław Kaczyński usłyszy swoje słowa. Choćby te z Radia Maryja: „pomniki księdza Popiełuszki stoją w całym kraju, sądzę, że z moim bratem będzie podobnie”. Do tego nie trzeba psychologa, wystarczy dobry laryngolog.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
9/15/2010
Podwójni
Polscy politycy się mnożą, choć ich nie przybywa. Jest co najmniej dwóch Tusków i ze czterech Kaczyńskich. Raz każą do siebie mówić premierze, prezesie kiedy indziej obywatelu. Medycyna zna takie przypadki, to schizofrenia.
Osobowość mnoga nie jest łatwa w leczeniu ale prosto ją wykryć - najlepiej w czasie rozmowy z pacjentem i obserwacji jego zachowania. Zwyczajnie - jeśli chce mieć jabłko ale zaczyna je gryźć - trzeba kwalifikować na obserwację. Jako mieszkaniec Sopotu podziwiam Jacka Karnowskiego, jako Donald Tusk uważam, że facet z zarzutami nie ma czego szukać w polityce - mówi szef rządu. Ogarniam tylko trzy wymiary, pewnie dlatego mam podejrzenia graniczące z pewnością, że premier ze mnie kpi. Nie on pierwszy i nie ostatni, ale niestety pamiętam kto obiecał poprawę standardów.
Tusk, Komorowski, Klich powinni zniknąć raz na zawsze ze sceny politycznej - mówił do swoich wyznawców obywatel Jarosław Kaczyński. Wygląd, mimika, gesty, głos, włos, garnitur wskazywały, że to prezes PiS Jarosław Kaczyński we własnej osobie. Do czasu. Zaskoczenie było pełne - Jarosław Kaczyński po raz pierwszy udowodnił, że sam sobie nie jest równy. Dotąd wiedzieliśmy jedynie, że nie ma równych jemu. Już wcześniej zresztą przejawiał mnogie skłonności. Był czas kiedy prezes ogłosił, że sprawę katastrofy smoleńskiej będzie prowadził w ramach ruchu społecznego, a nie w ramach partii. I jak wiemy PiS mówi od tamtej pory o wszystkim, tylko nie o katastrofie.
Panowie Kaczyński i Tusk dobrze celują słowem, ale często chybiają. Wprowadzili złe dane - nie można zbyt długo trzymać się zasady ściemniać to my, ale nie nas. Wymiana strzałów to też wymiana poglądów tylko innymi metodami. Jestem za, dopóki nie ginie zdrowy rozsądek.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Osobowość mnoga nie jest łatwa w leczeniu ale prosto ją wykryć - najlepiej w czasie rozmowy z pacjentem i obserwacji jego zachowania. Zwyczajnie - jeśli chce mieć jabłko ale zaczyna je gryźć - trzeba kwalifikować na obserwację. Jako mieszkaniec Sopotu podziwiam Jacka Karnowskiego, jako Donald Tusk uważam, że facet z zarzutami nie ma czego szukać w polityce - mówi szef rządu. Ogarniam tylko trzy wymiary, pewnie dlatego mam podejrzenia graniczące z pewnością, że premier ze mnie kpi. Nie on pierwszy i nie ostatni, ale niestety pamiętam kto obiecał poprawę standardów.
Tusk, Komorowski, Klich powinni zniknąć raz na zawsze ze sceny politycznej - mówił do swoich wyznawców obywatel Jarosław Kaczyński. Wygląd, mimika, gesty, głos, włos, garnitur wskazywały, że to prezes PiS Jarosław Kaczyński we własnej osobie. Do czasu. Zaskoczenie było pełne - Jarosław Kaczyński po raz pierwszy udowodnił, że sam sobie nie jest równy. Dotąd wiedzieliśmy jedynie, że nie ma równych jemu. Już wcześniej zresztą przejawiał mnogie skłonności. Był czas kiedy prezes ogłosił, że sprawę katastrofy smoleńskiej będzie prowadził w ramach ruchu społecznego, a nie w ramach partii. I jak wiemy PiS mówi od tamtej pory o wszystkim, tylko nie o katastrofie.
Panowie Kaczyński i Tusk dobrze celują słowem, ale często chybiają. Wprowadzili złe dane - nie można zbyt długo trzymać się zasady ściemniać to my, ale nie nas. Wymiana strzałów to też wymiana poglądów tylko innymi metodami. Jestem za, dopóki nie ginie zdrowy rozsądek.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
9/09/2010
Listokleci
Szanowni Państwo
Drogie Czytelniczki
Mili Czytelnicy
Wertujący
Klikający
Nie być w centrum to wstyd; outsiderzy dłużej czekają na poklask. Warto dołączyć do grona wybitnych jednostek współczesnej epistolografii zanim zmonopolizują rynek. Jak - nie przyrównując - Poczta Polska, którą trzeba przechytrzać obciążnikami do kopert. I choć w listach publicznych Jarosława Kaczyńskiego i Marka Migalskiego kryją się wręcz literackie sztabki złota, to nie powinno zniechęcać. Trzeba pisać, pisać, pisać. Znając potęgę prezesa wiadomo, że wszystko wyszło od niego. Biblijne Listy Apostolskie, listy Słowackiego do matki czy nawet listy Sobieskiego do Marysieńki, były wzorowane na korespondencji Kaczyńskiego z Migalskim.
Wersy różnią się niekiedy klimatem ale sens pozostaje podobny - rozdarcie. „Tak mi się twoja śliczność, moja złota panno, wbiła w głowę, że zawrzeć oczu całej nie mogłem nocy” - pisał w 1665 roku Jan III Sobieski. O ton wyżej swój ból wyraził 345 lat później prezes Jarosław Kaczyński. „Nastąpiła kolejna kampania przeciwko nam. Z wykorzystaniem ludzi związanych z partią”. I tak można by przeplatać: „Owo widzę, że mię twoje wdzięczne tak oczarowały oczy, że bez nich i momentu wytrwać będzie niepodobna” kontra „Należy zdecydowanie odrzucić wszelkie próby analiz kampanii wyborczej na podstawie założeń suflowanych przez niechętne nam media”. Albo „Już od dawnego czasu zdało mi się, żem bardziej i więcej kochać nie mógł” vs. „Mamy obowiązek zewrzeć szeregi z całym zdecydowaniem, łącząc potrzebę dyskusji z potrzebą jedności, i zabiegać o to, żeby przyszłe wybory były dla nas zwycięskie”.
Trzeba mieć w tyle głowy, że to król uczył się od prezesa jak dobrze zaadresować kopertę, ale to jednak słowa ucznia trafiają celniej. Marysieńka ma prawo czuć się bezpieczniej od Migalskiego. Wie przynajmniej na czym stoi: on kocha, przyjechać nie może, bo odsiecz wiedeńska to jednak ważna rzecz, ale ona może na niego liczyć. Migalski ma kłopot, bo choć w liście wyraża opinię wielu, jest w mniejszości. Jest poza, jak Elżbieta Jakubiak i za chwilę - być może - kolejni nielojalni inaczej. Od czasów króla Jana wiele się zmieniło ale nie to, że zbytnia podejrzliwość prowadzi do zguby. Prezes udaje porządki, a nie ma sensu zmieniać pościeli kiedy materac jest pełen zacieków. Można pisu nie kochać ale nie można pisowi nie współczuć.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Drogie Czytelniczki
Mili Czytelnicy
Wertujący
Klikający
Nie być w centrum to wstyd; outsiderzy dłużej czekają na poklask. Warto dołączyć do grona wybitnych jednostek współczesnej epistolografii zanim zmonopolizują rynek. Jak - nie przyrównując - Poczta Polska, którą trzeba przechytrzać obciążnikami do kopert. I choć w listach publicznych Jarosława Kaczyńskiego i Marka Migalskiego kryją się wręcz literackie sztabki złota, to nie powinno zniechęcać. Trzeba pisać, pisać, pisać. Znając potęgę prezesa wiadomo, że wszystko wyszło od niego. Biblijne Listy Apostolskie, listy Słowackiego do matki czy nawet listy Sobieskiego do Marysieńki, były wzorowane na korespondencji Kaczyńskiego z Migalskim.
Wersy różnią się niekiedy klimatem ale sens pozostaje podobny - rozdarcie. „Tak mi się twoja śliczność, moja złota panno, wbiła w głowę, że zawrzeć oczu całej nie mogłem nocy” - pisał w 1665 roku Jan III Sobieski. O ton wyżej swój ból wyraził 345 lat później prezes Jarosław Kaczyński. „Nastąpiła kolejna kampania przeciwko nam. Z wykorzystaniem ludzi związanych z partią”. I tak można by przeplatać: „Owo widzę, że mię twoje wdzięczne tak oczarowały oczy, że bez nich i momentu wytrwać będzie niepodobna” kontra „Należy zdecydowanie odrzucić wszelkie próby analiz kampanii wyborczej na podstawie założeń suflowanych przez niechętne nam media”. Albo „Już od dawnego czasu zdało mi się, żem bardziej i więcej kochać nie mógł” vs. „Mamy obowiązek zewrzeć szeregi z całym zdecydowaniem, łącząc potrzebę dyskusji z potrzebą jedności, i zabiegać o to, żeby przyszłe wybory były dla nas zwycięskie”.
Trzeba mieć w tyle głowy, że to król uczył się od prezesa jak dobrze zaadresować kopertę, ale to jednak słowa ucznia trafiają celniej. Marysieńka ma prawo czuć się bezpieczniej od Migalskiego. Wie przynajmniej na czym stoi: on kocha, przyjechać nie może, bo odsiecz wiedeńska to jednak ważna rzecz, ale ona może na niego liczyć. Migalski ma kłopot, bo choć w liście wyraża opinię wielu, jest w mniejszości. Jest poza, jak Elżbieta Jakubiak i za chwilę - być może - kolejni nielojalni inaczej. Od czasów króla Jana wiele się zmieniło ale nie to, że zbytnia podejrzliwość prowadzi do zguby. Prezes udaje porządki, a nie ma sensu zmieniać pościeli kiedy materac jest pełen zacieków. Można pisu nie kochać ale nie można pisowi nie współczuć.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
9/03/2010
Zuch
Kto myśli, że Wałęsa jest mądry rozczaruje się. Kto sądzi, że Wałęsa jest głupi rozczaruje się jeszcze bardziej. Tak ponoć mówił do przyjaciół Jacek Kuroń. W każdej, nawet tak skomplikowanej historii jak Sierpień, prostota myśli jest najcenniejsza. Ale nie można iść ulubioną ścieżką Jarosława Kaczyńskiego, czyli na skróty myślowe.
Prezes wychodzi z założenia, że obrażać to my, ale nie nas. Dlatego uwielbienie należy się Lechowi Kaczyńskiemu, a zarzut zdrady Bronisławowi Geremkowi i Tadeuszowi Mazowieckiemu. Trzydzieści lat temu inteligent z fajką i „szybki” Tadeusz już prawie dogadali się z komunistami ale szczęśliwie drogę zaszedł im Lech Kaczyński. Prezesa Kaczyńskiego wtedy w stoczni nie było, ale to nie znaczy, że może pisać historię na nowo. Owszem wiele razy pokazał, że może robić wszystko, ale bezkarność ma swoje granice. Szczególnie, że brat bliźniak prezesa dwa lata temu mówił: "Bez Geremka i ekspertów nie udałoby się wywalczyć w Sierpniu 1980 roku wolnych związków zawodowych". Kogo jak kogo ale tego Lecha Jarosław Kaczyński szanował zawsze.
Ma rację Henryka Krzywonos kiedy mówi: „panie prezesie, bardzo pana proszę, żeby pan nie buntował ludzi przeciwko sobie. (...) proszę współczuć innym i dać ludziom żyć. Mnie to obraża, że pan niszczy godność Lecha”. Ma rację Janusz Śniadek, że politycy "przygotowali społeczeństwu gorszące widowisko"; on jest jednym z nich. Ma rację Jarosław Kaczyński udzielając wywiadu samemu sobie. Tylko on jest w stanie zrozumieć siebie.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Prezes wychodzi z założenia, że obrażać to my, ale nie nas. Dlatego uwielbienie należy się Lechowi Kaczyńskiemu, a zarzut zdrady Bronisławowi Geremkowi i Tadeuszowi Mazowieckiemu. Trzydzieści lat temu inteligent z fajką i „szybki” Tadeusz już prawie dogadali się z komunistami ale szczęśliwie drogę zaszedł im Lech Kaczyński. Prezesa Kaczyńskiego wtedy w stoczni nie było, ale to nie znaczy, że może pisać historię na nowo. Owszem wiele razy pokazał, że może robić wszystko, ale bezkarność ma swoje granice. Szczególnie, że brat bliźniak prezesa dwa lata temu mówił: "Bez Geremka i ekspertów nie udałoby się wywalczyć w Sierpniu 1980 roku wolnych związków zawodowych". Kogo jak kogo ale tego Lecha Jarosław Kaczyński szanował zawsze.
Ma rację Henryka Krzywonos kiedy mówi: „panie prezesie, bardzo pana proszę, żeby pan nie buntował ludzi przeciwko sobie. (...) proszę współczuć innym i dać ludziom żyć. Mnie to obraża, że pan niszczy godność Lecha”. Ma rację Janusz Śniadek, że politycy "przygotowali społeczeństwu gorszące widowisko"; on jest jednym z nich. Ma rację Jarosław Kaczyński udzielając wywiadu samemu sobie. Tylko on jest w stanie zrozumieć siebie.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
8/25/2010
Strachy na lachy
Książka mnie wyjątkowo zmęczyła ale dla tych kilku cytatów warto było dotrwać z autorem do końca. Mendoza radzi, któremuś z bohaterów - nigdy nie wychodź za mąż, a jeśli już to nie za faceta. Coś w tym jest, że w polskiej polityce femme fatale zawsze jest mężczyzną: Palikot, Kaczyński, Migalski.
Z WCW czyli Wielkiej Czwórki Wyborczej - Rostkowskiej, Jakubiak, Poncyliusza i Migalskiego - tylko ten ostatni mówi, że porzucenie przez prezesa go boli. Mając przez najbliższe cztery lata, każdego miesiąca gwarancje 35 tysięcy złotych na koncie, można się bawić w recenzenta. Problem w tym, że Migalski ani przed wyborcami, ani przed kolegami z partii, ani nawet przed sobą samym Ameryki nie odkrywa. Jego recepta jest nudna i przydługa. To suma powyborczych komentarzy z ostatnich miesięcy. List otwarty do prezesa - zawieszony w Internecie, którego prezes nie trawi - to żadna odwaga. Migalskiego nikt z partii nie wyrzuci, bo Migalski do PiS się nie zapisał. Europolitolog trafił w bardzo zły czas, nawet jeśli ma dobre intencje. Odkąd Jarosław Kaczyński nawet „Rzeczpospolitej” nie ufa, mógłby do niego trafić jedynie list wysłany przez Jarosława Kaczyńskiego. To nie jest takie niemożliwe. Widziałem w maju w telewizji, że prezes ma stół, imbryk, lampkę nocną, pewnie i pióro w szufladzie się znajdzie - warunki do pisania jak marzenie.
Migalski oficjalnie traktowany jest w PiS z pobłażliwością ale kiedy słychać rozsądne porównanie - Migalski Palikotem pisu - koledzy biorą go w obronę. „Nie życzą sobie takich skojarzeń”, bo „to zupełnie inna sytuacja”, „nie ten człowiek”. Bzdury. Jeden i drugi dbają głównie o rozgłos, ulepszanie ich partii - jeśli się zdarzy - to rykoszetem. A szkoda, bo obu stać (także dosłownie) na dystans do politycznego świata. Obaj wiercą dziury w brzuchu swoim szefom, próbują wrzucać granat w poselski tłum. Niby powinno brzydko pachnąć ale woń jest przyjemna. Szczerość potrafi zabić a rozsądek jest deficytowy i dlatego - widząc wady - warto bić brawo Migalskiemu z Palikotem. Problem w tym skąd wziąć odwagę u innych? Już Lec pisał, że odważni jej nie oddadzą.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Z WCW czyli Wielkiej Czwórki Wyborczej - Rostkowskiej, Jakubiak, Poncyliusza i Migalskiego - tylko ten ostatni mówi, że porzucenie przez prezesa go boli. Mając przez najbliższe cztery lata, każdego miesiąca gwarancje 35 tysięcy złotych na koncie, można się bawić w recenzenta. Problem w tym, że Migalski ani przed wyborcami, ani przed kolegami z partii, ani nawet przed sobą samym Ameryki nie odkrywa. Jego recepta jest nudna i przydługa. To suma powyborczych komentarzy z ostatnich miesięcy. List otwarty do prezesa - zawieszony w Internecie, którego prezes nie trawi - to żadna odwaga. Migalskiego nikt z partii nie wyrzuci, bo Migalski do PiS się nie zapisał. Europolitolog trafił w bardzo zły czas, nawet jeśli ma dobre intencje. Odkąd Jarosław Kaczyński nawet „Rzeczpospolitej” nie ufa, mógłby do niego trafić jedynie list wysłany przez Jarosława Kaczyńskiego. To nie jest takie niemożliwe. Widziałem w maju w telewizji, że prezes ma stół, imbryk, lampkę nocną, pewnie i pióro w szufladzie się znajdzie - warunki do pisania jak marzenie.
Migalski oficjalnie traktowany jest w PiS z pobłażliwością ale kiedy słychać rozsądne porównanie - Migalski Palikotem pisu - koledzy biorą go w obronę. „Nie życzą sobie takich skojarzeń”, bo „to zupełnie inna sytuacja”, „nie ten człowiek”. Bzdury. Jeden i drugi dbają głównie o rozgłos, ulepszanie ich partii - jeśli się zdarzy - to rykoszetem. A szkoda, bo obu stać (także dosłownie) na dystans do politycznego świata. Obaj wiercą dziury w brzuchu swoim szefom, próbują wrzucać granat w poselski tłum. Niby powinno brzydko pachnąć ale woń jest przyjemna. Szczerość potrafi zabić a rozsądek jest deficytowy i dlatego - widząc wady - warto bić brawo Migalskiemu z Palikotem. Problem w tym skąd wziąć odwagę u innych? Już Lec pisał, że odważni jej nie oddadzą.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
8/13/2010
Władza tchórzy
Nikt z nas nie wkłada nóg w łajno jeśli nie musi. To z „Przygody fryzjera damskiego” Mendozy. Ostry cytat ale uprawniony w debacie publicznej. To z filmu „Jak udławiłem Agorę” Kurskiego. PiS ma przykazane powtarzać za swoim prezesem, że gdyby pan Komorowski nie kazał usunąć krzyża, nie byłoby awantury. W istocie partia gra rolę głuchoniemego ślepca, który udaje, że zdanie „nikt z nas nie wojuje krzyżem jeśli nie musi”, nie jest prawdziwym głosem serca pana Kaczyńskiego.
Czy pan tam był - zapytał mnie w programie poseł Girzyński (on sam - ponoć - omija to miejsce). Odpowiedziałem szczerze, że szkoda mi czasu by oglądać z bliska grupę szaleńców na Krakowskim Przedmieściu. Do dziś. Telewizja nie kłamie. To nie jest zbiorowisko szczerze rozmodlonych ludzi, którzy z bólu po ofiarach spod Smoleńska znaleźli swoją religijną przystań. To niejednorodne zgromadzenie ludzi wykluczonych, którym do dopieszczenia wystarcza kamera, mikrofon, megafon i wsparcie z Torunia. Ich obecność pod krzyżem ma tyle wspólnego z modlitwą, ile Tadeusz Rydzyk z duchowością.
SLD jak mantrę przypomina artykuł 25. Konstytucji, że władza w Polsce „zachowuje bezstronność w sprawach przekonań religijnych”. Kompletnie nic z tego nie wynika, choćby nie wiem ile podpisów na wiecu zgromadził Napieralski. Problem jest w tchórzostwie władzy. Kancelaria Prezydenta i Kościół składają własne autorytety w hołdzie kilkunastu oszołomom. To jest granica anarchii.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Czy pan tam był - zapytał mnie w programie poseł Girzyński (on sam - ponoć - omija to miejsce). Odpowiedziałem szczerze, że szkoda mi czasu by oglądać z bliska grupę szaleńców na Krakowskim Przedmieściu. Do dziś. Telewizja nie kłamie. To nie jest zbiorowisko szczerze rozmodlonych ludzi, którzy z bólu po ofiarach spod Smoleńska znaleźli swoją religijną przystań. To niejednorodne zgromadzenie ludzi wykluczonych, którym do dopieszczenia wystarcza kamera, mikrofon, megafon i wsparcie z Torunia. Ich obecność pod krzyżem ma tyle wspólnego z modlitwą, ile Tadeusz Rydzyk z duchowością.
SLD jak mantrę przypomina artykuł 25. Konstytucji, że władza w Polsce „zachowuje bezstronność w sprawach przekonań religijnych”. Kompletnie nic z tego nie wynika, choćby nie wiem ile podpisów na wiecu zgromadził Napieralski. Problem jest w tchórzostwie władzy. Kancelaria Prezydenta i Kościół składają własne autorytety w hołdzie kilkunastu oszołomom. To jest granica anarchii.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
8/03/2010
Symbol szaleństwa
Łatwo powiedzieć - ciemnogród. Nie wierzę, że polski zaścianek jest aż tak potężny. Jednak dziś przed Pałacem Prezydenckim państwo przegrało z szaleństwem. Do obrony krzyża przed grupą zaślepionych obywateli wysłano dziesiątki policjantów i strażników miejskich. Na próżno. Państwo polskie jest tak słabe, że kapituluje przed kilkoma oszalałymi osobami z megafonem i flagą. Nie wiem, który wstyd większy.
Krzyż zostaje ale politycy PiS w sojuszu z Tadeuszem Rydzykiem nie mają powodów do dumy. Duma jest zbudowana na mądrości, a podjudzanie obrońców krzyża do cyrku, który pokazali w południe w Warszawie było głupie. Podobnie jak nieodpowiedzialne jest sztuczne wywoływanie strachu, że jak zniknie krzyż to ludzie zapomną o katastrofie w Smoleńsku. Tak krótką pamięć mają tylko politycy, nie wiem dlaczego mierzą wszystkich swoją miarą.
Okrzyki „ten krzyż jest symbolem naszego narodu”, „Jarosław, Jarosław”, „Judasze”, „zomowcy” to dowód, że przed Pałacem Prezydenckim przegrał zdrowy rozsądek. Po pierwsze Kancelaria Prezydenta okazała się za słaba by wyegzekwować porozumienie z harcerzami i Kościołem, po drugie obrońcy krzyża w istocie zbezcześcili ów symbol, po trzecie wzywający do pamięci o ofiarach spod Smoleńska obrazili tych, którzy zginęli 10 kwietnia.
I choć wyznawcy teorii spiskowej skutecznie zawłaszczyli centrum Warszawy nie wszyscy, którzy cierpią po kwietniowej tragedii zgadzają się na takie seanse szaleństwa. Wdowa po wiceministrze obrony Ewa Komorowska mówiła w TVN24: „ja o każdej sprawie, o jakiej mówi Macierewicz, myślę inaczej”. „Kiedy wypowiadają się posłowie PiS przejeżdża po mnie walec”. „Nie chcę ani krzyża ani pomnika, bo Pałac Prezydencki zmieniłby się w pałac Kaczyńskiego". Kto uszanuje takie głosy?
Źle pytam. Przecież w kraju, w którym piwne hasło „zimny Lech” ma obrażać pamięć prezydenta Kaczyńskiego, nie ma trzeźwych ludzi.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Krzyż zostaje ale politycy PiS w sojuszu z Tadeuszem Rydzykiem nie mają powodów do dumy. Duma jest zbudowana na mądrości, a podjudzanie obrońców krzyża do cyrku, który pokazali w południe w Warszawie było głupie. Podobnie jak nieodpowiedzialne jest sztuczne wywoływanie strachu, że jak zniknie krzyż to ludzie zapomną o katastrofie w Smoleńsku. Tak krótką pamięć mają tylko politycy, nie wiem dlaczego mierzą wszystkich swoją miarą.
Okrzyki „ten krzyż jest symbolem naszego narodu”, „Jarosław, Jarosław”, „Judasze”, „zomowcy” to dowód, że przed Pałacem Prezydenckim przegrał zdrowy rozsądek. Po pierwsze Kancelaria Prezydenta okazała się za słaba by wyegzekwować porozumienie z harcerzami i Kościołem, po drugie obrońcy krzyża w istocie zbezcześcili ów symbol, po trzecie wzywający do pamięci o ofiarach spod Smoleńska obrazili tych, którzy zginęli 10 kwietnia.
I choć wyznawcy teorii spiskowej skutecznie zawłaszczyli centrum Warszawy nie wszyscy, którzy cierpią po kwietniowej tragedii zgadzają się na takie seanse szaleństwa. Wdowa po wiceministrze obrony Ewa Komorowska mówiła w TVN24: „ja o każdej sprawie, o jakiej mówi Macierewicz, myślę inaczej”. „Kiedy wypowiadają się posłowie PiS przejeżdża po mnie walec”. „Nie chcę ani krzyża ani pomnika, bo Pałac Prezydencki zmieniłby się w pałac Kaczyńskiego". Kto uszanuje takie głosy?
Źle pytam. Przecież w kraju, w którym piwne hasło „zimny Lech” ma obrażać pamięć prezydenta Kaczyńskiego, nie ma trzeźwych ludzi.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
7/30/2010
7/28/2010
Kurnik prezesa
Blogerzy do grobu! Migalski przejmuje obowiązki. Po tym jak na drzwiach PiSu wywiesili tabliczkę „przepraszamy - remanent”, nowy nabytek prezesa starł kurze, wyniósł wszystkie śmieci wraca i krzyczy: coś tu dalej śmierdzi. Odważne. Nie sądzę jednak by prezes zmienił przyzwyczajenia i pokochał zwracanie mu uwagi.
Mistrz Henryk Sawka narysował ostatnio faceta w kaftanie bezpieczeństwa odprowadzanego przez dwóch sanitariuszy; bohater jest odwrócony plecami dlatego nie mam pewności o kogo chodzi, ale chmurka brzmi: oszalał, odkąd odstawił Rostkowską. Powyborcze rozliczenia w PiS (swoją drogą po co rozliczać „sukces”?) sprowadzają się do hasła prezesa: idą ciężkie czasy, trzeba ludzi odpornych. Czytaj - najlepiej do ucha szepczą: Suski, Kuchciński, Błaszczak. Nie pierwszy raz gust prezesa wywołuje współczucie.
Migalski - killer blogerów - żali się jak następuje: napracowałeś się, chłopie i babo, w kampanii? No to dziękujemy i już. Na coś liczyłeś? A kysz, siło nieczysta, pożądliwa i lubieżna! Niczego nie dostaniesz, żeby cię następnym razem nie kusiło! Nic nie robiłeś? No to masz awans! Żebyś następnym razem też nic nie robił. Dokładnie tak, bez fałszu, brzmi głos wołającego na puszczy. Gdyby dołączyć Poncyliusza, Kluzik-Rostkowską oraz Cymańskiego z Jakubiak powstałby uroczy kwintet.
Ale kwintet skutecznie zagłuszany przez siły czystości. Traktowali nas jak bydło! – narzekała posłanka Wróbel. Kiedy prezes był w Radomiu kazali mi się odsunąć, żeby nie było mnie widać w kadrze – skarżyła się we WPROST. Na kwintet narzekali wszyscy. Sztab robi z nas mięso armatnie, potrzebują nas tylko do rozdawania ulotek, a naszym zdaniem zwycięstwo może dać tylko powrót do sprawy Smoleńska.
Szoszoni, jastrzębie, talibowie, gołębie - prezesie macie tam niezły kurnik.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Mistrz Henryk Sawka narysował ostatnio faceta w kaftanie bezpieczeństwa odprowadzanego przez dwóch sanitariuszy; bohater jest odwrócony plecami dlatego nie mam pewności o kogo chodzi, ale chmurka brzmi: oszalał, odkąd odstawił Rostkowską. Powyborcze rozliczenia w PiS (swoją drogą po co rozliczać „sukces”?) sprowadzają się do hasła prezesa: idą ciężkie czasy, trzeba ludzi odpornych. Czytaj - najlepiej do ucha szepczą: Suski, Kuchciński, Błaszczak. Nie pierwszy raz gust prezesa wywołuje współczucie.
Migalski - killer blogerów - żali się jak następuje: napracowałeś się, chłopie i babo, w kampanii? No to dziękujemy i już. Na coś liczyłeś? A kysz, siło nieczysta, pożądliwa i lubieżna! Niczego nie dostaniesz, żeby cię następnym razem nie kusiło! Nic nie robiłeś? No to masz awans! Żebyś następnym razem też nic nie robił. Dokładnie tak, bez fałszu, brzmi głos wołającego na puszczy. Gdyby dołączyć Poncyliusza, Kluzik-Rostkowską oraz Cymańskiego z Jakubiak powstałby uroczy kwintet.
Ale kwintet skutecznie zagłuszany przez siły czystości. Traktowali nas jak bydło! – narzekała posłanka Wróbel. Kiedy prezes był w Radomiu kazali mi się odsunąć, żeby nie było mnie widać w kadrze – skarżyła się we WPROST. Na kwintet narzekali wszyscy. Sztab robi z nas mięso armatnie, potrzebują nas tylko do rozdawania ulotek, a naszym zdaniem zwycięstwo może dać tylko powrót do sprawy Smoleńska.
Szoszoni, jastrzębie, talibowie, gołębie - prezesie macie tam niezły kurnik.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Subskrybuj:
Posty (Atom)



