Kopanie się z koniem nie ma sensu. Ale co dzisiaj ma? „Trwają prace na serwerze; zapraszamy później“. Taki komunikat ktoś zawiesił na oficjalniej stronie Doroty Świeniewicz. Wiemy – skończyła karierę, bo banda wariatów pod płaszczykiem internetowej anonimowości zaszczuła ją na śmierć. Sportową. Wiemy, ale czy ktokolwiek wyciągnął wnioski?
Każdy zawód, w którym człowiek jest w kontakcie z człowiekiem to stres. Ale mechanika samochodowego może opieprzyć najwyżej kilku klientów jednego dnia. Nic strasznego. Niestety scena – boisko, parkiet, eter, wizja, sala kinowa – ma w sobie coś z wyroku sądowego. W jednej chwili można być uniewinnionym wobec milionów i skazanym wobec tej samej rzeszy ludzi. Są surowsi od sędziów, bo nie pozwalają na mowy końcowe.
Kiedy redaktor Jacek Żakowski zaapelował do szefów największych portali o porozumienie w sprawie walki z chamstwem usłyszał, że cenzura to przeszłość. Kiedy ja zablokowałem na swojej stronie możliwość komentowania tekstów dowiedziałem się, żem narcyz, który nie lubi słów krytyki. Powinien być ktoś – uważam – kto pilnuje poziomu. W imieniu rozsądnej większości internautów.
Dorota Świeniewicz napisała, że „nie miała pretensji do fachowej krytyki, ale maniakalne atakowanie jej musiało w końcu przynieść skutki“. Albo fora internetowe dojrzeją albo rozkwitną poradnie zdrowia psychicznego.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
8/18/2009
8/16/2009
8/13/2009
Mostar
8/11/2009
Mieć prawo opowiadać
Odkąd wróciłem planuję ucieczkę. Nie mówię, że to oryginalne; ponoć wielu tak ma. Być tam – nie tu. To nie snobizm, to rozsądek. Coś jakby dotknięcie rozmarynu – trudno się uwolnić od zapachu obcych miejsc. Piotr Kaczkowski mówił mi swego czasu, że nie mam prawa opowiadać ludziom o świecie, którego nie dotknąłem. Bo skłamię.
Odkąd wróciłem jestem skrzywiony. Zamieniłem – wierząc, że nie zwolnią – tvn24 na travel lub travel&living. Patrzę, gdzie uciec najlepiej. Po tygodniu wiem jak jeść szpik kostny. „Mama zawsze gotowała tak, żebyśmy mogli go wysysać“, opowiadała Anthony’emu Bourdain’owi jedna z gospodyń. Wiem, że porto musi być wydeptane przez ludzi – inaczej będzie marne. Wiem, że grappa – choć zrobiona z gronowych śmieci – może zachwycać.
Kiedy jesteś w drodze, odcięty od świata – paradoksalnie – wiesz więcej. Pozbawiony telewizji i internetu widzisz i czujesz po wielokroć. Bo bez obcych podszeptów nasz wzrok i słuch wreszcie pracują normalnie. Są niezakłócone. Przestaje przeszkadzać czterdziestostopniowy upał na kamieniach, którymi wyłożona jest mostarska starówka. W ogóle znika wszechobecny zakurw.
Odkąd wróciłem planuję ucieczkę. Do ludzi.
Odkąd wróciłem jestem skrzywiony. Zamieniłem – wierząc, że nie zwolnią – tvn24 na travel lub travel&living. Patrzę, gdzie uciec najlepiej. Po tygodniu wiem jak jeść szpik kostny. „Mama zawsze gotowała tak, żebyśmy mogli go wysysać“, opowiadała Anthony’emu Bourdain’owi jedna z gospodyń. Wiem, że porto musi być wydeptane przez ludzi – inaczej będzie marne. Wiem, że grappa – choć zrobiona z gronowych śmieci – może zachwycać.
Kiedy jesteś w drodze, odcięty od świata – paradoksalnie – wiesz więcej. Pozbawiony telewizji i internetu widzisz i czujesz po wielokroć. Bo bez obcych podszeptów nasz wzrok i słuch wreszcie pracują normalnie. Są niezakłócone. Przestaje przeszkadzać czterdziestostopniowy upał na kamieniach, którymi wyłożona jest mostarska starówka. W ogóle znika wszechobecny zakurw.
Odkąd wróciłem planuję ucieczkę. Do ludzi.
Mostar
8/10/2009
8/08/2009
Sarajevo
8/06/2009
Sarajevo
7/21/2009
Chaotyczny jak Kaczyński
Znam trzy odmiany ust prezydenta. Jego własne, głównie zaciśnięte, stęsknione uśmiechu. Ustakamińskie, pełne napięcia, lekko spocone, zakochane w sobie oraz ustakownackie, wiecznie z grymasem wymuszonego uśmiechu, otoczone niezadbaną brodą. Każde z nich są w kłopocie.
Dotąd, niezależnie z których politycznych ust wydobywał się pisk zafrasowania sprawami obywateli czuć było nieszczerość. Podnosiło się święte oburzenie. Teraz nagle seria przeszczerych wypowiedzi o kulisach pracy prezydenta i znów źle. Jak żyć, kiedy Polacy tak rozhuśtani w pragnieniach?
Wydarzenia poniedziałkowego wieczora przeczą śmichom chichom z rzekomego wstrętu prezydenta wobec liczby siedemnaście. To zapewne w piątek siedemnastego minister Kownacki tak otworzył się przed dziennikarzem Robertem Mazurkiem. To nazajutrz po siedemnastym naród westchnął „a nie mówiliśmy“ przy lekturze wypowiedzianych siedemnastego słów Kownackiego: „prezydent na ogół jest sobą. (…) jest autentyczny, czasem aż za bardzo. (…) jest zbyt szczery i zbyt prostolinijny i mam o to do niego pretensje. (…) działa bez planu“. Parszywa siedemnastka.
Panie prezydencie, niech się pan nie zmienia – dr House’a za szczerość kochają miliony. Ostatnio powiedział, że nie jest smutny, ale skomplikowany; babki to uwielbiają . Wierzę w pana.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Dotąd, niezależnie z których politycznych ust wydobywał się pisk zafrasowania sprawami obywateli czuć było nieszczerość. Podnosiło się święte oburzenie. Teraz nagle seria przeszczerych wypowiedzi o kulisach pracy prezydenta i znów źle. Jak żyć, kiedy Polacy tak rozhuśtani w pragnieniach?
Wydarzenia poniedziałkowego wieczora przeczą śmichom chichom z rzekomego wstrętu prezydenta wobec liczby siedemnaście. To zapewne w piątek siedemnastego minister Kownacki tak otworzył się przed dziennikarzem Robertem Mazurkiem. To nazajutrz po siedemnastym naród westchnął „a nie mówiliśmy“ przy lekturze wypowiedzianych siedemnastego słów Kownackiego: „prezydent na ogół jest sobą. (…) jest autentyczny, czasem aż za bardzo. (…) jest zbyt szczery i zbyt prostolinijny i mam o to do niego pretensje. (…) działa bez planu“. Parszywa siedemnastka.
Panie prezydencie, niech się pan nie zmienia – dr House’a za szczerość kochają miliony. Ostatnio powiedział, że nie jest smutny, ale skomplikowany; babki to uwielbiają . Wierzę w pana.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
7/17/2009
...
życie może być zabawne i wesołe
pod warunkiem, że nie będziemy liczyli na szczęście
profesor Leszek Kołakowski
pod warunkiem, że nie będziemy liczyli na szczęście
profesor Leszek Kołakowski
7/15/2009
Rozum kupię!
Ten człowiek prześciga sam siebie
Nie są to boskie umiejętności
To dolega tylko jemu
Tadeusz Rydzyk na Jasnej Górze:
"Kochani, jeszcze Murzyn. Boże! Gdzieś ty się nie mył" - komentował dyrektor. Ludzie klaskali. "Chodź tutaj bracie! On się nie mył wcale, zobaczcie, no!". Czarnoskóry pielgrzym pochwalił Radio Maryja. Spróbowałby nie!
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Nie są to boskie umiejętności
To dolega tylko jemu
Tadeusz Rydzyk na Jasnej Górze:
"Kochani, jeszcze Murzyn. Boże! Gdzieś ty się nie mył" - komentował dyrektor. Ludzie klaskali. "Chodź tutaj bracie! On się nie mył wcale, zobaczcie, no!". Czarnoskóry pielgrzym pochwalił Radio Maryja. Spróbowałby nie!
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
7/14/2009
Koloratka kredytowa
Przychodzi taki zakurw. Szczególnie w upale. Kiedy jest aż tak duszno i źle, że chce się pobić nawet sprzedawcę mojito. A wiadomo, że on to skarb! Przychodzi taka niemoc. Kiedy siedzisz przyklejony. I nagle ktoś cię skutecznie kopie w tyłek, lecisz jak z procy. Szczególnie w upale kopniak Rydzyka jest niemożebnie skuteczny.
Ktoś w sobotni poranek przesłał mi do studia dwie moherowe beretki. Bez wstydu pokazałem je widzom, bo nie każdy musi być Suskim. Z Częstochowy dowiedziałem się nazajutrz, że to „znak wewnętrznej jedności“. Sądząc z jakości wykonania – trwały. Nie zamierzam drwić z uczestników, bo już dość wycierpieli z ust wielbionego dyrektora. Zastanawiam się kto i co może go obudzić?
Co ten człowiek ma w papierach, że jest w stanie omotać tysiące ludzi niepozbawionych rozumu? Człowiek, którego koloratka to wygięta karta kredytowa już dawno – na własne życzenie – odszedł od kapłaństwa. Że naciąga Kaczyńskiego pół biedy – dobrze, żeby prezes w kryzysie miał dość darmowych minut. Ale reszta?
Zdrowa ryba płynie pod prąd – krzyczał Rydzyk. Szczególnie te śnięte nad Zegrzem, słuchaczki jasnogórskich wywodów dyrektora.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
Ktoś w sobotni poranek przesłał mi do studia dwie moherowe beretki. Bez wstydu pokazałem je widzom, bo nie każdy musi być Suskim. Z Częstochowy dowiedziałem się nazajutrz, że to „znak wewnętrznej jedności“. Sądząc z jakości wykonania – trwały. Nie zamierzam drwić z uczestników, bo już dość wycierpieli z ust wielbionego dyrektora. Zastanawiam się kto i co może go obudzić?
Co ten człowiek ma w papierach, że jest w stanie omotać tysiące ludzi niepozbawionych rozumu? Człowiek, którego koloratka to wygięta karta kredytowa już dawno – na własne życzenie – odszedł od kapłaństwa. Że naciąga Kaczyńskiego pół biedy – dobrze, żeby prezes w kryzysie miał dość darmowych minut. Ale reszta?
Zdrowa ryba płynie pod prąd – krzyczał Rydzyk. Szczególnie te śnięte nad Zegrzem, słuchaczki jasnogórskich wywodów dyrektora.
Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN24
7/13/2009
Thriller z klasą
Córka Herlinga-Grudzińskiego, Marta o ojcu.
„Inność mojego domu polegała też na tym, że ojciec nie rozmawiał z nami ani o sobie, ani o swojej pracy. Ja od najmłodszych lat wiedziałam, że pewnych pytań tacie się nie zadaje“.
„Z ojcem spotykaliśmy się podczas posiłków. Śniadanie bez słowa, obiad bez słowa, kolacja bez słowa. Tortura. Nie do zniesienia było to milczenie. Aż słychać było tę ciszę“.
„Nie znajdowałam tematu, który byłby godny zajmowania czy też zaśmiecania ojcu myśli. No bo jakie sprawy dziecka mogą być interesujące dla pisarza? - tak sobie wtedy tłumaczyłam. Że dobry stopień w szkole dostałam? Albo ktoś mnie pochwalił? To przecież absurd zajmować ojcu głowę takimi błahostkami“*.
* Duży Format, GW, 2.07.2009
„Inność mojego domu polegała też na tym, że ojciec nie rozmawiał z nami ani o sobie, ani o swojej pracy. Ja od najmłodszych lat wiedziałam, że pewnych pytań tacie się nie zadaje“.
„Z ojcem spotykaliśmy się podczas posiłków. Śniadanie bez słowa, obiad bez słowa, kolacja bez słowa. Tortura. Nie do zniesienia było to milczenie. Aż słychać było tę ciszę“.
„Nie znajdowałam tematu, który byłby godny zajmowania czy też zaśmiecania ojcu myśli. No bo jakie sprawy dziecka mogą być interesujące dla pisarza? - tak sobie wtedy tłumaczyłam. Że dobry stopień w szkole dostałam? Albo ktoś mnie pochwalił? To przecież absurd zajmować ojcu głowę takimi błahostkami“*.
* Duży Format, GW, 2.07.2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)